Sklepy akwarystyczne – naciągacze czy pasjonaci?

Bartek Stańczyk

Jedną z idei portalu ReefHub jest promowanie odpowiedzialnej akwarystyki morskiej, czyli takiej, która za sprawą poznawania jej tajników ma mniejszy wpływ na środowisko naturalne.  To przez zrozumienie zasad i procesów zachodzących w typowym akwarium morskim możemy ograniczyć wpływ, jakie nasze hobby ma na życie na rafach.

Temat dzisiejszego artykułu chodził mi po głowie już chyba od roku. Jednak delikatna natura eksperymentu i pewne problemy logistyczne spowodowały, że dopiero niedawno mogłem się za to zabrać. Tym razem na tapetę poszły sklepy akwarystyczne, które dla wielu akwarystów są często (przynajmniej na początku) jedynym źródłem sprzętu i akcesoriów akwarystycznych. W moim eksperymencie jednak to nie sprzęt był głównym tematem, a podejście do klienta w zakresie odpowiedniego doradztwa zwłaszcza w doborze obsady i startu akwarium. Biorąc pod uwagę fakt, że często to właśnie sklep jest źródłem wiedzy dla początkujących akwarystów chciałem sprawdzić jak bardzo sklepy maja na sercu dobro mieszkańców akwarium i czy w grę wchodzi typowe naciąganie kupującego na kasę. Na tapetę poszło dziesięć najpopularniejszych sklepów w Polsce. Jakie to sklepy? Dokładnie te, o których myślicie.


Od razu uprzedzam. W eksperymencie nie chodzi o to, aby pokazać najgorszy i najlepszy sklep w Polsce. Chodzi raczej o pokazanie trendów tak, abyście wiedzieli, na co liczyć odwiedzając lokalny sklep. Tak wiec, ci z Was, którzy spodziewają się nazw i rankingu będą zawiedzeni. Druga sprawa to oferowane usługi i sprzęt. Nie będę ich oceniał i porównywał, bo dobrze wiem, że „każda pliszka swój ogonek chwali” i różne sklepy będą zachwalały różne towary. To samo się tyczy cen. Nie wnikam w to, który sklep kasuje mniej za ten sam produkt. Polityka cenowa jest indywidualna dla każdego przedsiębiorcy, a to klient decyduje ostatecznie czy stać go na zakup czy nie.

Przebieg testu

W moim doświadczeniu chodziło o to, aby sprawdzić jak sklepy akwarystyczne potraktują kompletnie początkującego i średnio zamożnego akwarystę, który właśnie wrócił z rodzinnych wakacji w Egipcie, gdzie zakochał się w rafie koralowej. Aby to sprawdzić wykonałem dziesięć rozmów telefonicznych zaczynając od słów: „Nazywam się Artur Okrasa i chciałem kupić akwarium morskie…”

Zaraz potem dodawałem, że cała rodzina była zachwycona tym, co widziała pod wodą w Morzu Czerwonym i razem z żona chcieliśmy zrobić dzieciom niespodziankę i kupić im akwarium morskie. Żeby nie było za łatwo, to w moją część wypowiedzi wplotłem kilka pułapek, które miały na celu sprawdzenie reakcji sprzedawcy. Nie muszę chyba mówić, że scenariusz był możliwie identyczny dla wszystkich sklepów. Oczywiście istniał minimalny margines błędu wynikający z tego, że w dużym stopniu musiałem adaptować dyskusję w zależności od tego, jakie informacje otrzymywałem. Jeśli nawet dyskusja odchodziła od założonego planu, zawsze udało mi się wrócić na tory tak, aby zadać właściwe pytania.

Moja rola polegała na przedstawieniu obrazu klienta, którym jest poważny człowiek z żoną i dwójką dzieci, ale który nie ma pojęcia o prowadzeniu akwarium. Chęć kupna akwarium tłumaczyłem tym, że chciałem zainteresować tym hobby mojego starszego – dwunastoletniego syna, który interesuje się biologią. Grając kompletnego ignoranta w tematyce morszczyzny, sugerowałem, że chciałem zrobić dzieciom niespodziankę stawiając kompletny zbiornik w jeden weekend, podczas którego dzieci miały być u dziadków. Po powrocie miały zastać akwarium z kolorowymi koralami i rybkami, wśród których miał pływać Sohal (terytorialna ryba wymagająca bardzo dużo przestrzeni i dorastająca w naturze do 50-60 cm). Taki był mniej więcej szkielet dyskusji, którą uzupełniałem o dodatkowe pytania lub jasne sugestie, że na przykład wyjeżdżam często w delegacje i codzienną opiekę nad akwarium będzie sprawował mój starszy syn. Interesowało mnie to, jak szybko mogę mieć gotowe akwarium, skąd czerpać wiedzę, jakie są koszty prowadzenia zbiornika i jakie są trudności z nim związane. Na koniec prosiłem o emaila z wyceną sprzętu i listą najważniejszych zagadnień do samodzielnego poczytania. Podkreślałem bowiem to, że nie wiem o czym czytać i z czego zbudowane jest akwarium. Aha, dostępne miejsce na akwarium to 120cm ściany, czyli w domyśle około 360L(120x50x60h)

Na początku omówię każdą rozmowę telefoniczną, po czym wyniki zestawię w tabeli porównawczej, oraz przedstawie moją subiektywną ocenę tego jak oceniam rozmówcę pod względem sympatyczności, chęci pomocy i dzielenia się wiedzą.  Wszystkie odpowiedzi zostały przedstawione tak, aby nie zawierały ewentualnych wskazówek, o jaki sklep chodzi. Ze względu na to, że niewielka część sprzedawców była kobietami, w celu utrudnienia identyfikacji, wszystkie „wywiady” opisałem tak, jakbym rozmawiał z mężczyznami.

