AutorBartek Stańczyk

Dino (flagellata) – glutowata zmora akwarium morskiego

Dino – w żargonie akwarystów morskich to słowo oznaczające plagę (czyli niekontrolowany zakwit) jednokomórkowych organizmów  z grupy (phylum) Dinoflagellata (Bruzdnice) należących do królestwa Protista. Dino niestety nie jest tak sympatyczne jak pupil Flinstonów i mimo, że jest niesamowicie ważne dla ekosystemów wodnych, w akwarystyce morskiej jest oznaką problemów.

Poniżej przyjrzymy się bliżej popularnym w akwariach gatunkom Dinoflagellata i omówimy metody ich zwalczania.

Od razu przyznam, że pisząc ten tekst w dużym stopniu posiłkuję się informacjami na popularnych forach, a zwłaszcza wątkami Matta Carrolla oraz Jonathana Begnauda na stronie Reef2Reef.

Dodam również, że niniejszy tekst ma być zwartym kompendium wiedzy na temat rozpoznawania i zwalczania najpopularniejszych szczepów Dinoflagellata. Dogłębna taksonomia oraz analiza procesów metabolicznych wykracza poza tematykę tego tekstu. Poniżej jednak podaję linki do interesujących źródeł, więc zainteresowanych zapraszam do lektury.

Dinoflagellata (Bruzdnice) – co to w ogóle jest?

Dino – to jednokomórkowe protisty, które dzięki wielu podobieństwom np. obecności chloroplastu i zdolności do fotosyntezy (większość z nich), w taksonomii jeszcze niedawno traktowane były jak jednokomórkowe glony.  Większość posiada jedną lub dwie wici (flagelle) służące między innymi do aktywnego pływania. To pływanie nie jest jednak zbyt świadome i czyjeś porównanie ruchu wiciowców do ruchu odkurzacza Roomba w zasadzie doskonale opisuje tą czynność.

Ich komórki posiadają złożoną powłokę zbudowaną z kilkuwarstwowych błon, a dodatkowo, wiele z gatunków bruzdnic posiada pancerzyk zbudowany z celulozowych płytek. Istnieje sześć różnych form pancerzyków, które są ważnym elementem klasyfikacji tej grupy.

Różne rodzaje pancerzyków u bruzdnic (źródło:https://www.researchgate.net/publication/286296811_Dinoflagellate_macroevolution_some_
considerations_based_
on_an_integration_of_molecular_morphological_and_fossil_evidence)

Ciekawostką jest fakt, że bruzdnice wykształciły trzy różne strategie żywieniowe, które mogą się zmieniać w różnych stadiach rozwojowych bruzdnic.

Fototrofia – najczęściej w postaci zwykłej fotosyntezy, jednak znane są liczne przypadki, gdy źródłem węgla są substancje organiczne, a nie CO2 jak to ma miejsce u większości roślin. Niektóre szczepy bruzdnic mają własne chloroplasty, a inne potrafią wchłonąć fotosyntetyzujące zooksantelle.

Heterotrofia – zdobywanie pokarmu przez zjadanie materii organicznej (ożywionej i nieożywionej) bez udziału światła – tak jak typowe zwierzęta.

Miksotrofia – czyli mieszanka dwóch powyższych. Warto tu wspomnieć o fotoheterotrofii, gdzie przemiany substancji organicznych zachodzą pod wpływem fotonów.

Zdolność do tak różnorodnych sposobów zdobywania energii powoduje, że Dinoflagellata jest organizmem doskonale przystosowanym do najtrudniejszych warunków środowiskowych. Wystarczy odrobinę wilgoci, aby przeżyły tam, gdzie inne organizmy nie dają rady.

To jest bardzo ważna informacja dla nas akwarystów, ponieważ w zasadzie tłumaczy, czemu bruzdnice potrafią być zmorą akwariów morskich.

Wiele ze szczepów dino, jest w stanie produkować neurotoksyny, między innymi z grupy palitoksyn, znanych również przy okazji polipów Palythoa sp. Warto tu wspomnieć, że za produkcję tej neurotoksyny odpowiada między innymi szczep Ostreopsis sp, który jest stosunkowo często obecny w akwarium morskim.

Zakwity (HAB – harmfull algae bloom)

Bruzdnice żyją w każdym akwarium morskim i jako producenci troficzni stanowią ważną część łańcuchów pokarmowych. W dojrzałych zbiornikach, tam gdzie jest rozbudowana konkurencja do pokarmu i przestrzeni,  stanowią niewielką część filmu biologicznego pokrywającego szyby, skały i piasek. Wystarczy jednak, aby warunki środowiskowe uległy zmianie na tyle, aby konkurencja zmalała na tyle, żeby uwolnioną przestrzeń zajęły Dinoflagellata.

W młodych akwariach zakwit bruzdnic to często jeden z etapów dojrzewania. Nic dziwnego, że tak jest, skoro pokarmu dużo, a konkurencji praktycznie nie ma. W optymalnych warunkach dino potrafi się rozmnażać płciowo i bezpłciowo, bardzo szybko zasiedlając dostępne obszary.

W dojrzałych akwariach ryzyko zakwitu bruzdnic też istnieje. Dzieje się tak zwłaszcza przy gwałtownych zmianach parametrów wody lub biologii. Skok zasolenia, temperatury, przedawkowanie suplementów, ozonu, czy tez gwałtowny spadek poziomu nutrientów spowoduje recesję organizmów będących naturalną konkurencją dla Dinoflagellata, które natychmiast wykorzystają okazję, aby zdominować dostępną powierzchnię.

Zakwit dino – jak to wygląda?

Jeśli czytasz ten tekst, to prawdopodobnie podejrzewasz, że masz dino u siebie w akwarium.

Zakwit Dinoflagellata  często jest mylony z zakwitem sinic lub okrzemek. Nie ma się jednak co dziwić, bo często te organizmy występują razem – zwłaszcza podczas dojrzewania akwarium. Najłatwiej rozpoznać je po kolorze i choć nie jest to sposób stuprocentowy, pomoże w dużym stopniu zidentyfikować plagę.

Okrzemki – zakwity okrzemek najczęściej mają postać od jasnobrązowych do zielonożółtych osadów na skałach i piasku. Prawie nigdy nie tworzą kożuchów unoszących się nad substratem i trudno je odciągać z powierzchni, którą zajmują.

Cyjanobakterie – zakwity cyjano maja zwykle kolor fioletowy lub wiśniowy. Dużo rzadziej występuje kolor zielono-niebieski. Cyjanobakterie tworzą zbite kożuchy na substracie i skałach, czasami sprawiające wrażenie, że miejscami unoszą się nad pokrywaną powierzchnią. Łatwo się odciągaja całymi płatami. Nawet nie wielka ilość cyjanobakterii poddana działaniu wody utlenionej powoduje intensywne bąblowanie.

Typowy zakwit dino w akwarium morskim jest opisywany jako brązowy, „glutowaty” (nie jest to termin naukowy :D) nalot zwykle na piasku i skałach, chociaż w skrajnych przypadkach mogą nim być pokryte również korale. Bardzo często taki nalot ma postać galaretowatych nitek falujących w prądzie wody (nawet w całkiem silnym) . Bardzo często nitki te zawierają liczne bąble uwięzionego gazu.

Nie wszystkie szczepy bruzdnic tworzą galaretowaty nalot. Na przykład zakwit Amphidinium sp wygląda jak posypany brązowym proszkiem piasek (trochę jak nalot okrzemek, ale o innym kolorze)

Duże skupiska dino dość łatwo się odciągają, choć nie tak łatwo jak cyjano.

Niektóre szczepy dino, nawet po rozproszeniu (na przykład podczas intensywnego wstrząsania w zamkniętym pojemniku) po kilku godzinach na świetle połączą się w galaretowaty glut.

Dino – czas poznać wroga

Oczywistym jest to, że dino jako żywe organizmy maja jakieś optimum rozwojowe, poza którym albo giną, albo przynajmniej są zahamowane. Poniżej przedstawiam niektóre z warunków, zakwitu lub recesji bruzdnic. Są to jednak informacje ogólne znalezione w opracowaniach naukowych i na forach akwarystycznych i nie wszystkie z nich mogą dotyczyć szczepów powszechnie występujących w naszym hobby.

– Dino preferuje wyższe temperatury wody (stąd naturalne zakwity są głównie latem).  Gwałtowny skok temperatury, może osłabić inne organizmy dając bruzdnicom przewagę i odpowiednie warunki do zakwitu

– Dino potrafi pobierać nutrienty (głownie chodzi fosforany) z bakterii dzięki temu potrafi przetrwać w wodzie o zerowych fosforanach. Dlatego odradza się stosowania VSV podczas zakwitów.

– Bruzdnice bardzo nie lubią wysokiego pH (w okolicy 8.6). Utrzymanie pH powyżej 8.6 przez kilkadziesiąt godzin, w zasadzie oznacza dla nich śmierć.

– Podczas stresu azotowego, niektóre bruzdnice stają się bardziej toksyczne.

– Różne szczepy dino, potrafią z łatwością migrować z wody na substrat (np. szyby) i odwrotnie w zależności od pory dnia.

– Różne szczepy Dinoflagellata produkują różną ilość śluzu, dlatego nie wszystkie występujące w akwarium gatunki tworzą charakterystyczne „gluty”. Nie wszystkie też produkują bąble gazu.

– Wiele szczepów dino jest wrażliwych na obecność wolnych rodników, dlatego większość preparatów do zwalczania bruzdnic opartych jest na aktywnym tlenie. Z tego powodu też popularnym sposobem na dino jest dozowanie wody utlenionej (3%), lub stosowanie ozonu.

– Dino, jak większość organizmów jednokomórkowych jest wrażliwe na promieniowanie UV-C, dlatego stosowanie lamp UV pomaga kontrolować plagę.

– W brew pozorom, Dinoflagellata dość łatwo ustępuje przestrzeni innym organizmom z tych samych nisz pokarmowych, dlatego bioróżnorodność to podstawowa metoda kontroli bruzdnic.

– Bruzdnice, jako producenci są oczywiście pokarmem dla wielu konsumentów pierwszego rzędu. W naturze wiele organizmów np. niektóre mięczaki są odporne na ich toksyny. Niestety w akwarium konsumpcja bruzdnic jest na tyle niewielka, że nie ma tu mowy o zwierzętach regulujących zakwity.

iektóre szczepy Dinoflagellata potrafią produkować cysty i przetrwać niekorzystne warunki.

Dino –najpopularniejsze odmiany

Dinoflagellata to dość liczna grupa protistów. Na szczęście w akwarium morskim najczęściej występuje tylko kilka z nich.

Niewątpliwie do skutecznej walki potrzebne jest dobre rozpoznanie wroga. Niestety cechy niektórych odmian bruzdnic, są różnią się znacznie między sobą utrudniając wybór metody walki.

Dobry mikroskop jest w rozpoznaniu bardzo przydatny. Na szczęście nie musi być to drogi i profesjonalny sprzęt, ponieważ nawet zabawkowe mikroskopy mają wystarczające powiększenie. Zapewne jakość obrazu nie będzie najlepsza, ale prawdopodobnie wystarczająca do rozpoznania szczepu.

Dodatkowo różne szczepy różnią się między sobą postacią zakwitu. Poniżej przedstawiam ich charakterystykę na podstawie opracowania Jonathana Begnauda

Ostreopsis

Ostreopsis
Wielkość komórki: 40-80 µm
Toksyczność: Wysoka
Migracje: podczas zaciemnienia (np. w nocy) do kolumny wody
Produkcja śluzu: średnia
Nitki: długie
Bąble: liczne
Występowanie: Często pokrywa skałę i makroglony.
Wygląd pod mikroskopem: Charakterystyczne  owalne komórki o z białawym (w zależności od oświetlenia) zaostrzonym z jednej strony kształcie. Obecność pancerzyka powoduje niezmienny kształt komórki.

Amphidinium (duża komórka)

Amphdinium Źródło AlgaeID
http://blog.coralwonders.com/wp-content/uploads/2018/04/Prorocentrum.jpg
Amphidinium, Źródło: https://www.researchgate.net/figure/Amphidinium-operculatum-LM-and-SEM-A-Cell-from-natural-sample-from-western-Australia_fig1_224928276
Amphidinium (duża komórka)
Wielkość komórki: 30-60 µm
Toksyczność: brak lub niewielka
Migracje: podczas zaciemnienia (np. w nocy): w głąb piasku
Produkcja śluzu: niska
Nitki: brak
Bąble: nieliczne
Występowanie: Najczęściej występuje na piasku i na pierwszy rzut oka przypomina nalot okrzemek.
Wygląd pod mikroskopem: Owalne komórki z charakterystycznym wgłębieniem z zakrzywionym „dzióbkiem”. Wyraźnie widoczny pyrenoid (okrągła struktura w chloroplaście). Ze względu na brak pancerzyka, komórki są elastyczne i mogą przyjmować różne kształty

Prorocentrum

Prorocentrum
Wielkość komórki: 30-60 µm
Toksyczność: niska lub średnia
Migracje: podczas zaciemnienia (np. w nocy): do kolumny wody
Produkcja śluzu: średnia
Nitki: krótkie
Bąble: małe i nieliczne
Występowanie: Makroglony, potencjalnie każda powierzchnia.
Wygląd pod mikroskopem:  Prawie idealnie owalny kształt. Wyraźnie widoczny pyrenoid (okrągła struktura w chloroplaście). Obecność pancerzyka powoduje niezmienny kształt komórki. Najmniej ruchliwe dino z najczęściej występujących.

Coolia

Coolia
Wielkość komórki: 30-50 µm
Toksyczność: średnia lub duża
Migracje: podczas zaciemnienia (np. w nocy): do kolumny wody
Produkcja śluzu: wysoka
Nitki: brak, lub krótkie
Bąble: średnie
Występowanie: Makroglony, potencjalnie każda powierzchnia.
Wygląd pod mikroskopem: Prawie idealnie kulisty kształt z wyraźnie widoczną bruzdą i dobrze widocznym pancerzykiem.  Ruchy skokowe, często po okręgu.

Amphidinium (mini)

Amphidinium – odmiana mini z widoczną dużą komórką Amphidinium. (Foto: Jonathan Begnaud https://www.reef2reef.com/threads/dinoflagellate-identification-guide.671466/
Amphidinium (mini)
Wielkość komórki: 10-15 µm
Toksyczność: niska lub średnia
Migracje: podczas zaciemnienia (np. w nocy): do kolumny wody
Produkcja śluzu: niska
Nitki: krótkie
Bąble: małe i nieliczne
Występowanie: Makroglony, potencjalnie każda powierzchnia.
Wygląd pod mikroskopem: Podobny do swojego dużego kuzyna, jednak dużo mniejszy i dużo bardzie aktywny ruchowo.

Chrysophyta

Chrysphyta – nie-dino, ale również tworzy galaretowate struktury, często brana za Dinoflagellata – Zdjęcie Bartek Stańczyk
Chrysophyta (nie-dino, ale tworzy podobną, glutowatą galaretkę – często braną za dino)
Wielkość komórki: 5-15 µm
Toksyczność: niska
Migracje: brak?
Produkcja śluzu: bardzo wysoka
Nitki: długie, często w postaci wstążek
Bąble: małe i nieliczne
Występowanie: skały i piasek
Wygląd pod mikroskopem:  drobne, kuliste i nieruchome komórki, prawie zawsze występujące gromadnie. Galaretowaty twór często zachowujący kształt poza wodą. Kolor zielonkawo żółty.

Powyższe przykłady to najczęściej występujące Dinoflagellata (i chrysophyta) w akwarium morskim. Oczywiście istnieje potencjalnie spora szansa na przywleczenie do akwarium kolejnego, jednego z ponad 2000 przedstawicieli tej grupy. Jednak z punktu widzenia zakwitów to te powodują największe problemy.

Dinoflagellata – sposoby walki

Każdy sposób walki z Dinoflagellata wymaga zastosowania węgla aktywnego, ponieważ obumierające bruzdnice uwalniają neurotoksyny, które są niebezpieczne dla zwierząt w akwarium i mogą być niebezpieczne również dla domowników.

Metoda naturalna – „na brudasa”

Załóżmy, że na skutek jakiejś awarii pojawiło się w akwarium dino. Długotrwała naturalna walka z zakwitem jest o tyle trudna, że najpierw musi być gorzej, żeby było lepiej. A akwarium z intensywnym zakwitem dino wygląda mówiąc kolokwialnie, paskudnie.

Tak jak pisałem wyżej, nagły zakwit dino, to najczęściej efekt braku konkurencji lub optymalnych warunków dla rozwoju konkurencji. Jeśli rozwój innych mikroorganizmów zostanie zahamowany z powodu np. braku pokarmu, wtedy bruzdnice maja przewagę w postaci rozbudowanych strategii żywieniowych, które są poniekąd połączeniem tych u roślin i tych u zwierząt.

Żeby przywrócić równowagę biologiczną, należy podnieść nutrienty do wyraźnie wykrywalnych poziomów (azotany 2-5mg/L, fosforany 0.2 mg/L) i na nowo budować podstawę piramidy pokarmowej.

To oczywiście na początku wpłynie na intensywny rozwój również bruzdnic, ale te powinny w ciągu dwóch – trzech tygodni, zacząć ustępować rozrastającej się konkurencji w postaci mikroorganizmów takich jak bakterie, protozoa, wirki, wrotki i drobne skorupiaki np. widłonogi czy ostracoda.

Warto również dodawać do wody żywy zooplankton (najlepiej przy zatrzymanej cyrkulacji) i fitoplankton.

Podczas tej metody wszelką filtrację włączamy tylko na noc i zatrzymujemy dozowanie węgla organicznego np. VSV.

Pomijając metody filtracji typu ULNS np. Zeovit, w celu długoterminowego utrzymania bruzdnic w ryzach, zaleca się utrzymywanie azotanów i fosforanów na lekko wykrywalnych poziomach.

Metoda “na brudasa” opiera się w zasadzie na wzbogaceniu bioróżnorodności, bo im więcej gatunków konkuruje ze sobą tym lepiej. Pisałem już o tym przy okazji tekstu o “Współczynniku Redfielda” w którym chodzi o uzyskanie prawidłowego stosunku ilościowego pomiędzy azotem a fosforem. Utrzymanie tego stosunku w okolicach 16:1 oznacza zdrową konkurencję pomiędzy producentami troficznymi.