Sklep nr 1

Osoba, na którą trafiłem okazała się gadułą w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Chętnie udzielała informacji na każde pytanie. Nie zaczęła, jak część rozmówców od tekstu w stylu:” przyjedź pan do nas to pogadamy” .Najpierw zasugerowała mi akwarium 120x60x60. Później jednak, chyba przerażona moja ignorancją zasugerowała popularnego ReefMaxa jako lepsze akwarium na start. Pomysł z postawieniem akwarium wraz z koralami i rybkami w weekend skwitowała tekstem, że to „bardzo zły plan, bo mało co przeżyje”. Jeśli zalałbym ReefMaxa żywą wodą i włożył żywą skałę, to pierwsze korale mógłbym włożyć po „kilku dniach”, „a dwie małe rybki po półtora tygodnia”. Temat sohala w 350L został przez sprzedawcę określony, jako “zbrodnia”, z czym się nota bene całkowicie zgadzam. A ilość ryb rekomendowana do 105L reefmaxowego obiegu według tego sklepu to „do 5 mniejszych” – co też uważam za całkiem rozsądną sugestie. Największe niebezpieczeństwo w akwarystyce morskiej zostało określone, jako „eksperymentowanie bez wystarczającej wiedzy”. Sprzedawca wyraźnie podkreślił, że dwunastolatek nie ogarnie sam takiego akwarium i będzie to hobby dla mnie i dla żony. Na pytanie skąd czerpać wiedzę, usłyszałem, że niestety nie ma dobrych polskich stron z akwarystyką morską, a „dostępne fora są okupowane w dużym stopniu przez początkujących akwarystów”. Zostają anglo- i niemieckojęzyczne książki.

Rozmowa trwała prawie 24 minut, podczas których nie zostałem na szczęście zalany marketingiem. Usłyszałem natomiast kilka słów będących typowym żargonem akwarystycznym. Emaila z wyceną i dodatkowymi informacjami nie otrzymałem.

Ogólna ocena przyzwoita, zwłaszcza za tego Sohala.

Sklep nr 2

Telefon odebrała osoba, która może i miała wiedzę akwarystyczną, jednak nie potrafiła jej pokazać i zachęcić mnie do zakupów właśnie w tym sklepie. Rozmowa trwała 16 minut, podczas których ja mówiłem więcej niż sprzedawca, który raczej nie wykazywał entuzjazmu i pasji do akwarystyki. Do tego sklepu dzwoniłem w poniedziałek rano, więc może to było powodem cierpienia w głosie sprzedawcy. Podczas rozmowy nie dostałem wiele konkretów. Nie było propozycji akwarium, a raczej opieranie się na mojej sugerowanej objętości 350L. Sprzedawca monotonnym głosem stwierdził, że nie da się założyć gotowego akwarium w weekend i potrzeba, co najmniej 4 tygodnie na dojrzewanie. Pierwsze ślimaki, można włożyć, o ile pozwolą wyniki testów po 3 tygodniach. Co do obsady, to wszystko zależy ode mnie. Można mieć „ławicę małych rybek np. chromisów lub kilka większych”. Interesująco wyglądała część dotycząca sohala. Na moje stwierdzenie, że bardzo podobają mi się sohale, było zero reakcji. Zadałem więc pytanie „ile sohali mogę trzymać w akwarium”. Znów nie otrzymałem konkretnej odpowiedzi, a raczej „że to zależy od tego co chce trzymać w tym akwarium”. Dowiedziałem się, że trudno o publikacje w języku polskim, a na forach trudno zweryfikować wiedzę piszących.

Dalej usłyszałem, że dwunastolatek powinien sobie dać radę z akwarium morskim i, że nie wymaga ono więcej czasu niż akwarium słodkowodne – zwłaszcza, jeśli będę trzymał „miękkasy” (skąd początkujący ma wiedzieć, co to są te „miękkasy”?)

Ogólnie sklep wypadł bardzo blado. Sprzedawca mówił w sposób, który budził moje wątpliwości, czy w ogóle lubi swoją pracę. Jako potencjalny klient musiałbym  wysłać zapytanie na emaila, żeby otrzymać jakieś konkrety. A skąd u licha mam wiedzieć, o co pytać skoro jestem początkującym? Po rozmowie z tym sklepem wcale nie czułem się mądrzejszy, bo brak było konkretów. Być może podczas wizyty w sklepie dostałbym lepszą obsługę.

Dostałem natomiast od sklepu email z wyceną zbiornika 300L, która zawierała kilkuwyrazowe opisy sprzętu. Z ciekawostek dodam, że dolewka w wycenie została uznana za sprzęt opcjonalny.

Sklep nr 3

Na szczęście znów trafiłem na osobę pasjonującą się akwarystyką morską. Sprzedawca może nie był przesadnie gadatliwy, ale odpowiadał konkretami i wykazywał się wiedzą. Zgodził się z tym, że akwarium około 350L jest dobre na start bardzo szybko wyleczył mnie z pomysłu zakładania akwarium w jeden dzień. Wytłumaczył konieczność odczekania, co najmniej 3 tygodni na dojrzewanie i podkreślił starą zasadę, że „najpierw korale, a potem ryby”. Również wspomniał o konieczności powolnego wprowadzania ryb. Na pytanie o maksymalną ilość nie otrzymałem konkretnej liczby, jednak z odpowiedzi wynikało, że ilość zależy od wielu czynników i musi być dobierana optymalnie do filtracji. Również moja mój zapał, co do prowadzenia Sohala do 350L został szybko ostudzony. Usłyszałem grzeczne, ale stanowcze „sklep nie sprzedaje sohali do tak małych zbiorników” z powodu ich terytorialności i rozmiarów – należą się brawa, bo właśnie to chciałbym usłyszeć, jako miłośnik naturalnych raf koralowych. Rozmawialiśmy też o możliwościach dokształcania się początkujących akwarystów. Dowiedziałem się od sprzedawcy, że polskie publikacje są przedawnione i pozostają fora z „najpopularniejszym Nano-Reef”, na którym jednak nowicjuszom ciężko jest oddzielić dobrą radę od złej. Musiałbym, więc przerobić sporo informacji, żeby odfiltrować te najwartościowsze. Byłoby to zresztą konieczne, ponieważ „hobby byłoby głownie dla rodziców, a nie dla dwunastolatka, który jednak mógłby sporo pomagać tacie”. W przeciwieństwie do poprzedniego sprzedawcy, tu usłyszałem, że największe trudności z wiązane z akwarystyką to żelazna systematyczność, bo np. „odpuszczenie podmian może odbić się problemami”. Sprzedawca podkreślił też wzrost kosztów rachunków za wodę i prąd, oraz trudności z zostawianiem akwarium podczas wyjazdów rodzinnych. Jako jedyny z badanych sklepów wspomniał o potencjalnym hałasie generowanym przez sprzęt.

Kilka dni po rozmowie obszerny otrzymałem email, w którym zostały opisane komponenty akwarium i podstawowe informacje w stylu „co do czego” w akwarium morskim. Widać, że sprzedawca włożył sporo pracy w jego napisanie.

Ogólnie sklep wypadł bardzo pozytywnie. Rozmowa trwała 20 minut i sposób odpowiedzi i ich entuzjazm spowodował, że bardzo polubiłem sprzedawcę.

Sklep nr 4

Zaczęło się od tego, że na początek żaden telefon w godzinach pracy sklepu nie był otwierany. Próbowałem kilkakrotnie. Dopiero kilka dni później trafiłem na osobę, która chętnie odpowiadała na moje pytania. Sprzedawca był bardzo rozmowny, więc nic dziwnego, że rozmowa trwała pół godziny, podczas których usłyszałem parę informacji o dojrzewaniu i doborze odpieniacza. Do wyboru dostałem, gotowy zestaw 400L, lub bardziej rekomendowane przez rozmówce mniejsze akwarium około 300L, ale robione na zamówienie, co czyniło je sporo tańszym. Gdy wspomniałem o postawieniu akwarium w weekend, najpierw odradzono mi takie rozwiązanie tłumacząc to koniecznością dojrzewania i oczekiwania 2-3 tygodni na wprowadzenie ryb. Później jednak zaproponowano mi kupno wody, piasku i skały z działającego zbiornika, co dałoby możliwość jednoczesnego prowadzenia ryb i korali. To był jedyny sklep, który takie rozwiązanie uwzględnił. Osobiście nie wiem, czy nie skończyłoby się to problemami, jednak taka oferta z ust sprzedawcy padła. Na moje pytanie o Sohala (rozmowa dotyczyła akwarium około 300L+) usłyszałem dosłownie: “wybrał sobie pan jedną z droższych ryb, ale taka rybka mogłaby mieszkać w akwarium”. Serce mi zamarło, ale grałem swoja rolę do końca. Zapytałem, więc o całkowitą ilość ryb w moim przyszłym akwarium. W odpowiedzi usłyszałem, że można dać 5-6 pokolców i resztę mniejszych rybek, które np. wykonywałyby jakieś pożyteczne zadania np., wyjadanie ślimaków zjadających korale. Co do dokształcania się, to podobnie jak w innych sklepach dowiedziałem się, że brak jest polskojęzycznej literatury, a fora internatowe raczej spowodują większy mętlik niż odpowiedzą na moje pytania.

Usłyszałem natomiast fajne podejście do sprawy dziecka i akwarium. Sprzedawca pokreślił, że wspólne prace z synem mogły by być interesujące, a dwunastolatek, jeśli by się wkręcił w temat to szybko by przejął część obowiązków ojca w prowadzeniu akwarium.

Dużo usłyszałem też o trudnościach związanych z prowadzeniem tego hobby. Okazało się, że to temat “bardzo, bardzo, bardzo skomplikowany – około pięciu razy trudniejszy niż akwarium słodkowodne”. Jednak poziom trudności zależy głównie od rodzaju obsady. Innym problemem, z którym zresztą prywatnie się zgadzam, jest „prawidłowe zdiagnozowanie problemu”, ponieważ zła diagnoza może pogłębić trudności. Oprócz tego tradycyjne: „czas i systematyczność”

Martwi mnie tu jedna sprawa. Gdybym był totalnie początkującym hobbystą to prawdopodobnie dałbym się „zauroczyć” sprzedawcy. Mówił dość interesująco i z pasją, co mogłoby budzić zaufanie. Na koniec dostałem bardzo obszernego i rzeczowego emaila z opisem elementów akwarium. W emailu jednak sprzedawca powrócił to tematu dojrzewania i zasugerował „na pierwsze 3 miesiące kilka mniejszych rybek[…] a po trzech miesiącach, jak akwarium się ustabilizuje, dokupić np. sohala czy hepatusa”. Dodam, że zaproponowane akwarium w ostatecznej wycenie miało wymiar 100x60x60cm. Do tego doszedł drugi email ze zdjęciami korali.

Naprawdę szkoda, że sprzedawca tak niefrasobliwie podszedł do tematu Sohala w tak małym akwarium. Dla mnie to raczej dyskwalifikacja. Gdyby nie to, zapamiętałbym tą rozmowę całkiem dobrze.