Filtracja i odciąganie

Zalecanym sposobem walki z bruzdnicami jest również regularne odciąganie „glutów”. Po pierwsze zmniejszamy tym samym organikę w akwarium, jednocześnie ułatwiając zadziałanie innych metod, ale również zmniejszamy ładunek palitoksyny.

Odciąganie działa przede wszystkim na szczepy produkujące śluz np. Ostreopsis czy Prorocentrum. Natomiast Amphidinium z oczywistych względów jest trudniej odessać

Osoby stosujące rollermaty mogą założyć rolkę 9 µm lub 17 µm  (Innovitech takie produkuje) i uruchamiać urządzenie na noc. Ta metoda działa dobrze na większość komórek bruzdnic, a zwłaszcza Ostreopsis i Prorocentrum, ponieważ te szczepy na noc przechodzą do kolumny wody i maja największe komórki.

UV

Tu znów nie będzie zaskoczenia, jak powiem, że lampy UV-C działają dobrze na większość szczepów dino, które mają stadium pływające. Niestety Amphidinium  jest na tę metodę dość odporne.

Lampa powinna być stosunkowo dużej mocy i powinna być włączana tylko na noc.

H2O2 – 3% woda utleniona

Dziennik ze stosowania tej metody prowadził @Walker na forum Nano-Reef.pl. https://nano-reef.pl/forums/topic/53589-dino-vs-h2o2/

Metoda jest skuteczna, ale musimy być świadomi tego, że aktywny tlen nie pozostaje bez wpływu na inne, również pożyteczne organizmy. Sam skutecznie stosowałem tę metodę i muszę powiedzieć, że zauważyłem u siebie spadek ilości drobnego życia. Woda utleniona jednak nie działa jednakowo na wszystkie drobne organizmy. Bez problemu mogę znaleźć pojedyncze wirki, widłonogi, czy spaghetti worms, ale padło mi większość kiełży.

W moim przekonaniu, woda utleniona nie działa zbytnio na Amphidinium, które niestety cały czas gdzieniegdzie u mnie występuje.

Zaciemnienie

Większość szczepów dino i w sumie wszystkie odmiany występujące w akwarium korzystają z fotosyntezy. Dlatego logicznym wydaje się pomysł odcięcia dino od światła. Ta metoda jest bardzo skuteczna w połączeniu np ze stosowaniem wody utlenionej.

Najbardziej efektywne jest całkowite odciecie akwarium od światła, np przez oklejenie go kartonem lub owinięcie kocem. Przez ten czas nie karmimy ryb, ani korali. Cyrkulacja i dodatkowe napowietrzanie jest wskazane.

Zaciemnienie trzeba przeprowadzić przez co najmniej 3 doby, po czym należy zdjąć wszystkie osłony.

72h zaciemnienia nie wpłynie negatywnie na ryby ani korale, jednak zaciemnienie nie powinno być przeprowadzone dłużej niż 3 doby ponieważ może wpłynąć niekorzystnie na korale.

Podnoszenie pH

Wiele osób na forach zagranicznych rekomenduje powolne podniesienie ph ponad 8.6, co jest skutecznym sposobem na pozbycie się dino.

Podnoszenie pH następuje za pomocą wody wapiennej. Ważne jest, aby kropelkowanie kalkwasser było powolne, ale ciągłe. W żadnym wypadku nie możne wlewać wody wapiennej na raz. Podniesienie pH powinno następować około 0.2 na dobę i być utrzymywane powyżej 8.6 przez kolejną dobę. Następnie należy powoli ograniczać kropelkowanie, aby pH powoli spadało do poziomu normalnego 8.1 – 8.3.

Metoda jest bezpieczna dla korali, ale niewątpliwą jej wadą jest spory skok wapnia, który należy uwzględnić w suplementacji. Oczywiście dla „ballingowców” będzie to dużo łatwiejsze niż dla tych co stosują reaktor wapnia.

Dodatkowo część metod można łączyć ze sobą w celu zwiększenia wydajności.

Podsumowanie

Uff, mam nadzieje że o niczym nie zapomniałem. Chociaż zdaję sobie sprawę, że różni akwaryści mają różne doświadczania z dino, to mam nadzieje, że tekst okaże się przydatny.

Kiedy już mamy zakwit bruzdnic, najważniejsza jest identyfikacja szczepu i i powstrzymanie się od pochopnych działań. Jakiekolwiek reakcje są wymagane raczej w dojrzałych zbiornikach z zaburzona biologia, niż w dojrzewających systemach.

Chyba najtrudniejsze w zwalczaniu jest Amphidinium, ponieważ większość czasu spędza na piasku, a w nocy ucieka w jego głąb. Na szczęście ten szczep prawie nie jest toksyczny, więc poza rdzawą plamą na piasku nie stanowi jakiegoś niebezpieczeństwa dla obsady akwarium.

Życzę sukcesów w walce z dino i zapraszam do komentowania.

Źródła:

https://www.reef2reef.com/threads/dinoflagellates-%E2%80%93-are-you-tired-of-battling-altogether.293318/

https://www.reef2reef.com/threads/dinoflagellate-identification-guide.671466/

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC3849724/

https://www.researchgate.net/publication/301660453_ The_toxic_benthic_dinoflagellates_of_the_genus _Ostreopsis_in_temperate_areas_a_review

http://www.int-res.com/articles/meps2006/314/m314p119.pdf

https://en.wikipedia.org/wiki/Dinoflagellate

https://www.researchgate.net/publication/286296811_Dinoflagellate_macroe volution_some_considerations based_on_an_integration_of_molecular_morphological_and_fossil_evidence

https://www.ucl.ac.uk/GeolSci/micropal/dinoflagellate.html

http://www.biol.uw.edu.pl/ewolucja/bioroznorodnosc/prezentacja_9.pdf

https://www.ncbi.nlm.nih.gov/pmc/articles/PMC4771986/

https://www.researchgate.net/ publication/23195382_Neurotoxins_from_Marine_Dinoflagellates_A_Brief_Review

Glony włosowate i Bryopsis- metody walki

Glony włosowate, to jedna ze zmor akwarium morskiego. Mimo, że są postrachem początkujących akwarystów, to ich obecność podczas dojrzewania jest normalna i wbrew pozorom na tym etapie całkiem przydatna. Często jednak zdarza się tak, że pomimo naszych wysiłków, nie chcą odejść i wtedy zaczyna się problem.

Glony włosowate – kto pierwszy ten lepszy

Do nowo założonego akwarium prawie zawsze trafiają w postaci zarodników na skale, w wodzie, w piasku… tak więc, trudno uniknąć ich obecności w akwarium w ogóle. Nie mniej jednak, w dojrzałych akwariach, w których istnieje duża różnorodność organizmów endolitycznych (czyli takich, które żyją w szczelinach skał) , glony takie rzadko stanowią problem. Główną przyczyną tego jest spora konkurencja międzygatunkowa i nieustanna walka o pokarm i przestrzeń.

Niestety w młodych akwariach, konkurencja jest praktycznie żadna i jeśli chodzi o zagospodarowanie dostępnej przestrzeni, panuje tylko jedna zasada – kto pierwszy ten lepszy.

Glony włosowate i bryopsis
Podczas dojrzewania, Bryopsis i inne glony włosowate potrafią skutecznie popsuć wygląd akwarium

W optymalnych warunkach, czyli przy dostępie do światła, nutrientów, przestrzeni i jednoczesnym braku zagrożenia ze strony roślinożerców, glony rozwijają się całkiem szybko. Jak szybko? Powiedzmy, że w ciągu dwóch tygodni czysta skała może pokryć się kożuchem falujących glonów.

Takie warunki panują właśnie w młodych akwariach morskich, dlatego właśnie ekspansja bryopsis i glonów włosowatych dotyczy głównie okresu dojrzewania. Jednak, nie dajmy się zwieść, bo widmo wtórnej inwazji glonów, wisi nawet nad dojrzałymi zbiornikami. Wystarczy zaburzyć równowagę biologiczną pośród endolitów, aby glony skorzystały ze swojej szansy i ponownie zasiedliły skałę i piasek.

Glony, czyli co?

Glony to tak liczna grupa roślin, że trudno o jednoznaczną i krótką definicję. Niektóre glony są jednokomórkowe, inne osiągają w naturze kilkanaście metrów. Do tego systematyka tej grupy ciągle ewoluuje, więc co chwila jakieś gatunki odchodzą i przychodzą.

Glony wbrew temu, co czasami możemy zobaczyć, nie wykształcają organów takich jak liście, łodygi czy korzenie, choć niektóre części ich plechy (ciała) pełnią podobne funkcje. Jednak anatomicznie nie mają nic wspólnego z organami roślin wyższych. Nie mniej jednak, w niniejszym tekście będę używał określeń potocznych jak „listki” czy „łodyżki”.

Glony jak wszystkie rośliny, odżywiają się za pomocą fotosyntezy. Do rozwoju potrzebują światła, dwutlenku węgla i soli mineralnych. Komórki ich plechy zawierają chloroplasty z barwnikiem fotochromowym, w którym zachodzi proces fotosyntezy. Różne glony zawierają różne barwniki, które odpowiadają za kolor ich plechy, która najczęściej przyjmuje kolor zielony (zielenice), brunatny (brunatnice) albo czerwony (krasnorosty). Niektóre z nich są naprawdę pięknie ubarwione i niektórzy akwaryści trzymają je w swoich zbiornikach dla dekoracji.

My jednak zajmiemy się tymi glonami, które nie są ani piękne ani pożądane w akwarium rafowym. Glony włosowate, to nie jest nazwa naukowa. Akwaryści używają tej nazwy do określenia grupy co najmniej kilkunastu gatunków glonów o zbliżonym wyglądzie. Wiele z tych glonów ma plechę przypominającą falujące w wodzie kilkucentymetrowe włosy, ale są też gatunki o sztywnych „gałązkach”.

Glony włosowate i caulerpa
Glony włosowate w sprzyjających warunkach potrafią być bardzo ekspansywne

W akwarium morskim najczęściej występują dwa gatunki: Derbesia sp i Bryopsis sp. choć z punktu widzenia dojrzewania, w akwarium pojawiają się jeszcze popularna Valonia sp. oraz zielone glony „trawnikowe” (Green Turf Aglae).

Glony włosowate – naturalne metody walki

Różni akwaryści mają różne doświadczenia w walce z glonami. Są metody bardziej i mniej drastyczne i tak samo bardziej i mniej skuteczne. Poniżej podzielę się swoimi radami, które uważam za efektywne i które w większości zbiorników, w których je stosowałem działały.

Mimo, że w typowych (nie-glonowych) akwariach dążymy do pozbycia się glonów, uważam, że podczas dojrzewania pełnią pożyteczne funkcje i na tym etapie ewolucji akwarium, nie powinny być usuwane.

Stabilizowanie akwarium, to wytworzenie się stabilnej piramidy pokarmowej. Wiem, że w domowym akwarium taka piramida jest dość upośledzona, ponieważ brakuje nam typowych drapieżników, jednak podstawa piramidy może i powinna być jak najbardziej stabilna i obfita w organizmy samożywne, w tym właśnie w glony.

Pojawiające się we wczesnym stadium glony, pozwalają na szybki rozwój tzw. konsumentów pierwszego stopnia, czyli w naszym wypadku wszystkich tych drobnych organizmów (mikroskopijnych i widocznych gołym okiem), które dbają o czystą skałę. Zbyt szybkie usuwanie glonów, to wydłużone dojrzewanie i problemy z ustabilizowaniem akwarium. 

Wiele razy powtarzam, że dojrzewanie akwarium jest jak rozwój małego dziecka. Jeśli dziecko rozwija się w sterylnych warunkach, to nie może nabrać odporności i jako dorosły człowiek trudniej zwalcza infekcje.

Najskuteczniejszym sposobem walki z plagą glonów są dwie naturalne metody walki – nazwijmy je A i B. Metoda „A” opiera się o zagłodzenie, czyli odcięcie glonów od pokarmu, a metoda „B” to mechaniczne usuwanie, czy to przez zjadające je zwierzęta, czy też przez samego akwarystę.

Jednak dopiero połączenie obu metod daje realne szanse na opanowanie i redukcję glonów w akwarium.

Jeśli chcemy hamować rozwój glonów to musimy ograniczyć im dostęp do światła, dwutlenku węgla oraz do soli mineralnych. Dwa pierwsze czynniki z oczywistych względów odpadają, więc zostaje nam wyeliminowanie azotanów i fosforanów.                                                                        

Nie jest to łatwe w dojrzewającym akwarium, a ponad to, niesie ryzyko rozwoju innych organizmów, takich jak cyjanobakterie czy dinoflagellata. Jednak tu z pomocą przychodzą nam same glony, ponieważ rozrastając się, muszą pobierać te związki z wody. Jeśli do wody nie są dodawane nowe nutrienty np. z obumarłej organiki w skale, to wcześniej czy później glony je zużyją. Dlatego tak ważne jest, aby przez pierwszy okres dojrzewania, w akwarium nie było żadnych ryb ponieważ ich odchody to dodatkowa pożywka dla glonów.

Silna cyrkulacja, oraz intensywne odpienianie usuwają dodatkowo źródła nutrientów oraz zarodniki glonów, utrudniając ich dalszą ekspansję.

W praktyce jednak często dochodzi do paradoksalnej sytuacji, gdzie mimo zerowych nutrientów (NO3 i PO4) glony nie chcą ustępować. Dzieje się tak dlatego, że intensywny rozwój glonów powoduje wyczyszczenie wody z azotanów i fosforanów. Glony stanowią jednak pułapkę dla detrytusu i dla zawiesiny organicznej z wody, który rozkładając się wśród glonów stanowi lokalną pożywkę.

W ten sposób glony mają się doskonale, mimo że testy pokazują zerowe azotany i fosforany. Jest to jednak nasz pierwszy sukces, metoda „A”- brak pożywki w wodzie, mocno spowalnia ekspansję alg, a dla wielu gatunków oznacza też powolne obumieranie.

Gdy już mamy zerowe nutrienty w wodzie, możemy wdrożyć metodę „B” – czyli mechaniczne usuwanie glonów z akwarium.

Najlepiej robić to mechanicznie przez wyrywanie i usuwanie ze skały całych kępek. Jeśli glony rosną na szybie to można je po prostu zeskrobać – ważne jednak jest to, aby wyłapać pływające w wodzie glony. W przeciwnym razie będą obumierać i produkować nutrienty.

Jeśli glony rosną na skale, to skrobanie jest niemożliwe i zostaje wyrywanie glonów ręką.

Często się też zdarza, że w akwarium z istniejącym problemem glonów istnieją już zwierzęta roślinożerne. Technicznie rzecz biorąc, powinny one podgryzać glony, jednak skuteczność wielu z nich jest mocno przereklamowana. Owszem, są z definicji roślinożerne i pewnym stopniu chronią przed ekspansją plagi, jednak nie bardzo pomagają w jej likwidacji.

Moim zdaniem, niektóre zwierzęta takie jak jeżowce (np. Tuxedo) ślimaki (np. Dolabella), kraby (np. Mitrax) czy ryby (np. Salarias) mimo, że przydatne w innych sytuacjach, nie będą zbytnio zainteresowane w koszeniu trawnika z glonów, tak jakbyśmy tego potrzebowali.

Większość roślinożerców będzie omijała glony włosowate

Dlatego, jeśli mamy dojrzewające akwarium z plagą glonów to odradzam kupno takich zwierząt specjalnie w tym celu. Prawdopodobnie nie pomogą, a będą dodatkowym źródłem nutrientów.

Jeśli jednak mamy już takie zwierzęta w akwarium a zwłaszcza ryby (np. pokolce), to możemy im pomóc w zjadaniu niechcianych glonów. W tym celu polecam metodę szczoteczki do zębów, czyli szczotkowanie skały z glonami.

Pamiętajcie jednak, że musi być spełniony warunek „A” czyli woda nie może zawierać wykrywalnych nutrientów. W przeciwnym razie szczotkowanie skały spowoduje dalsze rozprzestrzenianie się plagi.

Szczotkowanie skały ma dwa cele. Po pierwsze w ten sposób niszczymy strukturę glonów, przez co mogą być chętniej zjadane przez ryby. Po drugie, szczotka zwyczajnie usuwa zalegający detrytus, który do tej pory odżywiał glony i często się zdarza, że glon w miejscu szczotkowania jest tak osłabiony, że już nie odrasta.

Dobrze jest w tym momencie stosować silną cyrkulację oraz watę lub skarpetę filtracyjną na spływie wody, aby wyłapać unoszący się detrytus i resztki glonów.

Połączenie metod „A” i „B” jest bardzo skuteczne, gdy w akwarium nie mamy dodatkowych źródeł azotanów i fosforanów. Czasami jednak, w dojrzewających zbiornikach mamy tzw „dymiące” skały. Są to skały, które zawierają w swoich szczelinach spore ilości martwej materii organicznej. Wtedy niestety procesy gnilne w nich zachodzące będą odpowiadały za ciągłą produkcję azotanów i fosforanów. Taka skała jest często źródłem problemów i mocno utrudnia pozbycie się glonów. O skałach w akwarium pisałem w tym artykule.

Glony włosowate – chemiczne metody walki

Ogólnie zawsze byłem przeciwnikiem stosowania rozwiązań chemicznych do walki z plagami, chociaż przyznam, że moje stanowisko w tym temacie powoli ulega zmianie. Na wiele problemów, niekoniecznie z glonami, pojawiły się preparaty dość skutecznie je rozwiązujące. I to bez widocznego uszczerbku dla reszty mieszkańców akwarium.

Wracając jednak do tematu, niektóre gatunki glonów są wyjątkowo odporne na usuwanie metodami naturalnymi. Biologii się jednak nie da oszukać i ostatecznie każdą plagę w akwarium da się pokonać w sposób naturalny. Niestety, czasami zajmuje to zbyt dużo czasu i kosztuje nas zbyt dużo frustracji.

Takim relatywnie trudnym do pokonania glonem włosowatym jest owiane złą sławą Bryopsis. Jest to glon, którego nic w akwarium nie chce jeść. Do tego sam glon jest bardzo kruchy i łamliwy, a drobiny jego plechy łatwo staja się zaczątkiem nowego ogniska glonów. Tak więc wyrywanie Bryopsis trzeba robić bardzo ostrożnie.