Sklep nr 5

Telefon odebrała osoba, która chętnie dzieliła się informacjami w sposób wzbudzający sympatię i zaufanie. Myślę, że na początku podałem zbyt wiele informacji i sprzedawca pogubił się w odpowiedziach. Może nawet nie tyle pogubił, ile chciał mi odpowiedzieć na wszystko na raz. Wprowadziło to trochę zamieszania. Dopiero w trakcie trwania rozmowy, większość rzeczy została mi wytłumaczona. Postawienie dużego zbiornika (ok 300-400L) w weekend zdecydowanie odpada ze względu na konieczność zebrania wody, ustabilizowania się parametrów i kilkutygodniowej walki z glonami, przed którą zostałem ostrzeżony. Mniejszy zbiornik – (znów reefmax) można wypełnić żywą wodą oraz skałą i piaskiem z działającego akwarium – wtedy dojrzewanie miałoby być krótsze. Do takiego zbiornika można by było wprowadzić pojedyncze rybki i korale już po tygodniu. Zbiornik około 360L według tego sprzedawcy nie powinien być domem dla więcej niż 10 ryb – choć o ich wielkościach nie rozmawialiśmy. Natomiast małą ilość ryb można uzupełnić innym życiem np. krewetkami, ślimakami czy rozgwiazdami. Na pytanie o Sohala, sprzedawca odpowiedział, że to ryba zbyt duża na tak małe akwarium. Usłyszałem również, że niestety niektórzy akwaryści trzymają takie ryby w małych akwariach.

Prowadzenie akwarium morskiego jest według Sklepu nr 5 łatwiejsze niż się wydaje, ale wymaga systematyczności np. w podmianach wody, oraz częstej kontroli nawet podczas rodzinnych wyjazdów. Poza tym, takie akwarium mogłoby być prowadzone przez dwunastolatka pod okiem rodziców.

Jeśli chodzi o źródła wiedzy to po polsku albo książki na Allegro, albo przekopywanie się przez Nano-reef.pl. Niestety, trzeba się liczyć z licznymi trollami, które utrudniają czytanie wątków.

Odpowiedzi na moje pytania, często uwzględniały mój poziom wiedzy, a końcowy komentarz sprowadzał się do serdecznego zaproszenia do sklepu w „celu zorientowania się czy to w ogóle jest dla nas” – musze powiedzieć, że podobało mi się takie podejście.

Ogólnie bardzo rozsądna dyskusja, która zostawiła sympatyczne wspomnienia. Zwłaszcza, ze niedługo potem otrzymałem email z wyceną i linkami do opisów produktów.

Sklep nr 6

Trafiłem na bardzo rozmownego sprzedawcę, który zdecydowanie miał pojęcie o morszczyźnie i mówił dużo i na temat. Brakowało mi jednak pewnych konkretów. Później, jak wróciłem do notatek, okazało się, że brak mi informacji, o jakim akwarium była mowa. Na początku sprzedawca mocno rekomendował ReefMaxa 105L, jako zestaw idealny na początek. Później jednak wspomniał o możliwości zbudowania zbiornika pod wymiar. Gdy rozmawialiśmy o prowadzeniu akwarium, nie bardzo wiedziałem, do którego się odnosi dana wypowiedź. Dużo natomiast usłyszałem o dojrzewaniu i filtracji biologicznej, jako czynnika decydującego o rodzaju i wielkości obsady. Znów jednak nie dostałem konkretnej odpowiedzi, co do ilości ryb, które mógłbym trzymać w akwarium. Gdy zapytałem o Sohala, usłyszałem, że „to chyba jest zbyt duża ryba na takie akwarium”. To „chyba” mnie zaniepokoiło, choć w świetle późniejszych wypowiedzi podejrzewam, że to była raczej grzeczna odmowa sprzedawcy. Gdy rozmawialiśmy o jednoczesnym zakupie sprzętu i życia, usłyszałem, że „ani ja, ani inny poważny sklep nie sprzeda panu wszystkiego na raz”. Przyjmuję, więc, że to był raczej sposób wypowiedzi sprzedawcy, choć wolałbym zdecydowane „NIE”.

Co do samodzielnego zdobywania wiedzy Sklep nr 6 miał taką samą odpowiedź. Po polsku nic lub mało, a fora wymagają cierpliwości. Dostałem natomiast od sprzedawcy kilka słów kluczowych takich jak „dojrzewanie, filtracja, cykl azotowy”, które miałem sobie sam wygooglować.

Jeśli chodzi o receptę na „ładne, zdrowe i cieszące oko akwarium” to oprócz systematyczności podkreślona została konieczność posiadania wiedzy „około-akwarystycznej”. Sprzedawca zwrócił też uwag, że dwunastolatek łatwiej złapałby bakcyla podczas projektowania akwarium niż gdyby był postawiony przed faktem dokonanym. Wydaje się, że to słuszna uwaga.

Ogólnie rozmowa trwała prawie pół godziny, podczas, której sprzedawca wykazał się cierpliwością w tłumaczeniu podstaw. Niestety na mojego emaila z prośba o wycenę do tej pory nie otrzymałem odpowiedzi. Szkoda, bo rozmowa była interesująca i rozważałbym zakupy w tym sklepie.