Swego czasu, a było to jakieś piętnaście lat temu, do walki z Bryopsis stosowało się preparat Tech M Magnesium firmy Kent. Wystarczyło podbić magnez do około 1800mg/L, aby Bryopsis się rozpuszczało w ciągu paru dni. Co ciekawe, działał tylko ten konkretny preparat, chociaż w świecie akwarystów powstała plotka, że podbicie magnezu do 2000mg/L usuwa Bryopsis. Plotka, mimo że pokutuje do dziś, jest nieprawdziwa.

Okazało się, że preparat kupowano do walki z bryopsis a nie do podnoszenia poziomu magnezu. Ktoś podkablował Kenta do odpowiednich służb i firma musiała zmienić formułę produktu.

Zapasy oryginalnego Kent Tech M w Europie szybko się skończyły, a nowy produkt nie działał na Bryopsis. Wiem to osobiście, ponieważ swego czasu (jakieś 8 lat temu) kupiłem na amerykańskim ebayu pięciolitrową butelkę Magnesium Tech M. Magnez przekraczał już u mnie w akwarium poziom 2200mg/L a Bryopsis nie odchodziło.

Reef Flux to przykładowy preparat zawierający Fluconazole

Temat na jakiś czas odpuściłem, a Bryopsis ostatecznie pokonałem metodami naturalnymi. Przez kilka lat nie miałem z nim problemu, aż odpaliłem nowe akwarium.

Jako, że od historii z Kent Tech M, minęło sporo czasu, zacząłem czytać o Bryopsis i szybko znalazłem informację, że aktywnym czynnikiem zwalczającym Bryopsis, był fungicyd o nazwie Fluconazole. Niestety w Europie nie jest on dostępny w sklepach akwarystycznych, chociaż sam preparat jest dostępny w aptekach na receptę, jako lek przeciwgrzybiczny.

Na rynku amerykańskim, czy to przez Amazon czy też przez ebay, dostępne są również inne preparaty zawierające ten sam czynnik aktywny czyli Fluconazole. Jednym z takich produktów jest Reef Flux,

Fluconazole na ebayu jest dostępny na kapsułki lub na całe opakowania.

Kupiłem odpowiednia ilość kapsułek (bo można kupić na sztuki)i zastosowałem w akwarium. Nie miałem zbytnio obaw, ponieważ akwarium było na etapie kilkumiesięcznego dojrzewania.

Preparat zadziałał idealnie. Bryopsis bladło coraz bardziej z dnia na dzień, aby po tygodniu nie zostawić po sobie ani śladu. Kuracja nie wywołała żadnych widocznych strat, a niezmienne parametry sugerowały, że nie wpłynęła również na florę bakteryjną.

Co ciekawe, Reef Flux zadziałał również na inne glony włosowate, które tak samo jak Bryopsis rozpuściły się w ciągu tygodnia.

Dodam, że w akwarium miałem kilka gatunków makroglonów takich jak Rhodymenia, Gracillaria, Ochtodes oraz kilka gatunków z rodzaju Caulerpa. Co rzadsze z nich przerzuciłem do osobnego zbiornika, jednak te co zostały, nie poniosły żadnego uszczerbku na zdrowiu. Widać, fluconazole działa głównie na proste glony.

Działanie fluconazolu na bryopsis – przed i po

Podsumowanie

W dojrzałym akwarium glony włosowate z reguły nie maja szansy na rozkwit, ponieważ istnieje spora konkurencja pokarmowa, a poza tym wiele zwierząt regularnie je podgryza.

Jednak akwarium morskim glony włosowate to norma. Podczas dojrzewania mają swoje 5 minut, po czym, gdy biologia i chemia się uregulują, z reguły odpuszczają. Niestety najczęściej nie pasują one do typowych aranżacji rafowych, bo po prostu są brzydkie, więc wielu akwarystów chce się ich jak najszybciej pozbyć zwłaszcza, kiedy akwarium stoi w salonie lub w biurze.

Na szczęście cierpliwy akwarysta potrafi sobie z nimi poradzić, a dla tych mniej cierpliwych pozostaje Fluconazole 200.

Odpieniacz a wymiana gazowa

Do napisania niniejszego tekstu zachęciła mnie niedawna dyskusja na Nano-Reef.pl. Tematem była wymiana gazowa i to, jak na nią wpływa odpieniacz. Nie jest to tekst naukowy, a tylko moja interpretacja tematu, która nie musi być w 100% prawdziwa i zawiera dodatkowo sporo uproszczeń. Nie jestem fizykiem, więc być może nadinterpretuje pewne rzeczy, jednak moje rozważania opieram o podstawowe prawa fizyczne, więc przypuszczam, że nie mijam się zbytnio z prawdą. Zapraszam do lektury

Trochę teorii nurkowania

Będąc aktywnym nurkiem i instruktorem PADI, wiele razy tłumaczyłem studentom zjawisko saturacji tkanek gazami. Temat jest podstawowym elementem kursu nitroxowego, ale ja przerobię go tak, aby pasował do naszych rozważań. Na początek mały quiz, do którego nie potrzeba nic, poza zdrowym rozsądkiem

Pytanie 1

Wyobraźmy sobie dwie butle połączone wężem z zaworem. Butla „A” zawiera gaz pod ciśnieniem 200 atmosfer, a butla „B” zawiera gaz pod ciśnieniem 1 atmosfery. Co się stanie, gdy otworzymy zwór?

A – Nic

B – Powietrze z butli A zacznie przepływać do butli B

Pytanie 2

Co się stanie, gdy zostawimy obie butle połączone przez odpowiednio długi czas?

A – Ciśnienie w obu butlach się wyrówna i będzie takie samo – około 100 Atm w każdej

B – W butli A zawsze będzie wyższe ciśnienie

C – W butli B zawsze będzie wyższe ciśnienie

Pytanie 3

Jakie będzie zmieniało się tempo przepływu gazu pomiędzy butlami?

A – prędkość przepływu gazu będzie stała

B – najpierw wolno, a potem coraz szybciej

C – najpierw szybko, a potem coraz wolniej, bo różnica ciśnień będzie coraz mniejsza.

Pytanie 4

Czy jeśli damy wężyk o większej przepustowości, to przepływ gazu będzie szybszy?(pomijamy budowę zaworu)?

A – tak, bo więcej gazu przepłynie w tym samym czasie

B – nie, bo średnica węża nie wpływa na przepływ gazu

Pytanie 5

Zakładając, że w butli A było powietrze to czy po całym procesie skład powietrza będzie się różnił pomiędzy butlami?

A –Tak, w butli B będzie więcej azotu

B – Nie, skład powietrza będzie w obu butlach identyczny

Prawidłowe odpowiedzi to B, A, C, A i A, ale mam nadzieję, że nie mieliście problemu z tymi pytaniami.

Wrócimy do tematu za chwilę, bo teraz chciałem powiedzieć wam o Prawie Daltona i Prawie Henry’ego

Wymiana gazowa woda-powietrze, a prawa fizyczne

Prawo Daltona i Prawo Henry’ego to dwa prawa, które opisują zależności pomiędzy ciśnieniem, a rozpuszczalnością gazów w cieczy. Poniżej przedstawiam uproszczone definicje troszeczkę zmienione pod nasz temat. Po więcej szczegółów odsyłam do Wikipedii:

https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Daltona

https://pl.wikipedia.org/wiki/Prawo_Henry%E2%80%99ego

Prawo Daltona mówi nam o tym, że ciśnienie mieszaniny gazów równa się sumie ciśnień, jakie wywierałyby poszczególne składniki gazu gdyby były same w danej objętości. Na potrzeby tekstu pomijam głębokość akwarium i związaną z nią zmianą ciśnienia. Większość domowych zbiorników nie przekracza 70cm.

Prawo Henry’ego mówi nam o tym, że przy stałej temperaturze, ilość gazu rozpuszczającego się w cieczy zależy od ciśnienia. Im większe ciśnienie tym więcej gazu rozpuści się w cieczy.

Jak to się ma do akwarium? A już tłumaczę.

Wyobraźmy sobie akwarium wypełnione wodą. Nad wodą znajduje się powietrze, czyli mieszanina gazów takich jak: azot N2 78%, tlen O2 21%, dwutlenek węgla CO2 0.04% i inne <1%. Ciśnienie powietrza nad wodą to umowny 1 bar (1bar = ok 0.99 atm)

Zgodnie z prawami Henry’ego i Daltona w wodzie rozpuszczą się wszystkie gazy będące składnikami powietrza, a ich skład procentowy będze taki sam w wodzie i w powietrzu. (Pamiętajmy jednak, że im głębiej tym większemu ciśnieniu poddawany jest gaz)

Wymiana powietrza: W układzie zamkniętym, przy stałym ciśnieniu i temperaturze, skład gazów rozpuszczonych w wodzie będzie taki sam jak w powietrzu

Jeśli nie zmieni się skład powietrza nad wodą, to nie zmieni się również ilość i jakość poszczególnych składników gazowych rozpuszczonych w wodzie – i na odwrót. Układ woda-powietrze pozostanie w stanie równowagi.

Wymiana gazowa w akwarium

Tyle, jeśli chodzi o teorie. W praktyce jednak mamy dodatkowe dwie zmienne i pomijam tu temperaturę i ciśnienie. Otóż skład powietrza w domu ulega zmianom, tak samo jak skład rozpuszczonych gazów w wodzie. Dlaczego? A no, dlatego, że wszystkie istoty żywe oddychając, pobierają tlen, którego część zwracają w postaci dwutlenku węgla. Tak samo czynią zwierzęta w akwarium – ryby czy korale (chociaż ich CO2 jest w dużym stopniu zużywane przez zooxantelle).

W wydychanym przez człowieka powietrzu ilość CO2 wzrasta stukrotnie, czyli stanowi około 4% składu wydychanego powietrza. Jeśli w zamkniętym pokoju siedzi kilka osób, to ilość CO2 w powietrzu rośnie. Innymi słowy rośnie ciśnienie parcjalne (cząstkowe) CO2 nad wodą. Zgodnie więc z Prawem Henry’ego (i z pytaniami z naszego quizu), dwutlenek węgla zacznie przechodzić do wody (tak jak gaz z butli A do butli B).

Wymiana powietrza: Jeśli ilość dwutlenku węgla w powietrzu będzie wyższa niż w wodzie, będzie się on rozpuszczał w wodzie, obnizając jednocześnie jej pH

Weźmy teraz sytuację odwrotną – do akwarium wprowadzamy ryby, które też produkują CO2. Dużo ryb oznacza dużo CO2 w wodzie. Prężność dwutlenku węgla w wodzie rośnie i jeśli będzie pod powierzchnią wody wyższe od ciśnienia parcjalnego CO2 nad wodą, zacznie się on ulatniać z wody do powietrza nad akwarium.

Wszystko zgodnie z powyższymi prawami i pytaniami z naszego quizu.

Wymiana powietrza: Jeśli ciśnienie parcjalne dwutlenku węgla w wodzie będzie wyższe niż w powietrzu, będzie się on ulatniało do powietrza, podnosząc jednocześnie pH w wodzie.

W naszym teoretycznym akwarium, jedyna droga wymiany gazowej pomiędzy wodą, a powietrzem nad akwarium jest powierzchnia wody. Im większa powierzchnia wody w stosunku do objętości akwarium, tym łatwiej zachodzi wymiana, oczywiście zakładając różnicę ciśnień. Zupełnie jak z wężykiem pomiędzy butlami. Dlatego płytkie akwaria maja tu przewagę nad głębokimi. Dodatkowo falowanie zwiększa nam powierzchnię wymiany gazowej.

Czy można tę powierzchnię wymiany zwiększyć jeszcze bardziej? Oczywiście, że można. Akwaryści morscy stosują urządzenie zwane odpieniaczem białek. Pisaliśmy o odpieniaczach w osobnych artykułach LINK https://www.youtube.com/watch?v=I5FNMpzo87c&t=358s

https://reefhub.pl/odpieniacz-podstawa-filtracji-mechanicznej-w-akwarium-morskim/

https://reefhub.pl/jak-dobrac-odpieniacz-bialek-do-akwarium/

W skrócie, jest to urządzenie, które produkuje pianę w zamkniętej komorze, przez wpompowanie i mieszanie dużej ilości powietrza z wodą. Łatwo sobie wyobrazić, że miliony mikropęcherzyków powietrza tworzą ogromną powierzchnię kontaktu woda – powietrze, mniej więcej tak jak miliony pęcherzyków płucnych zwiększają powierzchnię wymiany tlenu i dwutlenku węgla między płucami a krwią. Dzięki temu wymiana gazowa może zachodzić tu bardzo intensywnie (w zależności od gradientu ciśnień – zgodnie z pytaniem nr 4 z naszego quizu)

Żeby było jednak jasne, to wymiana gazowa przez odpieniacz zachodzi w obu kierunkach. I jeśli nad wodą (czyli w zaciąganym powietrzu) CO2 będzie więcej niż w wodzie to odpieniacz będzie „tłoczył” ten dwutlenek do wody.

Co w takim razie czyni przezorny akwarysta? Przede wszystkim często wietrzy pokój, w którym stoi akwarium, a ponadto uważa, żeby w okolicy odpieniacza nie używać papierosów, świeczek zapachowych, areozoli typu perfumy czy odświeżacze powietrza. Przeciętny odpieniacz, który pompuje 1m3 powietrza na godzinę, bardzo szybko wprowadzi szkodliwe gazy do wody.

Akwaryści jednak i na to wymyślili rozwiązanie. Gdzie możliwe, wystawiają wężyk z zasysanym powietrzem na zewnątrz. Dzięki temu do akwarium trafia naturalne i czyste powietrze (no chyba, ze akurat ktoś pali opony :D)

pH a wymiana powietrza.

Jak już jesteśmy przy CO2, to wypada wspomnieć o jego wpływie na parametr wody jakim jest pH. Otóż dwutlenek węgla doskonale rozpuszcza się w wodzie. Wikipedia podaje, że w 1m3 wody o temperaturze 25C i pod ciśnieniem 1 bara rozpuści się 1.45kg dwutlenku węgla. Ile to jest 1.45kg? Dla zobrazowania powiem, że w temperaturze 25C i pod ciśnieniem 1 bara 1.45kg CO2 zajmuje 0.78 m sześciennego objętości. To oznacza, że w 1000L wody rozpuści się 780L CO2. To bardzo dużo. Dla porównania w 1000L wody rozpuści się tylko 40g tlenu.

Dwutlenek węgla po rozpuszczeniu w wodzie podlega reakcji chemicznej tworząc kwas węglowy zgodnie z równaniem:

CO2 + H2O ←→ H2CO3

Kwas węglowy z kolei może dysocjować dwustopniowo do wodorowęglanów lub węglanów w każdym przypadku uwalniając proton H+, a jak wiemy, im więcej protonów w wodzie tym niższe pH. Optymalne pH w akwarium morskim wynosi około 8.2. Przy złej wentylacji, jeśli w pokoju z akwarium przebywa dużo osób, zwłaszcza zimą, kiedy rzadziej wietrzymy dom, pH może spadać nawet do wartości 7.6-7.7 co jest wysoce niepożądanym zjawiskiem.

Podsumowanie

Przyznam, że myślałem, że będzie krócej, ale mam przynajmniej nadzieję, że było prosto i zrozumiale, ale żeby to jakoś zebrać w całość przedstawiam poniższe punkty:

1 – Gazy migrują zgodnie z gradientem stężeń, czyli z wyższego ciśnienia do niższego

2 – W układzie zamkniętym o stałych parametrach temperatury i ciśnienia po pewnym czasie uzyskamy stan równowagi, w którym skład gazów nad wodą będzie taki jak skład gazów w wodzie

3 – W przypadku akwarium, zmiana składu gazów w jednym ośrodku, wywoła dążenie układu do wyrównania składu gazów w drugim ośrodku, np. jeśli w wodzie rośnie poziom CO2, to będzie on powoli ulatniał się do powietrza aż do wyrównania stężeń

4 – W akwarium wymiana gazowa zachodzi przez kontakt woda-powietrze. Odpieniacz zwiększa tę powierzchnię wielokrotnie, dzięki temu ułatwia wymianę gazową w obu kierunkach (co nie musi być zawsze pozytywne)

5 – Dwutlenek węgla, który rozpuszcza się w wodzie obniża jej pH, co jest zjawiskiem niepożądanym

6 – Częste wietrzenie pokoju, wyciągnięcie wężyka odpieniacza na zewnątrz w dużym stopniu niweluje ten problem.

7 – Odpieniacz nie jest 100% remedium na niskie pH, ale dobrze używany na pewno ma na nie pozytywny wpływ.

To wszystko na dziś. Mam nadzieję, że w prosty sposób wytłumaczyłem znaczenie odpieniacza dla wymiany gazowej w akwarium.

Komputer akwarystyczny ITI AT series

Aqua Trend tytułowy

W ciągu ostatnich kilkunastu lat akwarystyka morska rozwinęła się na tyle, że przeciętny akwarysta nie ma problemu z dostępem do wiedzy oraz dedykowanego sprzętu akwarystycznego. Kiedyś jednak nie było tak kolorowo. Na rynku dominowały firmy amerykańskie i niemieckie, co w połączeniu z tym dość niszowym hobby w zasadzie gwarantowało bardzo wysokie ceny i ograniczony dostęp na sprzętu zwłaszcza na rynku polskim.

Dzisiejsza sytuacja jest całkowicie odmienna. Nie dość, że półki sklepowe i Internet uginają się od mniej lub bardziej udanych, chińskich produktów to jeszcze na naszym rynku dorobiliśmy się rodzimych producentów sprzętu akwarystycznego.

Jednym z nich jest łódzka firma Aqua-Trend istniejąca na rynku od 10 lat. I sam od wielu lat używam ich produktów. Zresztą na RH pisałem już o kilku z nich: Dolewka automatyczna Milestone, Dolewka EYE-Level, Dozownik AT-1

Startując moje obecne akwarium, zdecydowałem się na użycie komputera akwarystycznego Aqua-Trend ITI, będącego jednym z ich najnowszych produktów. Poniżej przedstawiam moje subiektywne odczucia z półrocznego użytkowania tego sprzętu.

Zacznę jednak od tego, że w zasadzie we wszystkich moich poprzednich akwariach stosowałem jakiś komputer akwarystyczny. Najpierw była to włoska Aquaronica, a potem niemiecki GHL Profilux – w wersjach II i 3ex. Przez chwilę testowałem też Apexa. Dzięki temu mogę powiedzieć, że jakieś doświadczenie z komputerami akwarystycznymi mam.

Jeśli chodzi o europejski rynek komputerów akwarystycznych to 10 lat temu był on zdominowany właśnie przez firmę GHL. I o ile był to dość solidny sprzęt, to w rozbudowanej wersji komputer był w zasadzie poza zasięgiem przeciętnego akwarysty z Polski ze względu na bajońską cenę, która grubo przekraczała 1000 Euro.

Dzisiaj jest trochę taniej, choć Profilux 4 w najbogatszej wersji kosztuje nadal ponad 1000 Euro, a i to nie wszystko, bo często konieczne jest dokupienie dodatków np. pomp dozujących.

Komputer akwarystyczny – Co to takiego?

Rozwój akwarystyki i wiedzy akwarystycznej, nawet tej najbardziej podstawowej uświadomił hobbystów o konieczności regularnego wykonywania czynności, które mają pozytywny wpływ na wygląd akwarium i kondycję jego mieszkańców. Jednak dla wielu akwarystów żmudne wykonywanie testów, uzupełnianie wody czy codzienna suplementacja stały się poniekąd utrapieniem, a że nic tak nie motywuje to szukania nowych rozwiązań jak chęć ułatwienia sobie życia, ludzie wpadli na pomysł, że wiele czynności związanych z prowadzeniem akwarium może wykonywać komputer.

Kiedy mówimy o komputerze akwarystycznym to najczęściej mamy na myśli elektronikę, która bada i steruje pewnymi parametrami wody za pomocą wbudowanych lub dodatkowych urządzeń.

Taka kontrola i stabilność parametrów jest zresztą dość istotna dla uzyskania satysfakcjonujących efektów w tym hobby. Wynika to w głównej mierze z tego, że parametry fizykochemiczne wody na rafach są bardzo stabilne, a ewentualne zmiany sezonowe następują bardzo powoli.

W domowym akwarium jesteśmy narażeni na częste zmiany fizycznych i chemicznych cech wody w akwarium, co może mieć negatywny wpływ na kondycje jego mieszkańców.

Taki komputer akwarystyczny w dużym stopniu ułatwia nam uzyskanie stabilnych parametrów. Pamiętajmy jednak, że pomiar i sterowanie, to różne sprawy.  Możemy mierzyć jakąś wartość, dla naszej informacji, a możemy też wpływać na dany parametr.

Taki komputer akwarystyczny w dużym stopniu ułatwia nam uzyskanie stabilnych parametrów.

Poniżej przedstawiam kilka podstawowych możliwości popularnych komputerów akwarystycznych:

– pomiar i kontrola temperatury – temperatura to jeden z podstawowych parametrów wody akwariowej i o ile niewielkie dobowe wahania są dozwolone, o tyle powinniśmy utrzymywać ją możliwie niezmienną. Dobre komputery nie tylko maja stały pomiar temperatury, ale mogą sterować dodatkowo grzałką lub wentylatorami, gdy temperatura przekracza ustalony zakres. W akwarium morskim pomiar temperatury jest niezbędny, a alternatywą jest zwykły termometr akwarystyczny.

– Zasolenie (często jako konduktywność) – niezwykle istotny element stabilności całego systemu, który jest w pewnym stopniu zależny od temperatury i parowania wody. Akwarysta powinien dołożyć starań, aby był on na stałym i optymalnym poziomie – gdzieś pomiędzy 33-35ppt. Pomiar zasolenia odbywa się za pomocą specjalnej sondy, która dla dobrego pomiaru powinna być regularnie czyszczona. Ogólnie, jeśli komputer jest wyposażony w dolewkę automatyczną to zasolenie będzie raczej stałe. Stały pomiar zasolenia nie jest niezbędny w akwarium i bardziej przydatnym wydaje się być przenośny konduktometr lub jeszcze bardziej refraktometr.

– Dolewka automatyczna – nie tylko uzupełnia wyparowaną wodę, ale jednocześnie utrzymuje mniej więcej stałe zasolenie, co jak pisałem wyżej, jest niezmiernie ważne dla kondycji korali. Jeśli wyparuje nam 10% wody to zasolenie pójdzie o 10% do góry, co z kolei przełoży się na wyższe stężenia makro i mikroelementów. Posiadanie dolewki automatycznej, czy to jako funkcji komputera czy też jako osobnego urządzenia jest bardzo przydatne, żeby nie powiedzieć niezbędne.

– pH – to kolejny ważny parametr wody. Większość popularnych komputerów akwarystycznych posiada możliwość mierzenia pH za pomocą specjalnej sondy. Jednak w dobrze działającym akwarium ze zbilansowanymi parametrami, stały pomiar pH nie jest konieczny, choć może być bardzo przydatny. Jednak, kiedy stosujemy tradycyjny reaktor wapnia, to komputer z pomiarem pH i możliwością sterowania zaworem CO2 staje się niezbędnym urządzeniem.

– sterowanie dozownikami płynów – to bardzo wygodna funkcja każdego komputera akwarystycznego. Akwarium morskie wymaga stałego dozowania różnych suplementów takich jak płyny ballingowe, węgiel organiczny, bakterie, pierwiastki śladowe etc. Rosnące korale SPS i LPS konsumują z wody pewne pierwiastki powodując ich stały ubytek. Akwarysta musi więc uzupełniać te pierwiastki regularnie. Oczywiście można to robić ręcznie, ale ten, kto to robił przez dłuższy czas, wie jakie to niewygodne zajęcie. Zaletą stosowania komputera lub dozownika jest to, że mogą one rozdzielać dobowe porcje na wiele mniejszych dawek, dzięki czemu unikamy skoków parametrów, które niestety występują, gdy dawkujemy raz na dobę.

Komputer akwarystyczny iti At może sterować precyzyjnym dozownikiem

– ORP (Red/Ox) – to parametr pokazujący tempo reakcji redukcji i utleniania w wodzie. Jako taki, jest zbędny do stałego monitoringu. Red/Ox w akwarium morskim jest dość trudny do interpretacji i przydaje się tylko w wyjątkowych sytuacjach, np. gdy stosujemy ozonowanie wody.

– kontrola gniazdek 240V – to bardzo wygodna funkcja każdego komputera, dzięki której możemy kontrolować urządzenia wysokonapięciowe np. włączenie grzałki, gdy temperatura spada poniżej ustawionego poziomu.

Najbardziej zaawansowane komputery mają dodatkowo możliwość zdalnego logowania ze smartfona, wysyłania SMSów, przedstawiania wyników w postaci wykresów, wysyłania alarmów, posiadają wyłączniki czasowe, czujniki zalania mieszkania, czujniki pomiaru KH czy Ca, a do tego posiadają możliwość rozbudowy o kolejne moduły – nawet te, których producent jeszcze nie wymyślił :D.

To wszystko oczywiście przekłada się na wysokie ceny takich urządzeń. Dzieje się tak nie dlatego, że komputer akwarystyczny to jakaś kosmiczna technologia, tylko za sprawą zwykłej polityki cenowej producentów. Po kilku miesiącach użytkowania „wszystkomającego” urządzenia, okazuje się, że połowa funkcji jest nieprzydatna i niestety często jest to ta droższa połowa.

Komputer akwarystyczny Aqua-Trend ITI ATseries

Firma Aqua-Trend zaprojektowała komputer akwarystyczny, który posiada same najbardziej przydatne funkcje i jest kompletnym rozwiązaniem dla większości zbiorników morskich. Dzięki temu urządzenie, nawet w bogatej wersji jest wielokrotnie tańsze niż na przykład niemieckie odpowiedniki.

Urządzenie utrzymuje stylizacje znaną z poprzednich urządzeń serii AT. Ma format niewielkiego pudełka z dwulinijkowym wyświetlaczem i czterema przyciskami na frontowym panelu. Producent przewidział możliwość mocowania urządzenia w pionie (na lewym lub na prawym boku), za co należy się plus, bo akwaryści z reguły cierpią na brak miejsca w szafce pod akwarium.

Wszystkie podłączenia i gniazda peryferii znajdują się na tylnej ściance urządzenia, tak więc uwzględniając wystające wtyczki potrzebujemy około 4-5 cm miejsca za komputerem.

Wszystkie podłączenia i gniazda peryferii znajdują się na tylnej ściance urządzenia

Jeden komputer ITI ATseries ogarnie dozowanie ballinga (3 płyny), kontrole temperatury, ph i reaktor wapnia oraz automatyczną dolewkę dbając jednocześnie o stałe zasolenie. Te funkcje stanowią w zasadzie komplet obsługowy dla nisko i średnio-budżetowych zbiorników. 

Urządzenie w wersji podstawowej wykonuje tylko pomiar temperatury i żeby z niego w pełni skorzystać, trzeba dokupić parę dodatków takich jak np. dozownik, czujnik dolewki czy sondę pH. Dziwię się trochę producentowi, bo nie wyobrażam sobie sytuacji, w której akwarysta kupiłby goły komputer, jako elektroniczny termometr i wydaje mi się, że sonda pH, albo przynajmniej akcesoria dolewki ATO powinny być w komplecie. Pozostałe akcesoria takie jak dozownik, listwa 240V i elektrozawór mogłyby być rzeczywiście kupowane osobno. Z drugiej strony może jednak to, że użytkownik kupuje tylko te peryferia, które konkretnie potrzebuje to dobra droga? Na szczęście jednak nie są to drogie dodatki i zakładając, że kupujemy albo dozownik, albo kontroler pH do reaktora, to kompletny zestaw można już kupić poniżej 1000pln.

Funkcje komputera ITI ATseries

Podsumujmy zatem na co pozwala nam komputer firmy Aqua Trend.

– Pomiar i kontrola temperatury – urządzenie posiada stały pomiar temperatury za pomocą dołączonego czujnika. Aby utrzymywać optymalna temperaturę, za pomocą opcjonalnego Power Boxa, komputer może sterować grzałką (zimą) lub wentylatorem (latem). Wentylator można podłączyć bezpośrednio do komputera o ile jest ona zasilany napięciem 12V , a jego prąd pracy nie przekracza  500mA. Dodatkowo w menu komputera możemy ustawić alarm dźwiękowy, jeśli temperatura przekroczy ustawioną wartość.

– Pomiar i kontrola pH – urządzenie posiada możliwość stałego pomiaru pH za pomocą opcjonalnej sondy pH. Wynik pomiaru pokazywany jest na zmianę z temperaturą, datą i godziną na frontowym wyświetlaczu. Komputer może zostać użyty jako kontroler reaktora wapnia w akwarium morskim lub dozownika CO2 w akwarium roślinnym. Do tego konieczny będzie jednak zakup dedykowanego elektrozaworu. Dodatkowa opcja to możliwość ustawienia alarmu dźwiękowego, gdy pH przekroczy ustawioną wartość. W Menu urządzenia jest również możliwość kalibracji sondy pH na trzech różnych zakresach w zależności od posiadanego biotopu lub zastosowania (ph 4 -7, ph 7 – 9.18 oraz pH 7-9)

– Dolewka automatyczna – Za pomocą opcjonalnego zestawu dolewki, komputer będzie dbał o stały poziom wody w akwarium i automatycznie uzupełniał parującą wodę. Dzięki temu parowanie wody nie będzie wpływało na jej skład i zasolenie.

– Potrójna pompa dozująca – komputer akwarystyczny firmy Aqua-Trend zawiera w sobie obsługę zewnętrznego dozownika AT2  z trzema głowicami dozującymi. Dzięki temu cały zestaw ma możliwość dozowania trzech płynów np. Metoda Ballinga. Jeśli komputer steruje reaktorem wapnia, to dozownik można z powodzeniem wykorzystać do suplementacji innych płynów np. mikroelementów czy też pożywki dla bakterii. Warto tutaj wspomnieć, że komputer posiada zaawansowane funkcje dozowania i kalibracji pomp. Wystarczy podać dobową porcje i ilość dawek, a urządzenie samo dobierze wielkość pojedynczej dawki. Co więcej, urządzenie posiada możliwość informowania o kończących się płynach dozownika.

Komputer ITI ATseries – moje uwagi

Tak jak pisałem wyżej, użytkuje ten komputer już od pół roku i chyba poznałem jego wszystkie zalety i wady. Jest to sprzęt w gruncie rzeczy kompletny, dający kontrolę nad wszystkimi najbardziej potrzebnymi parametrami w akwarium. Przekłada się to na łatwość użytkowania oraz na bardzo niskie koszty obsługi, którymi są w zasadzie tylko dwa płyny do kalibracji pH.

Jak już jesteśmy przy kosztach, to trzeba wspomnieć, że ten komputer akwarystyczny jest dużo tańszy od porównywalnych urządzeń konkurencji i za tę cenę otrzymujemy naprawdę fajne urządzenie o bardzo przyzwoitym wyglądzie (choć oczywiście to sprawa indywidualna, co się komu podoba)

Podoba mi się również stabilność pomiaru pH. Na potrzeby tego tekstu zmierzyłem poziom pH w płynie kalibracyjnym i okazało się, że przez 6 miesięcy (od ostatniej kalibracji) odstępstwo od wartości badanej (ph9), to tylko -0.03, co uważam za bardzo dobry wynik i zapewne potwierdzi to każdy, kto używa reaktora wapnia. Mógłbym się jedynie przyczepić do tego, że pomiar się stabilizował przez ponad minutę. Jednak to nie jest urządzenie, które wykonuje pomiar w cieczach o sporych różnicach pH, więc w praktyce to zupełnie nie przeszkadza. Zwłaszcza, że pH w akwarium zmienia się bardzo powoli.

Dozownik w zasadzie nie odbiega jakością i możliwościami od bliźniaczego (samodzielnego) modelu AT1 Plus, który już kiedyś opisywałem na łamach Reefhuba (LINK). Warto tu dodać, że firma Aqua Trend jest wiodącym specjalistą na polskim rynku w dziedzinie pomp perystaltycznych, więc trudno zarzucić coś dozownikowi. Po kalibracji trzech głowic, dozownik pracuje bez zastrzeżeń. Brakuje mi jedynie przycisku ręcznego uruchamiania pomp. Jest to możliwe z poziomu komputera, ale sam dozownik nie ma takiej możliwości.

Warto jeszcze wspomnieć o dwóch sprawach przy okazji dozownika. Urządzenia posiada ISPD. Za tym tajemniczo brzmiącym skrótem stoi funkcja, która uniemożliwia jednoczesną pracę dwóch pomp oraz dzieli żądaną dawkę na mniejsze porcje np. co godzinę albo co 4 godziny. Dzięki temu urządzenie minimalizuje skoki np. KH w wodzie. Maksymalna dobowa dawka to 4800ml z jednej pompy, a to oznacza, że dozownik może obsłużyć akwarium o naprawdę sporym zapotrzebowaniu na płyny Ballinga.

Podoba mi się również funkcja kontroli ilości płynu w kanistrze. Możemy ją zaprogramować, aby przypominała nam o konieczności przygotowania nowego płynu, gdy stary będzie już na wyczerpaniu.

Dzięki odpowiednio długim wężykom, dozownik może stać w wygodnym miejscu

No koniec zostawiłem dwie uwagi odnośnie samej obsługi komputera. Po pierwsze wyświetlacz, który jest po prostu za mały na niektóre polskie frazy. W większości opcji nie stanowi to problemu, ale zmieszczenie tekstu „kontrola temperatury chłodzenie/grzanie” w dwóch linijkach po osiem znaków oznacza, że otrzymujemy „Kon.temp chl/grz.”. Na początku mnie to drażniło, ale jak poznałem Menu to już przestało mi to przeszkadzać. Zresztą nie oszukujmy się, można zrobić większy wyświetlacz, dołożyć grafikę i kolor 16to bitowy, ale wpłynie to na największą zaletę tego urządzenia, czyli na jego niską cenę.

Druga sprawa to cztery przyciski komputera, które obsługują wszystkie jego funkcje. Komputer jest bardzo lekki i w moim przypadku nie da się nacisnąć żadnego przycisku bez trzymania komputera w obu rękach. Nie jest to jakiś wielki problem, ale utrudnia niektóre czynności np. kalibracje pomp, bo obie ręce mam zajęte i żona musi trzymać wężyk i fiolkę kalibracyjną. Na szczęście komputer stoi w łatwo dostępnym miejscu i nie ma z tym jakiegoś problemu. Można by było przylepić do nóżek rzepy, ale z drugiej strony na co dzień nie mam potrzeby używania przycisków.

Komputer ITI ATseries – dla kogo?

Komputer firmy Aqua Trend spełnia w zasadzie wszystkie niezbędne oczekiwania, które można mieć od takiego sprzętu, dlatego jeśli nie zależy Ci na kolorowych wyświetlaczach graficznych, powiadamianiu SMSami, czy na zdalnym dostępie z komórki, zapewniam, że ten sprzęt spełni doskonale wszystkie zadania, do których został zaprojektowany.

Komputer ITI ATseries nadaje się dla wszystkich nisko i średnio-budżetowych zbiorników, gdzie akwarystom bardziej zależy na wyglądzie akwarium i niezawodności sprzętu, niż na „cool” wyglądzie z LEDowym podświetleniem oraz na drogich brandach.

Nie zrozumcie mnie jednak źle. Nie mam absolutnie z tym problemu, ze ktoś używa produktów z najdroższych półek, ale jeśli ktoś chce oszczędzić na sprzęcie, to zakup ITI ATseries jest zdecydowanie wart rozważenia.

Jeśli macie konkretne pytania co do tego sprzętu, to piszcie w komentarzach.

Pterapogony – Czy Ty jesteś moim tatą?

pterapogony

 

 

Nie wiem czy pamiętacie, ale jakieś dwa miesiące temu na forum Nano-Reef  pytałem o Pterapogony. Pewnie nie, bo ja sam o tym zapomniałem. To znaczy, nie zapomniałem, ale moja para kardynałków trze się teraz regularnie, więc jakby stało się to norma. Samiec ciągle trzyma ikrę w pysku i chyba dlatego przestałem na to zwracać uwagę. Nigdy też nie starałem się odchować młodych. Ot, mówiąc okrutnie, traktowałem ich tarło, jako źródło odżywczego pokarmu dla innych ryb. A nawet jeśli nie to filtry, pompy czy odpieniacz w zasadzie są jak granie w “Prince of Persia” na Extreme Level  – nie dało się przejść. 