Sklep nr 7

Gdy zadzwoniłem do kolejnego sklepu moje pierwsze wrażenie było takie, że przeszkodziłem sprzedawcy w jakiejś czynności. Usłyszałem coś w stylu: „Jak mam panu pomóc jak pan nie ma pojęcia o akwarystyce. Proszę przyjechać do sklepu to zobaczy pan, co i jak”. Być może przedstawiłem się, jako zbyt duży ignorant i sprzedawcy nie chciało się po prostu ze mną rozmawiać. Na szczęście, po kilku pierwszych minutach przełamałem lody i sprzedawca zaczął łaskawiej udzielać odpowiedzi.

Rozmowa toczyła się w okolicach 200L. Sprzedawca stwierdził, że „nie da się postawić zbiornika jednego dnia, bo akwarium musi dojrzeć i się rozruszać, co może zająć nawet do 3 miesięcy” Równie rozsądnie brzmiały porady o wpuszczaniu ryb do zbiornika – „1-2 na dwa tygodnie”.  Poza tym, do takiego zbiornika będzie lepiej pasowało więcej drobnych i pokojowych rybek niż kilka dużych. Również pomysł z Sohalem został storpedowany przez sprzedawcę, który powiedział, że „Sohal to do zbiornika, co najmniej 500L”

Zostałem poproszony o wysłanie emaila z zapytaniem o sprzęt. Jednak próbowałem powiedzieć, że nie wiem, o co zapytać. Sprzedawca zasugerował, żebym się zorientował, co i jak czytając fora, bo poza nimi brak jest polskojęzycznych naukowych publikacji.

Wyraźnie dano mi do zrozumienia, że akwarium morskie to nie „kula z gupikiem” i, ze samo się prowadzić nie będzie. Aby osiągnąć sukces, potrzebne są, sprawy takie jak: stabilność parametrów i regularne podmiany, oraz kontrola i odpowiednia suplementacja mikroelementów. Jest to na tyle złożone, że dwunastolatek może „co najwyżej rybki nakarmić”, a akwarium musi być pod całkowitą opieką dorosłej osoby.

Chyba nie będzie zaskoczeniem, że nie dostałem emaila z wyceną i dodatkowymi informacjami.

Drogi Sprzedawco ze Sklepu nr 7, być może łatwiej jest sprzedawać towar klientom, którzy wiedzą, co chcą kupić, ale dobra obsługa klienta liczy się na każdym kroku. Nie wiem czy miałeś zły dzień, ale może warto przemyśleć niektóre swoje szorstkie wypowiedzi.

Sklep nr 8

Kolejny sklep to znów sporo pozytywnej energii. Rozmowa trwała pół godziny i w zasadzie uzyskałem wszystkie informacje, które chciałem. Sprzedawca wysłuchał mojej historii z wycieczkę do Egiptu, zapytał o moje doświadczenie i zaczął rzeczowo tłumaczyć kulisy akwarystyki morskiej. Na start zaproponował mi sprzęt około 250L z panelem, ponieważ stelaż, szafka, sump i hydraulika podniosłyby sporo koszt całości. W odróżnieniu od innych sklepów to odradzano mi zestaw typu ReefMax. Kategorycznie natomiast odradzono mi start akwarium z życiem w ciągu jednego dnia ze względu na konieczność dojrzewania, co trwa około 4 tygodni. Sprzedawca wyraźnie podkreślił, że biologii się nie da oszukać i „jeśli ktoś mówi, że się da to jest to zwykły naciągacz”. Temat Sohala również został potraktowany poważnie – według sprzedawcy jest to „zbyt duża ryba na 250L. Jak urośnie “to dostanie joba i pozabija inne ryby”.

Co do źródeł wiedzy akwarystycznej to usłyszałem, że „90% informacji na forach to bełkot”, natomiast był to jedyny sprzedawca, który polecił portal ReefHub.pl, jako „rzetelne źródło informacji zarówno dla początkujących jak i dla bardziej doświadczonych akwarystów”. Pozdrawiamy serdecznie, choć żeby pozostać rzetelnym, ta rekomendacja nie może wpłynąć na naszą ocenę sklepu.

Sprzedawca realnie stwierdził, że hobby ma wpływ na zasoby naturalne, ponieważ nie da się tak poprowadzić akwarium, żeby nigdy nic nie stracić i do tego się trzeba przygotować. Żeby jednak unikać problemów konieczna jest cierpliwość, unikanie zbyt dużych zmian na raz oraz prawidłowe wyciąganie wniosków, na co niestety potrzeba czasu. Jest to jednak na tyle piękne hobby, żeby dwunastolatek, który „jeśli chwyci zajawkę to z pomocą dorosłej osoby da sobie radę”.

Rozmowa przebiegała bardzo sprawnie. Na pytania otrzymywałem konkretne odpowiedzi i sklep numer 8 byłby jednym z poważniejszych pretendentów do wygranej (jeśli byłby to konkurs;)) gdyby nie to, że mój email z informacjami do wyceny pozostał do tej pory bez odpowiedzi.

Sklep nr 9

Kolejna rozmowa przebiegała w sympatycznej atmosferze. Sprzedawca cierpliwie i dokładnie odpowiadał na najgłupsze nawet pytania, a muszę powiedzieć, że chyba nawet przesadzałem z tymi pytaniami. Rozmowa trwała ponad dwadzieścia minut, podczas których dowiedziałem się o podstawach prowadzenia akwarium morskiego. Niestety chyba nie trafiłem w dobry czas, bo sprzedawca, co chwila odpowiadał komuś w tle. Było to ciut wkurzające, bo potem zdarzało mu się zapomnieć wątku i kontynuował rozmowę w innym temacie. Brakowało mi trochę spójności, co do rekomendowanego rozmiaru akwarium. Najpierw usłyszałem, że większe jest lepsze, potem sprzedawca jakby przeskakiwał na temat gotowca 90L.