Dzisiaj miałem pierwszą wolną sobotę od niepamiętnych czasów, kiedy byłem sam w domu i mogłem porobić coś przy akwarium, a mówiąc kolokwialnie – mogłem zrobić burdel w sumpowni bez wysłuchiwania, że chlapię, nie wycieram, nie sprzątam, hałasuję czy rozwalam wszystko na środku pokoju :)

Na siódmą rano odwiozłem żonkę na stację kolejową i miałem cały dzień dla siebie. Roboty się uzbierało sporo i tu nie chodzi nawet o zwykłe sprzątanie w sumie etc, ale o dokończenie elektryki. Ale pewnie wiecie jak to jest – prowizorki trwają najdłużej

Sump na kółkach to bardzo wygodna rzecz.

Będąc w tej komfortowej sytuacji, że sump mam na kółkach – zatrzymałem obieg, odłączyłem rury i wyjechałem ze wszystkim na środek pokoju (a jakże ). Nie dość, że mogłem swobodnie skończyć instalację, to i dostęp do sumpa miałem z każdej strony. Robota łatwa i przyjemna :)

Nie wiem czy też tak macie, ale sump zawsze jest dla mnie obiektem ciekawych obserwacji. Zwłaszcza ścianki i ten muł na dnie, które są pełne życia. Chociaż u mnie jakoś ten muł nie chce zaskoczyć (wiem wiem – akwarium jeszcze młode). Nie mniej jednak mam kilka rodzajów gąbek porastających setkami szyby sumpa, tysiące osiadłych rurówek i jakieś tajemnicze coś, co robi w mule dziwne wzorki. Dlatego zawsze jak mam okazję, z ciekawością obserwuje, czym mnie moje akwarium akurat zaskoczy. Z reguły to są banalne odkrycia, które już mnie nie rajcują jak kiedyś. 

W zasadzie to nawet dobrze nie usiadłem, a już byłem w szoku. Był to moment, bardzo przyjemny i satysfakcjonujący. Mógłbym nawet rzec taki akwarystyczny orgazm, gdyby nie to, że dominowało uczucie rozczulenia.

W komorze pompy patrzyło na mnie coś, co wyglądało jak oczy z płetwami. Natychmiast wiedziałem co to jest, bo ubarwienie tych oczu nie pozostawiało wątpliwości, że patrzę na kilkumilimetrowego pterapogona – Nie, nie była to larwa z pęcherzykiem żółtkowym; była to w pełni ukształtowana maciupka rybka.

W sumpie pływała maciupka rybka

Ogólnie przyjmuje się, że hodowla (w znaczeniu rozmnażanie i odchów) w głównym zbiorniku jest bardzo trudna, jeśli nie niemożliwa. Oczywiście, zdarzają się sytuacje, gdy np. znajdujemy narybek w kominie, ale to jest raczej rzadkość. Tak jak pisałem wyżej, pompy, filtry, skarpety, odpieniacze, a zwłaszcza inni mieszkańcy akwarium to dla narybku śmiertelne pułapki.

W moim mniemaniu, nie było szansy żeby odchować młode pterapogony bez konkretnych przygotowań i aktywnych działań w tym kierunku. Owszem, łatwy odchów w warunkach domowych byłby super chociażby dlatego, że każda ryba wyhodowana w niewoli to o jedna rybę mniej, którą akwaryści zabierają z zasobów naturalnych. Pterapogony zresztą nie uchodzą za ryby jakoś wyjątkowo trudne do hodowli i są rozmnażane komercyjnie. Tym bardziej zastanawia fakt, że w naturze te ryby są zagrożone wyginięciem.

Patrzyłem więc jak zaczarowany, jak malutki pterapogon pływa w sumpie, chociaż „pływa” to mocne nadużycie słowa, bo jak coś co składa się z pary wielkich oczu, do których są przymocowane cienkie i długie płetwy może pływać. Szarpało się to to, niezgrabnie walcząc o utrzymanie równowagi. Coś jak „Jezioro Łabędzie” tyle, że w płetwach nurkowych.

Charakterystyczną cechą narybku wielu ryb są nieproporcjonalnie duże oczy.

Zastanowiło mnie jakim cudem takie maleństwo przetrwało u mnie tak dlugo? No właśnie, a właściwie to jak długo? Sądząc po wielkości, to pochodzi z pierwszego tarła – czyli ma jakieś 6 tygodni (plus minus dwa tygodnie, bo tak jak pisałem wyżej, nie skupiałem się zbytnio na tym. W każdym razie młodych w akwarium nigdy nie widziałem. Samiec nie jadł i trzymał ikrę w pysku, a potem już jadł. Czy porzucił młode po wykluciu (czasami pterapogony tak maja)? A jeśli nie, to jak długo trzymał je w pysku? Ile sztuk się wykluło? Czy skitrowały się gdzieś w akwarium czy od razu zwiały do komina? Co jadły? I jak ostatecznie ten mały szczęściarz przetrwał te wszystkie śmiertelne pułapki w moim systemie.

U mnie rura łącząca akwarium z sumpem ma 9 metrów. Zakładam, że podróż z prądem była raczej bezpieczna z tym, że cała woda z akwarium idzie przez Innovitech Filter X – czyli taki Roller Mat – który znajduje się w sumpie. Otworzony mam co prawda mały zawór, który niby ma chronić zooplankton przed odfiltrowaniem. Nie bardzo wiem czy to działa na plankton, ale na pewno zadziałał na malutkiego pterapogona, który zamiast skończyć na włókninie filtracyjnej, tak oto trafił do sumpa.

Aaa, nie wspomniałem jeszcze, że część wody ze spływu idzie przez filtr z węglem. Jeśli prąd wody porwałby ja w bypass do filtra z węglem, to nie byłoby szans.

Po wydostaniu się z rollermata, na rybkę czekało kolejne niebezpieczeństwo – pompa odpowiedzialna za stałą wydmianę wody z zewnętrznym kontenerem. Tu również nasza dzielna rybka uniknęła zabójczego wirnika. Nie wiem jak długo siedziała w pierwszej komorze, ale w końcu musiała ulec silnemu prądowi wody i razem z nim trafiła do komory odpieniacza. Oj, nie musze chyba mówić, że zassanie przez odpieniacz zakończyłoby króciutki żywot małej rybki. Na szczęście małej rybce udało się uniknąć wirnika igiełkowego z odpieniacza, ale przyszłość ciągle nie była różowa.

Porwana przez prąd, trafiła do komory pompy powrotu. Komora ma jakieś 20cm20xcm i połowę z niej zajmuje pompa Jebao DC10000. To ta pompa odpowiada za obieg wody pchając ja 9 metrów pomiędzy sumpem, a zbiornikiem głównym. W komorze pompy są chyba największe wiry, bo cały przepływ wody kumuluje się w małej objętości. Nie wiem jak długo unikała pompy. Dzień, dwa, tydzień… Co by nie mówić, miała dużo szczęścia.

W ogóle pterapogony to bardzo interesujące ryby. Należą do rodziny Apogonidae, która charakteryzuje się między innymi tym, że większość gatunków jest aktywna po zachodzie słońca. I w zasadzie tylko Pterapogon kauderni – to gatunek z aktywnością dzienną. Drugą cechą jest to, że samce wielu gatunków z tej rodziny inkubują zapłodniona ikrę w pysku.

Rodzaj Pterapogon, to według informacji jedyny przedstawiciel tej rodziny, który opiekuje się narybkiem również po wykluciu. O ile jaja są trzymane bez przerwy, o tyle po wykluciu samiec daje młodym trochę popływać, a na noc czy tez w przypadku niebezpieczeństwa oferuje młodym schronienie w pysku J

Brzmi słodko, ale dla samca to niestety spora harówka. Wyobraźcie sobie, że podczas inkubacji ikry, samiec nie je przez trzy tygodnie, po czym ma tydzień-dwa na obżarstwo, bo już kolejna samica z haremu ma ochotę na zaloty. Co prawda natura przystosowała naszego samca do takiego trybu życia, ponieważ dała mu specjalne hormony, które podczas inkubacji ikry, hamują jego odczucie głodu. Co by jednak nie mówić, samiec musi mieć siłę na opiekę na ikrą, co w grupach haremowych, może być trudne. Znane są przypadki, że przez regularne tarło i brak dobrej jakości pokarmu, samce padały z głodu wycieńczone ciągłymi igraszkami z samicami.  

Wyciąłem środek butelki po wodzie mineralnej i z jednej strony zasłoniłem go drobną siateczką. (strzykawka dla porównania wielkosci)

Wracając do mojej historii… Na czym to ja skończyłem… Kiedy już ochłonąłem z wrażenia, zacząłem się zastanawiać co to dalej zrobić. Przecież nie zostawię bohaterskiej rybki na pożarcie pompie. Zresztą, chyba już bym nie mógł odpalić sumpa na nowo wiedząc, że tam mieszka rybka.

Plastikowym kubeczkiem wyłowiłem malca z sumpa i wstawiłem razem z pojemnikiem do małej kostki, którą trzymam nad sumpem. Kostka ma niecałe 30L, ale jest na wspólnym obiegu, tak więc woda ma identyczny skład.

Wróciłem do pracy z elektryką do akwarium. To zresztą temat na osobny wpis, ale powiem Wam tylko, że Smart Sockets z Amazona to genialna sprawa. W zasadzie wszystkie ważne urządzenia jak obieg, dolewka, podmianka etc, są na gniazdkach, które mogę obsługiwać z komórki. To się doskonale uzupełnia z prostym komputerkiem akwarystycznym od Aqua-Trend, który pilnuje pH, temperatury i Ballinga. Celowo zresztą zabrałem się za to już teraz, bo do końca roku akwarium ze względu na moje wyjazdy nurkowe, będzie przez miesiąc opierało się na technologii WiFi.

Robota mi jednak szła dość wolno, bo co chwila sprawdzałem czy to coś, pływające w kubeczku to rzeczywiście mała rybka. Koniec końców, uruchomiłem elektrykę i podłączyłem sumpa na nowo. Jednak ciągle zastanawiałem się co dalej, bo z jednej strony fajnie wyhodować własną rybkę, a z drugiej to jednak odpowiedzialność.

Po pierwsze: gdzie trzymać?

Do akwarium nie mogę go wpuścić, bo ledwo pływa i zapewne znów wylądowałby w sumpie o ile przeżyłby podróż. Mógłbym go trzymać w kostce, ale mam tam kilka dużych aiptasii, które bardzo chętnie pożywiłyby się rybką.

Na szybko co zrobiłem, to wyciąłem środek butelki po wodzie mineralnej i z jednej strony zasłoniłem go drobną siateczką. Butelka pływa w kostce, a maluch ma dostęp do świeżej wody.

Po drugie: czym karmić?

No tu jakby jest mniejszy problem, bo skoro pterapogon wyrósł na tym, co znalazł w wodzie to chyba nie ma problemu. Ale wiecie jak to jest, od momentu, gdy wiem o nim, jakoś nie mogę go zostawić jego na własnym garnuszku. Zresztą być może ta zawiesina, która jest w sumpie jest lepsza niż ta, co pływa w kostce. A może, dorósł i potrzebuje więcej jedzenia? Jakoś nigdy o tym nie myślałem, a pytania się piętrzą.

W warsztacie mam pracująca non-stop hodowlę fitoplanktonu, copepoda, wrotków i artemii, tak więc pokarmu mu nie zabraknie. Zresztą być może przeżył właśnie dlatego, że co chwila dolewam żywego pokarmu. Dostał już małe porcje wrotków, ale nie widziałem żeby jadł. Z tym, że nie wiem czy przy jego rozmiarze to się da zauważyć.

Pterapogon w butelcePo trzecie: co dalej?

Zakładając, że maluch urośnie i uzyska rozmiar dający mu bezpieczeństwo od innych ryb. Nie mam w planie posiadania kolejnego pterapogona. Płeć jest bardzo trudna do ustalenia po wyglądzie i jeśli to jest samiec, to prawdopodobne jest to, że obecny samiec nie dałby mu żyć. Jeśli to samica, to ogarnięcie kolejnej kobity może być ponad siły dla obecnego samca. Zapewne zostanie oddanie go do sklepu. Trochę żal, ale co robić. Na razie mieszka w pojemniku z butelki…

Właśnie mija doba od czasu, gdy go zobaczyłem (piszę „go” ale może to „ona”). I wstyd powiedzieć, ale nie wiedząc o maluchu w sumpie byłem jakby szczęśliwszy. Mówiąc kolokwialnie: nie miała baba kłopotu to znalazła rybkę w sumpie :D

Co chwila schodzę na dół popatrzeć, bo co by nie mówić, widok jest rozczulający. Patrzy na mnie swoimi wielkimi oczami jakby pytał: tata?

– Nie kochany, twój tata pływa w dużym akwarium z pyszczkiem wypełnionym twoimi siostrzyczkami i braciszkami. Ale nie wiem czy ich kiedyś ujrzysz, bo dzieli ich od ciebie podróż pełna śmiertelnych pułapek.

źródła: https://en.wikipedia.org/wiki/Banggai_cardinalfish

Jak działa odpieniacz białek?

 

Odpieniacz białek

Zacznijmy od tego, że żeby zrozumieć jak działa odpieniacz, trzeba sobie uświadomić, że odpienianie to zjawisko całkowicie naturalne. Widzieliście kiedyś sztywną piane pływającą w morzu przy brzegu? Ale nie chodzi mi o taka pianą z fal, tylko o taką podobna do tej w wannie w łazience.

Najczęściej można ją spotkać podczas silnych fal w miejscach gdzie woda jest częściowo odgrodzona, np przy molo, przy falochronach. Ta piana powstaje tak jak ta w odpieniaczu – zresztą jak większość innych pian – na skutek mieszania gazu (powietrze) z cieczą (woda). Z tym, że w czystej wodzie piana natychmiast sie rozpuszcza, ale jeśli są w niej pewne zanieczyszczenia to pozostaje przez jakiś czas.

W akwarium morskim, za produkcję piany odpowiada odpieniacz, który za pomocą odpowiedniej pompy (najczęściej) miesza wodę z powietrzem… Jeśli w wodzie akwariowej są białka, to odpieniacz zacznie mozolnie produkować pianę. Coraz więcej i wyżej, aż ta zacznie przelewać się do specjalnego pojemnika zwanego kubkiem.

W ten sposób odpieniacz usuwa białka z wody. Jednak razem z pianą, są usuwane inne zanieczyszczenia które przylepią się do mikro bąbelków tak jak brud przylepia się do piany mydlanej.

To jak działa odpieniacz, zależy od kilku czynników.

Po pierwsze odpieniacz musi mieć wydajną pompę, która miesza powietrze z wodą pod dużym ciśnieniem. Robi to na kilka sposobów, ale efekt jest ten sam: do komory reakcyjnej odpieniacza wstrzykiwane są miliony maciupkich babelków, które powoli lepia sie w pianę.

Po drugie, do produkcji piany potrzebne jest odpowiednie napięcie powierzchniowe i dlatego te popularne urządzenia działają tylko w akwarium morskim.

Jeśli chcecie zobaczyć mój eksperyment z odpieniaczem, zapraszam na film. Jeśli się podoba, dajcie raz łapkę w górę. Jak się nie podoba to dwa razy łapkę w dół :) Film powstał przy współpracy z firma Tropical.pl

Gąbki w akwarium

Gąbki w akwarium

Gąbki (Porifera) to cisi mieszkańcy każdego akwarium morskiego, chociaż rzadko trafiają do niego celowo, znacznie ustępując w tym względzie innym bezkręgowcom morskim. W większości przypadków w domowych akwariach rosną na dziko, w zacienionych miejscach pod skałami, z dala od wzroku akwarysty. I mimo, że dzikie gąbki nie wyglądają zbyt atrakcyjnie, doskonale filtrują wodę i odżywiają korale.

 W naturze poznano już prawie 10000 gatunków tych osiadłych zwierząt, choć niektórzy badacze szacują, że może być ich nawet 15000. Niektóre gąbki dorastają do dwóch metrów, podczas gdy inne są nie większe niż kilka milimetrów. Mimo, że przez wiele lat uznawane były za zwierzęta typowo osiadłe, ostatnie badania wykazały, że niektóre gatunki potrafią się przemieszczać nawet do 2 cm na tydzień.

Niektóre gąbki potrafią dorastać sporych rozmiarów i mieć wyraziste kolory

Gąbki to bardzo proste zwierzęta.  Ich ciało w najprostrzej formie przypomina wydłużony, sztywny worek, którego kształt jest utrzymywany za pomocą galaretowatej substancji zwanej mezohylem wypełnionej włóknami kolagenowymi. Dodatkowe wzmocnienia dają rozgałęzione  krzemowe spicule.

Ciało gąbek jest bardzo porowate (jak gąbka w łazience J), choć najczęściej w sposób bardziej uporządkowany. Regularnie występujące porocyty, tworzą liczne kanaliki w ciele tworzące gęstą sieć kanalików zwanych ostiami.  Ostia prowadzą do centralnego kanału zwanego spongocelem

Schemat budowy gąbki Sycon sp (źródło: Wiki)

Gąbki nie posiadają układu nerwowego ani wewnętrznych narządów, ale ich komórki wykazują silne specjalizacje w zależności od pełnionych funkcji.

Najliczniejsze i najbardziej rozpowszechnione to choanocyty – zwane również komórkami kołnierzykowatymi. Ich budowa przypomina wiciowce kołnierzykowate, a badania DNA obu komórek potwierdzają wysoki stopień ich spokrewnienia.

Komórki kołnierzykowate wyścielają wewnętrzna warstę gąbki i podobnie do wiciowców posiadają długą i ruchoma flagellę (wić). Dzięki skoordynowanym ruchom milionów flagelli, gąbki wymuszają przepływ wody w ostiach – zawsze w kierunku spongocelu. W ten sposób gąbka wchłania napowietrzoną wodę z pokarmem całą powierzchnią ciała (przez porocyty) kierując ją w stronę spongocelu jednocześnie absorbując rozpuszczony tlen oraz pokarm. Ze spongocelu woda jest wypychana poza gąbkę przez owalny otwór zwany osculum. Wiele gąbek może kontrolować przepływ przymykając osculum np. gdy woda niesie zbyt dużo mułu. 

Zdjęcie mikroskopowe osculum gąbki Sycon ciliata – widoczne kolce krzemionkowe – powiększenie 100x

Pozostałe typy komórek gąbek odpowiadają za produkcję gamet, kolagenu, krzemowych szkielecików, czy pełnia funkcję oczyszczania ostii.