Sprzedawca zdecydowanie odradził jednodniowy start akwarium z życiem dodając, że nawet przenoszenie dojrzałych i stabilnych zbiorników może spowodować problemy np. wysyp glonów. Zalecono mi więc przejście przez typowe dojrzewanie, które nie powinno trwać dłużej niż 6 tygodni. Dopiero potem mógłbym wprowadzać pojedyncze ryby.

Znowu spotkał mnie zawód w temacie Sohala. Na moje pytanie o jego zakup do zbiornika około 300L usłyszałem po chwili wahania: „do takiego zbiornika to myślę, że już by mógł być”. Zero komentarzy o agresji i terytorializmie, o których słyszałem w innych sklepach. Co do całkowitej obsady to sugestia, którą otrzymałem brzmiała „nie więcej niż cztery pokolce i kilka mniejszych rybek”

Jeśli chodzi o samodoskonalenie się w zakresie morszczyzny to sprzedawca powiedział, że “NR to bardzo dobre forum, które nas dużo uczy i nie uczy niczego zarazem” jednak wyraźnie wspomniał, że forum Nano-Reef doskonale nadaje się do znalezienia mentora – osoby, która mogłaby prowadzić mnie na początku przygody.

Jeśli chodzi o trudności związane z prowadzeniem akwarium to, dotyczą one głownie wytrwałości i systematyczności. I o ile dwunastolatek, będzie cierpliwie dbał o akwarium to powinien dać sobie radę. Jednak „pewnych trudności nie da się uniknąć”. Myślę, że chodziło tu raczej o trudniejsze sprawy, do których potrzebny byłby rodzic. Według sprzedawcy ze Sklepu nr 9, akwarium morskie nie jest bardziej wymagające niż słodkowodne – różnią się tylko czynnościami. W każdym razie trzeba poświęcać im 10-15 minut dziennie i trochę więcej w weekend, gdy robimy np. podmianę.

Po rozmowie ze sklepem i podesłaniem wymiarów zbiornika otrzymałem króciutki email, który zawierał załącznik z suchą wyceną akwarium

Cóż mogę powiedzieć? Mimo, że sprzedawca miał pojęcie o akwarystyce morskiej, to Sohal w 300L dla mnie to dyskwalifikacja. Miłośnik akwarystyki rafowej nie powinien sprzedać Sohala do 300L – no chyba, że nie jest miłośnikiem, a raczej sadystą.

Sklep nr 10

Sprzedawca z ostatniego badanego sklepu wykazał się sporą wiedzą i konkretnymi odpowiedziami. Czasami nawet zbyt konkretnymi, bez jakiegokolwiek rozwinięcia. Na mój wstęp usłyszałem: „aaa, to będzie pan potrzebował szkło, stelaż i szafkę” …i cisza. Dopiero moje dodatkowe pytania doprowadziły do rozwinięcia odpowiedzi. Widać było, że sprzedawca ma sporą wiedzę, choć gdyby dodawał więcej od siebie, konwersacja mogłaby być bardziej interesująca. Temat startu „na raz” znów wytłumaczył krótkim „nie można tak, bo zwierzaki padną”. I jeszcze raz musiałem ciągnąć go za język. Wtedy dowiedziałem się więcej o równowadze biologicznej i dojrzewaniu, które zasadniczo trwa od 4 do 6 tygodni. Dopiero wtedy możemy myśleć o zwierzętach, choć sugerowana jest najpierw prosta ekipa czyszcząca.

Na pytanie o pokolca w 300L usłyszałem przeciągłe „uuu” a potem zaraz „nie do 300L. Ryba rośnie duża, jest wymagająca i trudna dla początkującego”. Na pytanie o maksymalną ilość ryb w akwarium nie dostałem konkretnej odpowiedzi, chociaż sprzedawca zasygnalizował, że da się „ładnie i kolorowo”, bez zbytniego obciążenia dla równowagi biologicznej.

Zaproponował, że chętnie będzie służył poradą, ponieważ oprócz for nie ma nic interesującego po polsku, a i fora wymagają, chociaż wstępnej wiedzy, żeby móc z nich korzystać.

Morszczyzna według sprzedawcy ze sklepu nr 10 nie jest jakoś bardzo trudna o ile akwarium jest regularnie doglądane – również podczas urlopów. Jest do ogarnięcia przez dwunastolatka, o ile ktoś ze starszych mu pomoże w trudniejszych czynnościach.

Ogólnie szesnastominutowa rozmowa przebiegła bardzo sympatycznie, choć nad podejściem do klienta można by było popracować. Dobrze, że wiedzialem o co pytać :) Zdecydowany plus za podejście do tematu Sohala w 300L. Emaila niestety sie nie doczekalem

To już był ostatni sklep. Ocenę pozostawiam Wam. Jeśli macie własne doświadczenia, to zapraszam do komentowania. Jednak proszę o kontynuowanie anonimowości sklepów. W końcu nie chodzi tu o piętnowanie tylko o podniesienie świadomości ekologicznej sklepów i kupujących.

Podsumowanie

Muszę powiedzieć, że dziesięć wywiadów dało mi dużo pracy. Dzisiaj, po kilku tygodniach od telefonów myślę, że cała koncepcja zostałaby podoba, choć rozmowy przeprowadziłbym chyba ciut inaczej.Tak czy inaczej, zdobyłem wyniki, które publikuje w tym artykule. Osobiście jestem nimi raczej pozytywnie zaskoczony. W zasadzie każdy sklep, kładł nacisk na dojrzewanie, choć jego długość wahała się od dwóch tygodni do trzech miesięcy.