Większość gąbek jest obupłciowa i rozmnaża się płciowo dzięki produkcji spermy i komórek jajowych. Plemniki uwolnione do wody przez osculum trafiają do sąsiednich gąbek tego samego gatunku i są transportowane do komórek jajowych. Większość gatunków gąbek zatrzymuje zapłodnione komórki jajowe dopóki nie przekształcą się w pływające larwy. Dopiero te są uwalniane do wody, aby po paru dniach osiąść na odpowiedniej powierzchni i przekształcić się w miniaturową gąbkę.

Niektóre gąbki potrafią również rozmnażać się bezpłciowo na trzy różne sposoby: pączkownie, fragmentację oraz produkcję gemmuli – kulistych form zarodnikowych.

Niektóre gatunki gąbek rozmnażają się bezpłciowo – za pomocą gemmuli (źródło: Wiki)

Ze względu na to, że najmniejsze ostia mają mikroskopijną średnicę, gąbki odżywiają się dzięki komórkom kołnierzykowym, które filtrują z wody głównie komórki fito i bakterioplanktonu poniżej 0,5μm. Większe cząstki pokarmu do 50μm są konsumowane przez pinakocyty na drodze fagocytozy.

Zdjęcie osculum gąbki z rodzaju Clathrina sp. Widoczny szkielet z kolców krzemionkowych. Powiększenie 40x

Istnieje teoria, która mówi, że jedna z przyczyn obumierania gąbek w akwarium jest zbyt duża ilość zawiesiny w wodzie, która ze względu na rozmiar drobin, zwyczajnie zapycha ostia. Dlatego gąbki najlepiej rozwijają się w akwariach z odpowiednią filtracja mechaniczną w postaci skarpet filtracyjnych.

Wiele gatunków gąbek, potrafi wchodzić w symbiozę z organizmami fotosyntetyzującymi (sinice oraz dinoflagellata), które u niektórych gatunków dostarczają nawet do 80% energii. Badania metabolizmu gąbek sugerują, że krzemowe kolce wchodzące do mezohylu przewodzą światło podobnie jak światłowody, dostarczając je w głąb komórek gąbek.

Flagelle komórek kołnierzykowych są w ciągłym ruchu, dlatego trudno je uchwycić na zdjęciu. Poniżej jednak udało mi się uchwycić ich ruch widoczny w postaci drżenia fragmentów osculum.

 

W akwarystyce morskiej, gąbki są bardzo interesującymi zwierzętami. Nie tylko filtrują wodę z organicznej mikrozawiesiny, ale jak wykazują badania, dzięki częstej produkcji gamet doskonale odżywiają koralowce. Ze względu na spore zapotrzebowanie na krzem, stanowią naturalną konkurencję dla okrzemek, hamując ich rozwój.

W akwarium morskim, najlepszą przeżywalność mają gąbki dzikie, które dostały się tam niejako „ na gapę” najczęściej jako larwy albo zarodniki. Takie gąbki potrafią sobie doskonale radzić w akwarium porastając od dołu skałę czy dno w zaciemnionym miejscu. Ciekawe jest również to, że gąbki doskonale się rozwijają w sumpach porastając ich szyby i dno.

Gąbki najbardziej atrakcyjne wizualnie, zwykle nie radzą sobie zbyt dobrze w akwarium głównym. Dzieje się tak z kilku przyczyn:

– Brak odpowiedniego pokarmu. Głównym składnikiem pokarmowym u gąbek jest mikroplankton, który jest na tyle mały, że bez problemu przepływa, przez ostia i jest wchłaniany przez komórki kołnierzykowate. Niestety przy powszechnym dążeniu do silnej filtracji za pomocą przewymiarowanych odpieniaczy, fito i bakteriplankton jest szybko usuwany z wody. Z drugiej strony, nadmierna ilość detrytusu zawieszonego w wodzie powoduje zapychanie ostii i postępujące obumieranie tkanek gąbek.

Dodatkowym utrudnieniem jest też fakt, że w przeciwieństwie do naturalnych siedlisk gąbek morskich, gdzie występuje obfitość fitoplanktonu, akwaryści często nie doceniają tego źródła pokarmu i po prostu go nie stosują.

Ciekawostką jest natomiast to, że akwaryści stosujący metody pro-biotyczne kontroli nutrientów, często zauważają silny rozwój gąbek. Dzieje się tak, ponieważ metody probiotyczne wspierają rozwój bakterii, które stanowią sporą część diety gąbek.

– Nieodpowiednia cyrkulacja. Gąbki jak wszystkie organizmy filtrujące wodę wymagają odpowiedniej cyrkulacji, która musi być odpowiednia dla flagelli choanocytów. Zbyt wolny prąd nie będzie odżywiał i natleniał gąbki, a zbyt silny spowoduje, że choanocyty nie będą w stanie wychwycić z pokarmu z wody. Kolejna sprawa to taka, że zbyt silny przepływ wody, będzie zapychał ostia niesionym detrytusem.

Zdjęcie mikroskopowe przez osculum do wewnątrz spongocelu. Widoczna błoniasta struktura zbudowana z miocytów służąca do zamykania osculum

W naturze, gąbki rosną tak, aby woda przepływająca nad osculum powodowała delikatne zaciąganie wody ze spongocelu (jamy centralnej). Wystarczy jednak lekko przekrzywić gąbkę, aby ten mechanizm przestał działać. Umiejscowienie dekoracyjnej gąbki w akwarium tak, aby odwzorować jej pozycję na rafie jest w zasadzie loterią i widzę tutaj główny powód tego, że takie gąbki nie mają dużej przeżywalności w akwarium.

– Kontakt z powietrzem. Wiele gatunków gąbek zamieszkuje tereny pływowe i jest ewolucyjnie przystosowana do krótkotrwałego przebywania poza wodą. Jednak dla większości gatunków już krótkotrwały kontakt z powietrzem naraża je na ryzyko obumierania. Dzieje się tak dlatego, że po wyjęciu z akwarium, wypływająca z gąbki woda jest zastępowana powietrzem, które niestety zostaje w gąbce po jej powtórnym zanurzeniu. Pęcherzyki powietrza w gąbce blokują jej kanaliki uniemożliwiając oddychanie i odżywianie.  

– Zła jakość wody. Gąbki absolutnie nie lubią brudnej wody. Natomiast o ile są względnie odporne na lekko podwyższone poziomy fosforanów i azotanów, o tyle substancje te niosą za sobą ryzyko zapchania gąbki glonami. Gąbki, które rosną na płytkich i nasłonecznionych wodach często produkują zabijające zabijające glony. Gatunki głębsze niestety nie mają takiej metody obronnej i jeśli trafią do akwarium z wysokimi nutrientami i silnym oświetleniem, często obumierają przez zapchane glonami ostia.

Najpopularniejsze „dzikie” gąbki w akwarium to gąbki z rodzaju:

Sycon sp foto Christophe Quintin (CC) 

 

Clathrina sp foto Christophe Quintin (CC)

 

Tethya sp źródło Advanced Aquarist

 

Chondrilla sp. źródło gulfspecimen.org

 

Haliclona sp foto Christophe Quintin (CC)

 

Foto tytułowe Christophe Quintin (CC) 

https://www.guwsmedical.info/reproductive-biology/spicules.html

http://citeseerx.ist.psu.edu/viewdoc/download?doi=10.1.1.322.8595&rep=rep1&type=pdf

https://www.advancedaquarist.com/2011/6/inverts2

https://animaldiversity.org/accounts/Sycon_ciliatum/

https://www.ck12.org/book/CK-12-Biology-Advanced-Concepts/section/15.6/

https://en.wikipedia.org/wiki/Sponge

https://books.google.co.uk

https://creativecommons.org/licenses/by-nc-sa/2.0/legalcode

http://www.gulfspecimen.org/wp-content/uploads/2012/12/chicken-liver-sponge.jpg

 

Spokojnie – to tylko cyjano

Cyjanobakterie mogą zadusić wszystko pod spodem

 

Spokojnie – to tylko cyjano

Wstęp do wstępu

W ciągu ostatniego tygodnia dostałem kilkanaście zapytań o to, jak poradziłem sobie z zakwitem cyjano w moim nowym akwarium. Poniżej napiszę jakie kroki poczyniłem i jakie były ich efekty. Chciałem jednak zauważyć, że nie jest to żadna nowa metoda ani coś rewolucyjnego. Wszystko, co zrobiłem, aby skutecznie pozbyć się cyjano, jest już opisane i jest podstawową wiedzą akwarystyczną. Ja tylko przeanalizowałem kilka popularnych rad dopasowując je do mojego zbiornika w kolejności, która zapewne była losowa, ale która bez wątpienia wpłynęła na efekty. Zaznaczam jednak, że nie wiem (a właściwie to nawet wątpię) czy ta metoda zadziała w każdym akwarium.

Wstęp

Zgodnie z obietnicą robię uaktualnienie swojego dziennika z nastawieniem na opis mojej, jak dotąd zwycięskiej walki z cyjano. Minęło dokładnie dwa miesiące od czasu zalania akwarium i śmiało mogę powiedzieć, że zgodnie ze starą szkołą akwarystyczną dałem zbiornikowi dojrzeć. Więcej szczegółów z zakładania tego zbiornika znajdziecie w tym wątku. Dla leniwych, w skrócie napiszę co i jak.

Stare akwarium – prawie 1000L w obiegu musiałem kompletnie zlikwidować i minęło jakieś 18 miesięcy zanim postawiłem nowe. Nowe w tym wypadku oznacza gotowy system Red Sea Reefer 425XL. Producent chyba liczył pojemność systemu po zewnętrznych wymiarach, bo do akwarium nijak nie wejdzie 425litrów, ale to już szczegół. Przynajmniej zewnętrzne wymiary są zgodne ze specyfikacją i akwarium idealnie pasuje mi tam gdzie miało być.

Tym razem akwarium będzie (już jest J) domem głównie dla miękkasów i LPSów oraz sporej ilości makroglonów na DSB – wszystko w jednym zbiorniku. Na luzie, bez nastawienia na kolory i aptekarskiego dozowanie kropelek. Ma być naturalnie, bez spinek i ma się bujać J.

Akwarium prowadzę na produktach Marine Power firmy Tropical Sól Marine Power Reef Base, którą używam zaprojektowana była właśnie dla młodych systemów, żeby ułatwić i złagodzić proces dojrzewania.

Akwarium wystartowałem na suchym piasku i żywej skale, która od kilku lat leżała… w ogrodzie na skalniaku. Poprzedni właściciel skały zapewniał mnie, że żadnych nawozów ani pestycydów nie stosował. Skała rzeczywiście była żywa, bo miała pełno stonóg  i wszelkiego innego robactwa, ale zanim trafiła do akwarium przeszła intensywny proces mycia i dojrzewania w kontenerze. Dopiero, gdy nie oddawała żadnych azotanów i fosforanów włożyłem ja do akwarium.

Przez pierwsze dwa tygodnie w akwarium nic się nie działo. W każdym razie nic, co mogłem zobaczyć wpatrując się w moje nowe szkło. Azotany po 2 tygodniach były około 5mg/L. Fosforany sięgnęły 0.35mg/L. Przez ten czas świeciłem na maxa nie więcej niż dwie godziny dziennie.

Żeby wspomóc dojrzewanie, w zaprzyjaźnionym sklepie poprosiłem o pół litra mułu z najbardziej zapyziałego sumpa. I rzeczywiście, po paru dniach białe do tej pory skała i pasek wyraźnie pociemniały, aby po kolejnych kilku pokryć się zielonym i gdzieniegdzie brązowym „pyłem”.

No to mamy okrzemki – pomyślałem i jednocześnie wydłużyłem świecenie z jednej do 3 godzin na dobę – ciągle na maxa. Plaga nie plaga, ale głodzić jej nie będę J

Po tygodniu okrzemki wyraźnie zrezygnowały. Piasek i skała jeszcze bardziej pozieleniały, choć nie były niczym porośnięte. W tych zielonych miejscach na piasku, jego wierzchnie ziarenka były wyraźnie sklejone, ale łatwo się kruszyły, gdy mieszałem piasek długą łopatką.

W tym czasie do akwarium trafiły pierwsze makroglony. Były to maciupkie szczepki popularnych odmian morskich. Niestety nie wszystkie mi się przyjęły, ale winię za to zimną noc, bo glony przyjechały do mnie kurierem.

Z punktu widzenia samego dojrzewania nic się nie zmieniło. Po trzech tygodniach zero plag i tylko zielony nalot na skale. Szyby czyściłem co drugi dzień, ale chyba bardziej z nudów niż z konieczności. W kolejny weekend pojechałem nad Morze Północne i przywiozłem krzak jakiejś odmiany morszczynu. W sumie nie miałem żadnego doświadczenia akwarystycznego z tym glonem. Pomyślałem jednak, że najwyżej wyrzucę, ale przynajmniej zaszczepię jakieś bakterie.

Kożuch cyjano

Cyjanobakterie, jeśli są w sporych ilościach mogą zatruć zwierzęta w akwarium

W sumie się udało w 100%, bo zaszczepiłem cyjanobakterie. Dosłownie już w ciągu kolejnych dwóch-trzech dni zielonkawa do tej pory skała i piasek, zaczęły dostawać ciemne placki, które po krótkim czasie zamieniały się w bordowy kożuch znany wszystkim morszczakom. Nie mam pewności czy to cyjano przyszło razem z morszczynem. Możliwe, że to zbieg okoliczności – w końcu moje akwarium dojrzewało i wcześniej czy później etap cyjano by nastąpił.

Myślę sobie „nie pierwsze cyjano w moim życiu i pewnie nie ostatnie. Samo przyszło to i samo pójdzie. Cyjanobakterie ogólnie, albo się nie przejęły, albo chciały udowodnić, że jednak sobie nie pójdą. Mnożyły się jak głupie. Pod koniec pierwszego miesiąca mamy remis. Ja się nie przejmuję a cyjano rośnie na potęgę. Skała, piasek i większość makroglonów pokryte jest bordowym kożuchem cyjanobakterii.

Na początku żona dyplomatycznie omijała temat akwarium, a ja z miną twardziela jakby nigdy nic mówiłem: „spokojnie – to tylko cyjano – przynajmniej pasuje kolorem do tapicerki mebli. Jednak, gdy na cyjano pojawiły się brązowe gluty dinoflagellata, postanowiłem, przy okazji podmiany odciągnąć co większy kożuchy, bo biedne glony pod spodem nie dostawały światła.

Pozbyłem się większości glutów ze skały. Na piasku trochę zostało, bo nie chciałem odciągać zbyt dużo samego piasku, ale ostatecznie akwarium trochę przejaśniało.

Akwarium po kuracji na cyjano

Podczas podmiany, odciągnąłem troche glutów cyjano. Najtrudniej było usynąć je z piasku.

Następnego dnia po pracy, zbiornik wyglądał tak jakbym poprzedniego dnia w ogóle nie robił podmiany. Przykręciłem sporo światła na lampie zostawiając praktycznie sam niebieski kanał. Ten manewr w dużym stopniu ograniczył tempo przyrostu.

Co do parametrów wody, to azotany w zasadzie spadły do niewykrywalnych testem Saliferta, natomiast fosforany spadły do 0.2 mg/L, ponieważ w międzyczasie dodałem do filtra przepływowego PhosGuardu. Przez kolejne dwa tygodnie nie czyniłem żadnych konkretnych zmian. Dolewałem regularnie bakterii, podbijałem azotany do 0.5mg/L i świeciłem na niebiesko na „pół gwizdka”.

Wysyp cyjano to normalny etap dojrzewania akwarium morskiego. Jest efektem dysproporcji pomiędzy azotanami, fosforanami i organiką w akwarium. Wiem, że istnieją skuteczne preparaty do pozbycia się cyjano. Niestety używanie ich podczas dojrzewania akwarium jest błędem, bo uniemożliwia wytworzenie się równowagi biologiczno chemicznej. Dojrzewanie akwarium można porównać do nabierania odporności u małego dziecka. Im bardziej jest „chronione” przez rodziców antybiotykami tym de facto staje się mniej odporne na choroby.

Tu polecam zapoznanie się z tekstem pt – „Cyjano – plaga prawie doskonała”, w którym przedstawiam więcej informacji na temat tej plagi. Znajomość paru cech cyjanobakterii pomoże zrozumieć mechanizm walki z nimi, który u mnie zadziałał.

Cyjano – cisza przed burzą

Pewnego dnia, około szóstego tygodnia postanowiłem podjąć aktywna walkę z cyjano. Poniżej w punktach opiszę – względnie chronologicznie – czynności, które według mnie miały wpływ na pozbycie się cyjano (szósty tydzień od zalania) i stanowią niejako tło całej historii.

1 – pozwoliłem na to, żeby przez kilka tygodni (około 3) cyjano panoszyło się po akwarium.

2- kilka razy (może ze trzy) je odciągałem – głównie ze skały i makroglonów.

3- Przez niecałe dwa tygodnie (może 10 dni) świeciłem niebieskim kanałem LED na jakieś 40-50%.

4 – od dobrego miesiąca podawałem bakterie Microbelift Special Blend (te cuchnące)

5 – azotany musiałem podbijać do poziomu 0.5 – 1mg/L ze względu na to, że glony mi bielały. Bez dozowania w ciągu kilku godziny były zerowe.

6 – poziom fosforanów oscylował w okolicy 0.2mg/L

7 – w sumpie miałem od kilku tygodni sporą ilość węgla aktywnego

8 – w akwarium nie ma żadnych ryb.

9 – w akwarium jest sporo makroglonów i kilka korali miękkich.

10 – cyrkulację ustawiłem na maxa

Cyjano – strategia walki

Moja walka z cyjano oparła się o trzy założenia.

– bez fosforanów cyjano padnie

– zwiększenie konkurencji biologicznej ograniczy ekspansje cyjano

– cyjanobakterie odżywiają się samożywnie (fotosynteza) i odcięcie ich od światła, hamuje ich rozwój (i wręcz je zabija). Bakterie SpecialBlend nie potrzebują swiatła w związku z tym w ciemnościach będą miały przewagę nad cyjano – (i tu nie miałem racji, bo okazało się, że jednak kilka szczepów bakterii SpecialBlend korzysta z fotosyntezy – stąd fioletowy osad na butelce)

Po pierwsze na suchym piasku i martwej skale, jest bardzo mało materii organicznej, która „duszona” przez cyjano odżywia je fosforanami. A że fosfor jest pierwiastkiem niezbędnym do życia, postanowiłem wyzerować fosforany. W tym celu do jednego filtra wsypałem na oko z 300gr Phosguardu, a do drugiego podobna ilość RowaPhos. 600gr na jakieś 400L wody to bardzo dużo. W zasadzie w ciągu godziny fosforany spadły do zera. Myślę, że niemalże natychmiastowy deficyt fosforanów osłabił cyjanobakterie.