Większość sprzedawców intensywnie namawiała mnie do przyjazdu do ich sklepu tłumacząc to łatwiejszym zrozumieniem złożoności i oraz łatwiejszymi decyzjami w sprawie sprzętu i obsady.

Osobiście, najbardziej zapadły mi w pamięć 3 sklepy, jeśli chodzi o dobry serwis, czas poświęcony klientowi i rzeczowe porady i jeden, ze względu na to, że miałem wrażenie, że przeszkadzam sprzedawcy.

Wszystkie te sklepy akwarystyczne, które sprzedałyby Sohala do 300L powinny przemyśleć swoje stanowisko, bo to one maja w dużym stopniu wpływ na to, co zrobi klient. Z drugiej strony, ekologiczna edukacja mogłaby właśnie dać im większy kredyt zaufania u potencjalnego klienta, zwłaszcza, że media w kółko trąbią o recesji raf koralowych, globalnym ociepleniu, więc może warto by było promować to piękne hobby w sposób odpowiedzialny.

Na koniec chciałbym podziękować tym sprzedawcom, którzy okazali cierpliwość panu Arturowi Okrasie, służyli dobrymi poradami i wysłali obiecane emaile. Część z Was znam osobiście i chciałbym móc pochwalić Was imiennie, ale wiecie, że zaraz podniesie się larum, że ReefHub nie jest neutralny i jakąś prywatę uprawia :) Zostajecie za to cichymi, ale pozytywnymi bohaterami tego artykułu.

O Autorze Wszystkie posty

Bartek Stańczyk

Bartek Stańczyk

Jestem pasjonatem mórz i oceanów już od czasów dzieciństwa, a edukacja w dziedzinie biologii morskiej pozwoliła mi na bardziej naukowe spojrzenie na typowe akwarium morskie.

KomentarzeSkomentuj

  • No to doczekaliśmy się w naszej branży tajnego klienta i bardzo dobrze;-) Faktycznie pytania mogły być podchwytliwe ale jak widać większość wyszła obronną ręką. Ja również mam wrażenie, ze test wyszedł pozytywnie, być może dlatego, że jednak w każdym sklepie jest na miejscu właściciel a wiadomo, nikt tak nie zadba jak sam szef. Dodatkowo dla większości na szczęście oprócz pracy jest to również pasja, stąd tak dobre wyniki (i długie rozmowy).
    Pozdrowienia dla Pana Okrasy, którego żonę wysyłałam na zakupy do galerii Riwiera, aby mąż mógł spokojnie pogadać o zakładaniu akwarium.
    Irmina

  • Jak kompletowałem sprzęt wysłałem do ok 10 firm (tych znanych) maila ze szczegółowym projektem akwarium, sumpa, szafki – stelaża, dodatkowych pojemników na ballinga, dolewki itp. z prośbą o wycenę oraz informacją, że przy dobrych warunkach chciałbym kupić u nich pozostały sprzęt. W sumie złożyłem ofertę zakupu na parę grubych tysięcy złotych. Mniej więcej od połowy nie dostałem żadnej odpowiedzi.

  • Ja tylko mam nadzieję że Pan Okrasa odezwie się tak jak nam obiecał, po tym jak przedyskutuje ofertę z żoną :)

    Podpucha się udała :)

    Pozdrawiam
    Seb Holcer

  • Kiedyś ok 20 lat temu mało kto słyszał o akwarystyce morskiej. W wa-wie był jeden znany importer na drobną skalę oraz jeden większy sklep na Pradze. Zobaczyłem tam bajeczne zwierzęta morskie i od razu się napaliłem. Akurat budowałem zbiornik 500 litrowy i postanowiłem z niego zrobić akwa morskie. W sklepie na Pradze doradzili mi i sprzedali sprzęt jaki potrzeba :) odpieniacz za kilka stów nadający się do nano rafki max 10 litrów pompy do fali 2szt po 1,5 tys litrów i filtr kubełkowy oraz żwir. Pół roku po tym trafiłem na giełdę w Łodzi i tam zobaczyłem ze za tą kasę co wydałem kupiłbym profesjonalny zestaw do tego akwarium z wyższej półki :)

    • Wytyczne były wspólne dla wszystkich sklepów – około 10-12 tysięcy złotych, ale właśnie chodziło oto, żeby z oceny sklepu usunąć kwestie ceny, która mogłaby wpłynąć na obiektywność. W końcu nie chodzi o to aby oceniać porady sklepu przez pryzmat tego ile kasy zostawia kupujący.

  • Fajnie się czytało:) Ja swoje akwarium stawiałem w oparciu o wiedzę zdobytą na nano-reef oraz wielu filmów na YouTube (znajomość języka ang się bardzo przydaje). Reefhub odkryłem troche później ale też w większości zostało przeczytane. Nano-Reef na początku rzeczywiście się trochę trudno czytało ale jak już się liźnie podstawy to dosyć łatwo znaleźć odpowiedź na zdecydowaną większość tematów. Trudno mi jednak sobie wyobrazić postawienie zbiornika wyłącznie w oparciu o informacje zdobyte od sprzedawcy z najbliższego sklepu (w Warszawie jest trochę większy wybór). Aż się prosi o taką książkę “Akwarium rafowe od A do Z”, bo większość trudności wynikało z rozdrobnienia informacji w internecie, a żeby taki zbiornik mieć w domu rzeczywiście potrzeba jedynie trochę wiedzy, trochę doświadczenia, dużo umiaru i systematyczności…i sporo pieniędzy:/

    Podsumowując, piękne hobby, zachęcam do zdobywania wiedzy w internecie bo trolli nie ma dużo i nawet jak ktoś na NR by napisał, że Sohal do 300L jest ok to pod jego postem byłoby 10 mówiących, że to poroniony pomysł. Prawda jest taka, że bez dostępu do internetu nie dałbym rady wystartować z akwarium morskim:(

  • Książka taka dla początkujących jest “Pierwsze akwarium morskie” – Łukasz Kur, Paweł Zarzyński – niestety tylko wersja elektryczna jest dostępna, ale za kilkanaście złotych to na początek naprawdę fajna rzecz.