Po drugie na suchym piasku brak jest organizmów, które konkurują z cyjano o pokarm. Dzięki temu cyjanobakterie panoszą się bez problemów. Co z tego, że od kilku tygodni dolewam bakterie do akwarium, jeśli kożuch cyjano uniemożliwia bakteriom osiedlenie się na piasku. Postanowiłem wzruszyć dno tak, aby cyjano zostało zasypane piaskiem a następnie wstrzyknąć bakterie w piasek. Tym sposobem cyjano w dużym stopniu zostałoby odcięte od światła jednocześnie będąc narażone na bakterie, które nie korzystają z fotosyntezy.  Kilka centymetrów pod powierzchnią piasku cyjano miałoby niekorzystne warunki, więc bakterie SpecialBlend zyskałyby przewagę.

Wstrzyknąłem około litra płynu (250ml bakterii plus 750ml wody) w piasek w akwarium.

Tego wieczoru czytając o bakteriach SpecialBlend szybko zorientowałem się, że popełniłem błąd w założeniach. Jednak purpurowy kolor w butelce z bakteriami powinien mi zasugerować, że przynajmniej część szczepów bakterii z preparatu Microbe Lift jest samożywna. Gdy się zorientowałem, następnego dnia kupiłem MicroBacter firmy Brightwell i powtórzyłem proces.

W zasadzie efekt był piorunujący – jakbym użył „Chemi Clean” – następnego dnia resztki farfocli cyjanobakterii przyczepione gdzieniegdzie do substratu były koloru kawy z mlekiem. A następnego dnia nie było po nich śladu. Co ciekawe, cyjano poblakło i w duzym stopniu znikło również ze skał. Nie bardzo sie spodziwalem takiego efektu i przyznaję, że nie mam zdjęć “przed i po” tych samych miejsc.

24 godziny po zapodaniu bakterii. W prostokątach zaznaczyłem obszary pokazujące odwrót cyjano.

Zaraz potem dopaliłem światło na maxa, aby makroglony wyciągnęły z wody ewentualne pozostałości po cyjano w postaci azotanów. Jednocześnie ustawiłem odpieniacz na mokro, aby pozbyć się organiki z wody.

To było dwa tygodnie temu. Od tego czasu lampa chodzi na pełnym spektrum, a po cyjano nie ma śladu.

Podsumowanie

Najprościej byłoby powiedzieć, że nie ważne, co zadziałało ważne, że cyjano zginęło. Na pewno jednak cały ten proces był skuteczny ze względu na niemalże natychmiastowy efekt i dlatego nie sądzę, że to zbieg okoliczności. Myślę, że dwa główne czynniki, które zlikwidowały cyjano to gwałtowne zbicie fosforanów oraz dodanie dużej ilości bakterii i pomimo pomyłki w założeniach, to myślę, że nie bez znaczenia było właśnie użycie cuchnących bakterii od Microbe Lift. Może właśnie ten siarkowodór przyczynił się do zabicia cyjano? Kto wie? I przyznam, że mimo, że wygląda to tak jakbym to zaplanował, to nie spodziewałem się takiego efektu. Wszystko to było trochę robione na zasadzie: „a co by było gdyby…?”

Na jedno pytanie nie umiem odpowiedzieć. Mianowicie, nie wiem czemu cyjanobakterie zniknęły również ze skał i ścian akwarium. Czy to ta ilość pożytecznych bakterii? Czy może ten siarkowodór z produktu Microbe Lift? Nie mam pojęcia i w sumie nie bardzo chcę mieć okazje na ponowne przeprowadzenie mojego eksperymentu. Liczę na to, że cyjano zniknęło na dobre.

Tak jak napisałem na początku, nie jest to żadna rewolucja, choć przyznaję, że efekt mnie zaskoczył. Myślałem, że będzie dużo trudniej. 

Metoda zapewne nie zadziała za każdym razem, bo i geneza zakwitu cyjano będzie inna w każdym akwarium. To jednak tylko potwierdza, jak ważna jest stabilność biologiczna w akwarium.

Mam nadzieje, że przyda się Wam opis mojej zwycięskiej, choć trochę przypadkowej walki z cyjano. Korzystajcie, modyfikujcie i dzielcie się spostrzeżeniami.

Pozdrawiam,

Bartek Stańczyk

Moje nowe akwarium morskie na Reefhub.pl

Moje nowe akwarium morskie na Reefhub.pl

Sporo czasu upłynęło od ostatniego wpisu. Niestety, a może właśnie i „stety”, nastąpiło u mnie sporo zmian, które niejako wymusiły odstawienie Reefhub-a i paru innych projektów na dalszy plan. Nie zapomniałem jednak o portalu, choć moje akwarium morskie przestało istnieć.

Przeprowadzka…

Zmiany w moim prywatnym życiu były podyktowane rozbudową domu i przeprowadzką i w zasadzie przejęły całkowitą kontrolę nad moim życiem przez drugą połowę 2017 i prawie cały 2018 rok. Zdecydowaliśmy z żoną, że dużo lepiej będzie nam z dala od wielkomiastowego zgiełku i wyprowadziliśmy się… nad morze. I choć nie jest to moje wymarzone morze, ale tak, woda ma zasolenie 33ppt, po plaży zaiwaniają kraby, a raz nawet znalazłem na piasku martwego kilkudziesięciocentymetrowego rekina (!!!).

Kilka miesięcy przed przeprowadzką zlikwidowałem akwarium i było z tym sporo zachodu. Długo biłem się z myślami jak to zrobić bezboleśnie. Przeniesienie całego akwarium do nowego domu nie wchodziło w grę, ponieważ transport prawie 1000L wody morskiej ze skałą i życiem był w zasadzie niemożliwy bez sporych strat i był ponad moje możliwości logistyczne. Na to wszystko, bez sensu było przenosić akwarium do domu, w którym za kilka miesięcy miał się zacząć totalny remont.

Całe życie z akwarium plus większość sprzętu sprzedałem na grupie na FB. Niestety, mimo zapewnień kupującego, że zakłada własne akwarium, za parę dni widziałem swoje korale pofragowane i wystawione na sprzedaż. Nie miałem jakichś ultra rzadkich korali, ale wiele SPSów i LPSów rozrosło się do wielkich, zdrowych i ładnie wybarwionych kolonii, więc serce się krajało jak widziałem, co z nimi zrobił.

To samo było z rybami. Najtrudniej było z żółtkiem, który był u mnie w akwarium 7 lat i był jedyną rybą, która przeżyła katastrofę z 2014, kiedy straciłem wszystkie ryby przez ospę. Niestety wszyscy moi najbliżsi znajomi akwaryści też likwidowali swoje akwaria, więc nie było szansy, aby przechować żółtka.

Stare akwarium

Moje stare akwarium. Już pozbawione paru pieknych kolonii korali. Na pierwszym planie żółtek pilnuje porządku. Zdjęcie z września 2017.

Samo akwarium się nie sprzedało. W sumie nic dziwnego. Ktoś, kogo stać na utrzymanie dużego akwarium będzie również stać na kupno nowego. Problemem były: transport, zniesienie prawie 200kg akwarium z drugiego piętra oraz fakt, że nie miałem wolnostojącego stelaża (mój był wbudowany w podłogę).

Na miesiąc przed przeprowadzką oddawałem szkło za darmo – nikt nie chciał. Na na tydzień przed przeprowadzką rozcinałem silikon struną od gitary i jedna po drugiej znosiłem szyby do śmieci.

Pokój bez akwarium wyglądał kulawo. Swoja drogą to niesamowite, ile kurzu nagromadziło się przez te lata za akwarium.

No cóż, samo życie…

Rozbudowa domu…

Trwała praktycznie przez cały 2018. Jak nie walka z architektem i Nadzorem Budowlanym (łatwa) to walka z ekipą budowlaną (trudna). Banda partaczy miała gdzieś czy ściany maja pion i trzymają kąty. Musiałem za nimi latać z poziomicą i pilnować poprawek. Krew mnie zalewała, bo przez to rozbudowa trwała sporo dłużej, a ja i tak nie wyłapałem wszystkich partactw. Panowie do tego nie dbali o to, że my w tym domu staraliśmy się mieszkać i dla nich zostawienie koparki w kuchni na weekend nie stanowiło problemu.

Mimo zaklejania drzwi folią w całym domu, co chwila miałem wrażenie, że w zębach skrzypi mi tynk, a we włosach mam pełno piasku. Tu jednak nie miałem do nikogo pretensji… W końcu mogłem mieszkać przez pół roku w hotelu. Kto by jednak wtedy pilnował tych partaczy…

No cóż, samo życie…

Akwarium morskie – planowanie…

To mieszkanie pomiędzy betoniarką a koparką miało jednak swoją dobrą stronę, ponieważ na bieżąco, wraz z rozbudową domu mogłem obmyślać moje nowe akwarium.

Tak w ogóle, to moim marzeniem było mieć osobny pokój na sumpownię. Widziałem taką jak byłem u kumpla w Tarnowskich Górach (pozdrawiam Cię Maciuś, jak to czytasz), niestety mina żony jak tylko powiedziałem jej o swoim marzeniu nie dawała mi nadziei na realizację tego pomysłu. Jednak po kilku dniach negocjacji dostałem pozwolenie na zagospodarowanie jednej ściany pokoju gospodarczego na sumpownie.

To rozwiązanie niosło za sobą konieczność połączenia sumpowni i akwarium rurami o długości 7 metrów. W tym celu dwie rury 40mm i 32mm zostały zalane betonem w podłodze. W tym miejscu miała być podgrzewana podłoga, więc wymyśliłem sobie, że będzie to częścią ogrzewania wody akwariowej w zimie. W końcu 14 metrów rury w betonowej wylewce o temperaturze trzydziestu stopni powinno podgrzać parę setek litrów wody, a na pewno oszczędzić pracy grzałce. Nie wiem tylko, co w przypadku, gdy to będzie za dużo grzania. Chyba byłbym jedynym akwarystą stosującym chłodziarkę zimą…

Inna sprawa związana z rurami to taka, że na obu końcach rury wychodzą z podłogi, w związku z tym, w przypadku przerwy w zasilaniu jakieś 15litrów wody będzie stało w rurach, oraz nie będę miał możliwości całkowitego spuszczenia wody.

W pierwszej wersji sump miał być prosty, 3 komorowy w postaci kontenera PCV około 120L. Ostatecznie wyszło trochę inaczej, ale o tym za chwilę.

Jak robiłem podłogę w sumpowni, to na środku pokoju zrobiłem kratkę ściekową z podłączeniem do kanalizacji. Dzięki temu podmiana wody w akwarium jest super prosta. Po prostu spuszczam wodę bezpośrednio do ścieku. Aby jeszcze bardziej ułatwić sobie pracę przy sumpie, postawiłem go na płycie z kółkami. Kiedy potrzeba odłączam spływ i powrót od sumpa i wyjeżdżam nim na środek pomieszczenia mając swobodny dostęp do filtrów, odpieniacza i wszystkich komór.

Sama podmiana też będzie bardzo ułatwiona, ponieważ planuje zrobić ciągłą podmianę wody, a sam kontener na solankę też będzie na wózku. Słyszałem plotki, że niedługo na polskim rynku pojawi się specjalna pompa do stałej podmiany wody. 

Dużo myślałem nad samym akwarium. Kupić nowe? Używane? Samemu zrobić? Duże? Małe? Te pytania w zasadzie były bez odpowiedzi przez dłuższy czas. Z pomocą przyszła żona, która kategorycznie zabroniła samoróbek. Po jednostronnej konsultacji wybór padł na gotowce z Red Sea. Żona uznała, że wyglądają najładniej. Pytanie było tylko o rozmiar. Rozważałem pomiędzy modelami 425 i 525. Ostatecznie zdecydowałem się na ten mniejszy. Również dlatego, że w tym domu mam licznik na wodę.

Cały sprzęt filtrujący mam z Twistman.eu. Jest to odpieniacz Integra 150 oraz wewnętrzny filtr przepływowy FP-3. Poza tym do filtra RO dołączyłem osobny filtr DI-500-150 – też z tej firmy. Swoją drogą genialna sprawa, aby zamiast typowych małych kartridżów z żywicą zastosować jeden duży pojemnik na żywicę o pojemności 7L (lub mniejszy jak kto woli).

Jako, że najpierw planowałem większy sump, to planowałem również większy odpieniacz. Jednak razem z akwarium w komplecie był sump Red Sea, który ostatecznie zdecydowałem się użyć, musiałem ograniczyć rozmiar odpieniacza. Stąd zamiast Integra 200 kupiłem Integra 150.

Sump w nowym systemie

Sump z nowego akwarium na początku wydawał się skomplikowany, ale ostatecznie pare zastosowanych rozwiązań okazało się całkiem przydatnych.

 

Sump wbrew moim preferencjom jest dość skomplikowany. Jego kompaktowość wynika z tego, że wedle planów Red Sea, sump powinien być w szafce pod akwarium. Przyznam jednak, że zmieniłem zdanie i wiele z jego rozwiązań technicznych wcale nie jest takich głupich.

Nad akwarium wisi lampa Maxpect Recurve R6 -120. To chyba ciągle najnowszy model od tego producenta.  Głównym powodem, dla którego zdecydowałem się na tę lampę jest to, że jako jedna z niewielu lamp LED świeci nad całą powierzchnia mojego akwarium. Wcześniej świeciłem lampą Ati Sunpower 8x 80w, ale na świetlówki wydawałem majątek. Teraz, zwłaszcza, że nie jestem nastawiony na SPSy, lampa Recurve pasuje mi idealnie ze względu na bardzo szeroki zakres barwowy światła, oraz na to, że mam do niej zdalny dostęp z komórki.

Maxspect R6-120 to swietna lampa LEDowa. Posiada bogaty zakres barwowy oraz zmienny kształt dzieki czemu łatwo dopasować oświetlenie do aranżacji skały w akwarium

Postanowiłem sobie, że moje nowe akwarium morskie z jednej strony będzie nowym wyzwaniem, a z drugiej nie będzie spędzało mi snu z powiek. Mając przez wiele lat SPSy wiem jak wymagające jest uzyskanie i utrzymanie ładnych kolorów korali, więc tym razem chciałem uniknąć codziennego kropelkowania preparatów i pytań w stylu: „czy jak dodam jeszcze jedna kropelkę jodu to piękna niebieska A. tenuis będzie jeszcze bardziej niebieska czy już bardziej brązowa”.

Część z Was wie, że regularnie wyjeżdżam na wyprawy nurkowe. Pomijając fakt nurkowania, które jest samo w sobie niesamowite, to daje ono akwaryście zupełnie nową perspektywę. Widziałem wiele raf koralowych na własne oczy i powiem Wam, że najbardziej podobają mi się mieszane rafy z przewagą korali miękkich i LPSów. Wiem, że nie są tak kolorowe jak SPSy, ale za to, to falowanie jest obłędne. Nie bez znaczenia jest też fakt, że korale miękkie są łatwiejsze w hodowli, a w moim wieku zrobiłem się już wygodny.

Ci z Was, którzy pamiętają moje poprzednie akwarium morskie wiedzą, że na jednym obiegu miałem główne akwarium morskie, sump i dwa refugia z DSB. Przyznam się Wam, że radość z obserwacji życia w refugium była nie mniejsza niż z obserwacji zbiornika SPSowego. A ileż mniej pracy…?

Dlatego założenia na nowe akwarium są takie, aby było łatwe w prowadzeniu i bez problemu wytrzymywało moją tygodniową nieobecność. Dlatego ma być połączeniem DSB, refugium (dla filtracji biologicznej oraz odżywiania akwarium) z miękką rafą koralową w jednym. Oczywiście znajdzie się też miejsce na LPSy (te bez długich polipów jak E. glabrescens). Pewnie też nie wytrzymam i jakiegoś SPSa wrzucę.

Co do ryb, to w pierwszej wersji miały być koniki i iglicznie. Był to też jeden z powodów takiego nastawienia na DSB i makroglony. W międzyczasie poznałem jednego z badaczy i autorów książek o konikach morskich – Toma Hornsby’ego. Niestety, posiadanie koników i wyjazdy nurkowe nie idą w parze ze względu na konieczność regularnego karmienia tych rybek. Tom nie twierdził, że jest to niemożliwe, ale sugerował konieczność zainwestowania w dobrego sąsiada.

Drugorzędnym wyznacznikiem kierunku rozwoju nowego akwarium był fakt, że teściowa, która wcześniej mieszkała z nami i opiekowała się akwarium podczas naszych wyjazdów, wróciła do Polski. To jest jeden z tych przykładów mieszanego uczucia… niby fajnie, że wyjechała, ale szkoda, że nie opiekuje się akwarium, gdy potrzeba. Nie no, żartuję – teściową mam świetną i jak mieszkała z nami to bardzo pomagała nam w prowadzeniu domu. W każdym razie nie mam już tego komfortu…

No cóż, samo życie…

Akwarium morskie – zakładanie…

Akwarium zalałem dokładnie pierwszego kwietnia i parę dni później posoliłem. Nawet nakręciłem o tym film, który będzie niebawem na YT, ale o tym za chwilę…

Wodę osoliłem solą Marine Power Reef Base, ponieważ idealnie pasuje do mojego projektu. Zresztą, o czym też za chwilę, cała chemia będzie od Tropicala.

W tej chwili mija 50 dni od zalania. W akwarium znalazło się 25kg suchego piasku koralowego i jakieś 25kg skały. Piasku mam jeszcze za mało, a z tą skałą to też osobna historia, ponieważ przez prawie dwa lata leżała u kumpla na skalniaku w ogródku. Zapewnił mnie, że żadnych nawozów ani pestycydów nie stosował, więc wziąłem. Skała przez prawie dwa miesiące była płukana, najpierw w wodzie RO a potem w solance. Na koniec czyszczenia oddawała minimalne ilości PO4, a NO3 wcale. I tylko dlatego ostatecznie zdecydowałem się włożyć ją do akwarium.