  • Ogólnie więc, polskie sklepy wyszły całkiem dobrze. Pewnie dlatego, że dość sporo jednak trzeba wiedzieć i to lubić, aby pracować w “dziale morskim”, co z reguły wyklucza “przypadkowych” i pracujących “za karę”. Z doświadczenia, w UK to wygląda inaczej.

    • Z tym, że “polskie sklepy wyszły całkiem dobrze” to bym nie przesadzał. Część sklepów wyszła rzeczywiście OK, ale sprzedawca, który sprzedaje A.sohal to 300L akwarium raczej miłośnikiem nie jest. I to trzeba jasno powiedzieć.

  • Stworzenie swojego akwarium morskiego zleciłem sklepowi, ustaliliśmy, że będę płacił tylko za sprzęt, oraz za życie, założenie doradztwo gratis. Teraz z perspektywy czasu widzę, że to był błąd. Sklepowi głównie zależało jak najszybciej i jak najwięcej wpuścić życia. A ja płaciłem i wyciągałem trupy z akwarium. Na pytanie, że według mojej wiedzy nie tak powinniśmy postępować, otrzymywałem odpowiedz, że na forach to są oszołomy, a ze stratami w morskim trzeba się liczyć. Teraz z perspektywy czasu jakbym wykorzystał swoją wiedzę z Internetu o wiele, wiele lepiej bym wyszedł. Gratuluję bardzo ciekawe artykuły piszesz.

  • Dużo czasu i dużo pracy włożyłeś w ten test. Chapeau bas!

    Moja prywatna opinia o sklepach (wyłącznie śląskich) jako klienta jest dość podobna i uważam, że jest coraz lepiej. Pamiętam jak odwiedziłem pierwszy raz sklep (ogólno)akwarystyczny, nastawiony głównie na słone i po każdym pytaniu dot. życia ekspedientka wertowała ilustrowaną zdjęciami “ściągę” po czym i tak dzwoniła do szefa. O sprzęt bałem się zapytać :)
    Po 2 czy 3 wizytach w tym sklepie na szczęście odkryłem inny z o wiele lepszą obsługą i tam już zostałem, choć z ciekawości odwiedzam jeszcze 2 inne sklepy, które jakoś mi “nie leżą”.
    I tak jest lepiej niż w ogromnej większości sklepów z akwarystyką słodkowodną gdzie klientowi wciska się wszystko, byle sprzedać. Fakt, że ceny są duuuużo niższe, ale zwierząt jednak szkoda. Mniej szkoda mi klientów, którzy idą na łatwiznę (tak jak Ty Bartku ;) ) zamiast przeczytać cokolwiek, gdziekolwiek i mieć choć mgliste pojęcie o tym co chce się mieć. Po mimo tego, że w necie jest bardzo dużo śmiecia, to jednak czytając ze zrozumieniem można się czegoś pożytecznego dowiedzieć.
    I tu znów wydawało mi się, że fora dot morszczyzny są na wyższym poziomie, ale ostatnio musiałem zweryfikować swój pogląd wchodząc po dłuższej przerwie na “nasze” forum.
    Nawiązując do tego, co napisała Irmina nt. właścicieli sklepów muszę niestety przytoczyć przykład mojego przyjaciela, który niestety za namową właściciela jednego ze sklepów zoologicznych kupił u niego zestaw 240 l zasadził rośliny, wlał kranówę i wpuścił ryby. 80% obsady oczywiście padła a akwarium ratowaliśmy sporym nakładem czasu i kosztów ponad 2 tyg :(

  • Bartek… chylę czoła za to, że Ci się chciało…
    Jednak uważam, że powinno się podać nazwy sklepów z dwóch powodów.

    Pierwszy – będzie to zachętą lub przestrogą dla nowych morszczaków, że w tym sklepie mogę zrobić zakupy i przede wszystkim dowiedzieć się wielu rzeczy o prowadzeniu akwarium – będąc spokojnym, że sklep nie wciśnie mi “badziewia”.
    Lub też będzie przestrogą, że ten sklep należy omijać z daleka – ewentualnie jak już zdobędę podstawową wiedzę – kupię tam coś doraźnie.

    Drugi – jeśli telefon odebrał pracownik i z jego rozmowy wynika, że sam ma małą wiedzę i przede wszystkim pracuje tam “bo musi” jest to informacja dla pracodawcy, że czas się zastanowić nad zmiana takiego pracownika, albo wyedukowanie go tak, żeby wiedział co mówi. A jeśli odebrał właściciel – to wg mnie przy dość szybko rosnącej konkurencji w tej branży będzie musiał podjąć decyzję, czy zmienić swoje podejście do tego tematu, czy zamknąć sklep.

    Bo w dobie dzisiejszej cyfryzacji informacje rozchodzą się błyskawicznie. I to właśnie klient może zamknąć taki sklep – jak wyda pieniądze gdzieś indziej…

    Wg mnie podanie nazw sklepów nie jest czymś złym. W dodatku przecież tak działa “tajemniczy klient” – wydając później opinię o takim sklepie i przede wszystkim podając jego nazwę.

    pozdrawiam
    Darek

Zostaw komentarz...

Twój email nie będzie widoczny dla innych. Pola oznaczone gwiazdką są wymagane.