Po dwóch, trzech tygodniach, skusiłem się na kupno szczepek kilku gatunków makro glonów. To dziwne uczucie, gdy musiałem płacić za pojedyncze listki Caulerpa prolifera, których nadmiary w poprzednim akwarium wyrzucałem na kilogramy. No cóż, samo życie…

Mimo wykrywalnych NO3 i PO4 zielone makroglony (C. racemosa, C. taxifolia i C. prolifera)  nie przetrwały i po kilku dniach zaczęły się rozpuszczać. Sprzedawca mnie olał i zwalał winę na mnie, choć jestem prawie przekonany, że powodem tego była niska temperatura podczas transportu przez kuriera. Na szczęście pozostałe makroglony Codium, Gracillaria i Cryptonemia dały sobie radę i wyraźnie rosną.

Nowe akwarium morskie – Może jeszcze dojrzewa, może jeszcze bez ryb, ale już mi się podoba

 Korzystając z ładnej pogody i bliskości morza, w weekend wielkanocny pojechałem na plażę z psem (póki można, bo od czerwca zaczyna się „sezon” i na plażę psy nie maja wstępu). Oczywiście nie byłbym sobą gdybym nie przyglądał się temu, co pływa w wodzie i co morze wyrzuciło na piasek. Okazało się, że wiele morskich alg, nawet leżących na piasku jest w doskonałej kondycji, zabrałem więc spory kawałek jakiejś brunatnicy. Wygląda jak morszczyn (Fucus), ale nie ma pęcherzyków.

Dojrzewanie akwarium rafowego…

Trudno powiedzieć czy obecność owego morszczynu spowodowała zakwit cyjano, ale po tygodniu lekko zielonkawe do tej pory dno i skały, pokryte były gęstym kożuchem brunatnych cyjanobakterii. Na początku nic z tym nie robiłem. Dojrzewanie akwarium morskiego rządzi się swoimi prawami. Potem jednak zacząłem odciągać i filtrować wodę przez gazę. To oczywiście na wiele się nie zdało, bo dosłownie po dwóch dniach cyjano wracało. Cierpliwie czekałem przez kilka tygodni, aż w końcu zdecydowałem się zastosować pierwszy krok w walce z cyjano – czyli zwiększona cyrkulacja plus odpieniacz ustawiony „na mokro”. Do tego zmniejszyłem ilość światła o połowę oraz zdjąłem sporo ciepłych kolorów ze spektrum światła. Po tygodniu była widoczna poprawa – cyjano zostało zredukowane o co najmniej 50%.

Acha, byłbym zapomniał… Zanim do akwarium wprowadziłem morszczyn, trafiła mi się szczepka Cladielli. Mimo, że w poprzednim akwarium była napompowana na maksa, u mnie zaczęła grymasić i otwierać się na „pół gwizdka”. Kombinowałem ze światłem i cyrkulacją, ale nie miało to wpływu na kondycję korala. Pomyślałem sobie, żeby na wszelki wypadek dać trochę węgla aktywowanego. Uruchomiłem filtr od Twistmana i koral rzeczywiście odżył i nabrał rozmiarów. W międzyczasie dodałem całą saszetkę żywych wrotków i copepoda oraz dolewałem żywy fitoplankton.

W tym czasie zmierzyłem parametry.  Azotany były na poziomie 5mg/L, a fosforany 0.35 mg/L. KH, Ca i Mg w niskich granicach normy (ale też zasolenie mam około 33ppt). Rewelacji nie było, no ale to przecież tylko dojrzewanie.

I wtedy mniej więcej włożyłem do akwarium te brunatnice z morza. Nie miałem pojęcia czy się przyjmie czy nie, w każdym razie po kilku dniach sprawdziłem jeszcze raz azotany i fosforany. Okazało się, że NO3 było zerowe a PO4 spadło do 0.12mg/L. Niby najpierw mnie to ucieszyło, ale już następnego dnia zauważyłem, że wszystkie pozostałe makroglony zaczęły się szklić i rozpuszczać. Szybko powiązałem to z zerowymi azotanami i jeszcze tego dnia kupiłem nawóz do zbiorników roślinnych. Szczęścia było chyba za dużo, bo owszem, makroglony odzyskały swoje kolory i przestały się rozpuszczać, ale dodawanie nawozu spowodowało nie tylko skok NO3, ale i PO4. Dodałem wtedy pochłaniacz fosforanów i od tamtego czasu, fosforany zaczęły regularnie spadać. Kiedy piszę ten tekst, PO4 jest zerowe a NO3 2.5mg/L

Obsada…

Oprócz glonów, które kupiłem już miałem, dwa tygodnie temu dostałem od kolegi kilka skałek, porośniętych dwoma gatunkami makroglonów. Jedna to jakaś drobno-kulkowa odmiana C. racemosa, a druga to pewnie też Caulerpa, ale gatunku nie udało mi się jeszcze zidentyfikować.

W akwarium, zgodnie ze starą szkołą morszczaków nie ma jeszcze żadnych ryb, ale jest jeden krab, jedna Stomatella i jeden wieloszczet. Dostałem je razem ze skałą z glonami. Poza nimi i tysiącami mikroskopijnych skorupiaków biegających po szybach akwarium, nie widziałem nic innego. Acha, na pewno są też kiełże, bo jak odciągałem cyjano to parę się ostało na gazie.

Nowe akwarium morskie – spojrzenie z boku

Za dwa – trzy tygodnie wprowadzę dwie ryby. Prawie na pewno będą to Pterapogony kauderni – głównie dlatego, że są bardzo spokojne i prowadzą interesujący sposób rozrodu. Nie wiem czy od razu trafię na parę, ale będę się starał dobrać samca i samicę wcześniej czy później.

Ogólnie powoli leczę się z koników, choć temat jeszcze nie jest przekreślony. Zobaczymy jak wydajne będzie DSB i refugium w produkcji życia, choć z drugiej strony nie wydaje mi się żeby koniki były w stanie złapać takie pływające jak szalone Mysis.

W poprzednim zbiorniku miałem kiedyś iglicznie i nawet myślałem, żeby tu je też wprowadzić, bo to bardzo ciekawe i atrakcyjne z wyglądu ryby. Jednak jest to temat na przyszłość. Zresztą, kto wie… może zrobię akwarium mono-gatunkowe – z samymi pterapogonami.

Tropical…

Jak pewnie część osób już wie, zacząłem współpracę z polską firmą Tropical, która niedawno wprowadziła linię preparatów chemicznych i suplementów do akwarystyki morskiej – Marine Power. Współpraca opiera się głównie o konsultacje akwarystyczne oraz medialne, choć ze względu na ambitne plany, zapewne intensywnie się rozwinie. Zapewniam, że będzie interesująco i polecam śledzenie portalu Reefhub.pl oraz Tropicala na Youtube

Dzięki tej współpracy w Internecie pojawi się sporo nowego materiału. Będę pisał więcej dla początkujących akwarystów, ale będzie też sporo materiałów wideo – na przykład właśnie z solenia mojego akwarium, o czym pisałem wyżej.

W międzyczasie podjąłem współpracę z firmą Tropical

W związku z tą współpracą, nowy zbiornik założyłem całkowicie na produktach Tropical Marine Power. Mam nadzieję, że dzięki temu będę mógł pokazać jakość tych produktów i dzielić się z Wami swoimi obserwacjami. Nie bez znaczenia jest również fakt, że mogę dyskutować ewentualne wady i zalety produktów bezpośrednio z producentem.

Przy okazji chciałem podziękować za wiele ciepłych słów po tym jak pojawiły się nowe filmy na YT. Dostałem sporo wiadomości z gratulacjami, które zachęcają mnie do kontynuacji projektu. 

Współpraca z Tropicalem spowodowała, że pasja odrodziła sie na nowo. Mimo, że akwarium jeszcze dojrzewa, brak w nim kolorów i ryb, to znów – jak za dawnych lat – łapie sie na gapieniu w akwarium morskie mimo, że 5 minut temu robiłem dokładnie to samo.

No cóż, samo życie…

Pozdrawiam,

Bartek Stańczyk

 

 

Rozwarstwianie soli – dyskretny zabójca naszych korali?

Rozwarstwianie soli morskiej

Wielu akwarystów z kilkuletnim stażem, a zapewne paru młodszych też, słyszało o problemie rozwarstwiania się soli podczas podróży od producenta do sklepu i akwarysty. Wiele przesłanek wskazuje na to, że taki problem może istnieć. Jednak jak to się ma do rzeczywistości? Czytajcie poniżej. Od razu powiem, że poniższy tekst będzie zakrawał bardziej na teoretyczne rozważania niż na naukową rozprawę i popełnię w nim sporo skrótów myślowych, aby nie wgłębiać się za bardzo w mechanikę substancji sypkich.

Dodam również, że test soli wykonałem we wrześniu ubiegłego roku. Od tego czasu zmieniłem telefon i mimo zrobienia kopii wszystkich katalogów nie mogę znaleźć zdjęć makro z przekroju soli.

Rozwarstwianie czy mieszanie?

Nie znalazłem takiej definicji rozwarstwiania, która by idealnie pasowała do naszych potrzeb, postaram się, więc wytłumaczyć to własnymi słowami.

Jeśli mamy substancje, które wymieszamy tak, aby uzyskać w miarę jednorodną mieszaninę to pod wpływem siły (np. grawitacja, kohezja) substancje, które są podatne na rozwarstwianie zaczną migrować i kumulować się w różnych miejscach – najczęściej zgodnie z kierunkiem działającej siły.

No, ale ktoś może powiedzieć, że ten sam proces zachodzi też w odwrotnym kierunku. Najpierw mamy warstwy, a pod wpływem grawitacji te warstwy ulegają wymieszaniu. Zgoda, bo chodzi ogólnie rzecz biorąc o migrację ziaren (cząsteczek), a to czy dwie substancje się rozwarstwiają czy mieszają z ich punktu widzenia nie ma znaczenia. Nic dziwnego, że w termodynamice mówi się, że „chaos jest najwyższą formą porządku”, bo każdy układ pozostawiony samemu sobie dąży do zwiększenia entropii (chaosu).

Nas akwarystów, jednak bardziej interesuje ten pierwszy układ, ponieważ w tytułowym przypadku chodzi o to, że pod wpływem grawitacji i drgań, wymieszane składniki soli migrują powodując, że skład naszej soli nie jest identyczny w różnych miejscach w wiadrze. Główną niedogodnością wynikającą z rozwarstwiania jest różny skład chemiczny soli na początku i na końcu wiadra. Trzeba też zaznaczyć, że rozwarstwianie zależy od wielu czynników i nie musi zawsze występować, o czym później.

Rozwarstwianie w cieczach

Celowo zacząłem od cieczy, ponieważ chyba najłatwiej wykazać tu rozwarstwianie. Na pewno wielu z Was widziało jak się gotuje wywar z kurczaka na rosół. Na początku, podczas gotowania, kiedy nasza zupa ciągle się miesza może się nam wydawać, że płyn w garnku to po prostu jeden rodzaj cieczy. Jednak wystarczy wyłączyć kuchenkę i odczekać parę minut, żeby zobaczyć, że na powierzchni cieczy pojawiają się „oczka” innej cieczy. Jak zapewne wszyscy wiemy, jest to roztopiony tłuszcz z naszego kurczaka. Im bardziej tłusty był kurczak, tym pojawia się więcej oczek. Po chwili cała powierzchnia zupy w garnku pokryta zostanie warstwą tłuszczu.

Kto chce się przyjrzeć temu zjawisku bliżej, może nalać sobie do szklanki pół na pół wody i oleju. Nawet po zmieszaniu, woda, jako cięższa od oleju opadnie na dno (tak samo jak w przykładzie z rosołem) i uzyskamy dwie rozwarstwione ciecze.

No tak, żadna rewelacja. Nie od dziś wiadomo, że „oliwa na wierzch wypływa”. Ale czemu tak się dzieje? A między innymi temu, że gęstość (nie mylić z lepkością) wody jest większa od gęstości oleju, co przekłada się na ciężar właściwy. Dlatego woda opada na dno.

Są jednak mieszaniny cieczy, które nie będą się rozwarstwiały – nawet przy różnicy w gęstościach. Przykładem takiej mieszaniny może być zwykła wódka, czyli upraszczając mieszanina alkoholu (790g/L 20C) etylowego i wody (998gL 20C). Różnica w gęstości to ponad 200g/L, a mimo to woda się nie oddziela od spiritusu.

Rozwarstwianie soli

Polarność cząsteczek wody i etanolu powoduje ich łatwe mieszanie i brak rozwarstwiania

Powodem tego jest fakt, że zarówno H2O oraz C2H5OH są polarne

 (mają różne ładunki na końcach cząsteczek), przez co tworzą przenikającą się sieć przyciągających się cząsteczek.

Rozwarstwianie w substancjach sypkich

W przypadku mieszanek substancji sypkich podobne zjawisko również zachodzi i podobnie jak w przypadku cieczy głównym elementem napędzającym rozwarstwianie jest różnica w ciężarze właściwym poszczególnych składników. Jednak dochodzą inne ważne cechy, które maja wpływ na rozwarstwianie. Jest to przede wszystkim różnica w wielkości ziaren, ich gładkość czy ładunek elektrostatyczny oraz drgania ziaren

Im większa różnica w wielkościach ziaren, tym większa podatność na rozwarstwianie. Łatwo sobie wyobrazić, że każdą wolna przestrzeń między większymi ziarnami będą starały się wypełnić ziarna najdrobniejsze i co ciekawe niekoniecznie cięższe. Wystarczy sobie wyobrazić kosz z jabłkami, do którego zaczniemy wsypywać drobne owoce np. jagody.

Drugim ważnym elementem wpływającym na rozwarstwianie ma kształt ziaren. Im bardziej gładkie i kuliste, tym łatwiej ziarna migrują, ponieważ stanowią dla siebie mniejszy opór.

Gdy wyobrazimy sobie idealnie wymieszany piasek w wiadrze to możemy przyjąć, że bez dodatkowej siły, ziarna piasku pozostaną nieruchomo (nie będą się przemieszczały), ponieważ ciężar wyższych warstw naciskając na niższe, będzie je unieruchamiał.

Test z solą i cukrem

Będąc ciekaw jak zachowuje się taka niejednorodna mieszanina popełniłem prosty test. Do małego plastikowego słoiczka nasypałem jedna warstwę brązowego cukru i jedna warstwę zwyklej soli kuchennej (gęstość 2.16g/cm3). Nie znalazłem gęstości cukru trzcinowego bo jest on zwykle wilgotny. Jednak gęstość zwykłej sacharozy to 1.59g/cm3.

Rozwarstwianie soli

Mieszanina soli i cukru przed wstrząsaniem (po lewo) i po wstrząsaniu ( po prawo)

Wyraźnie widać, że pod wpływem wstrząsania sól, która początkowo zajmowała górną warstwę, przesunęła się w kierunku dna pojemnika. Mimo, że sól nie jest już tak jednorodna jak na początku, to widać, jej największą koncentracje w dolnej części pojemnika.

Ciekawostką jest to, że sól nie zawsze opadała na dno i czasami kumulowała się w bocznych częściach pudełka. Pokazuje to poniższy filmik. Tym razem zacząłem od uzyskania względnie jednorodnej mieszaniny

Zwróćcie uwagę jeszcze na jedną rzecz. Wygląda na to, że najlepszą metodą na dobre wymieszanie jest turlanie pojemnika (wiadra). Wtedy uzyskujemy lepsze wymieszanie niż podczas wstrząsania.

Rozwarstwianie w soli akwarystycznej

Co się jednak stanie, kiedy wiadro soli wprawimy w wibracje? W zależności od siły i częstotliwości drgań, wibracje przeniosą się na kryształki poszczególnych składników wprawiając je w ruch. Drżące kryształki zaczną się przemieszczać – małe i cięższe w dół, a większe i lżejsze do góry.

W pełnym wiadrze soli 20-25KG, przy samym dnie są unieruchomione, ponieważ naciska na nie ciężar kilkunastu kilogramów wyższych warstw. Jednak im wyżej tym ciężar mniejszy, więc i kryształki mogą mieć większy luz pod wpływem wibracji i tym łatwiej mogą migrować.

Mając to na uwadze, łatwo sobie wyobrazić, że najbardziej podatne na rozwarstwianie są te warstwy soli w wiadrze, które są najwyżej położone, ponieważ najłatwiej wprowadzić je w drgania. Jednak pod wpływem drgań i ocierania się kryształków soli o siebie uzyskujemy efekt żarna, czyli ścierania się i kruszenia tych większych i bardziej nierównych ziaren. Drobniejsze ziarna mogą z kolei osypywać się w dół, pomiędzy większe ziarna.

Test na soli akwarystycznej

Przeprowadziłem test, który miał wykazać jak bardzo różni się skład soli na górze pełnego wiadra od soli z jego dna. Do badań wykorzystałem popularną na rynku europejskim sól, której marka nie ma tutaj żadnego znaczenia. Założyłem, że sól wsypywana do worka (w wiadrze) podczas procesu pakowania jest idealnie wymieszana, więc przynajmniej w zaraz po zapakowaniu jej skład jest jednorodny w całym wiadrze. Jednak zanim wiadro trafi do akwarysty, poddawane jest wszelkim drganiom, czy to na skutek, ładowania na palety, pakowania na ciężarówki, podróży samolotem czy tirem aż do otworzenia wiadra przez akwarystę.

Żeby móc obejrzeć sam proces migracji ziarenek soli musiałem wyjąc próbkę soli z całego przekroju wiadra. Do tego posłużyła mi rura z akrylu o średnicy 5cm, którą wbiłem w nowy worek z solą od góry a następnie wyjąłem od dołu. Następnie rura została uszczelniona z obu stron tak, a uniemożliwić dostęp powietrza i wilgoci. W ten sposób uzyskałem cały przekrój przez wiadro soli.

Zachowując oryginalne położenie góra-dół wykonałem dwa roztwory 1000ml soli o zasoleniu 35ppt – jeden z dołu a drugi z góry mojego przekroju. Następnie wysłałem je do firmy MarinLab na testy OES-ICP. Tu chciałem podziękować firmie MarinLab (Aquaforest) za nieodpłatne wykonanie obu testów. Dodam, że Laboratorium MarinLab nie znało celu tych badań ani żadnych informacji związanych z moim projektem.

Ze względu na to, żeby uniknąć dyskusji nad jakością i czystością danej soli skupiłem się tylko nad zawartością jej makroelementów.

Zobaczmy poniższą tabelę. Pokazuje ona skład tych samych makroelementów z góry wiadra i dna wiadra soli morskiej. Jak należy ja rozumieć? W miarę ubywania soli z wiadra sodu (Na) będzie ubywało o 4.71% a wapnia (Ca) przybywało o 6.45%

Rozwarstwianie soli

Tabela 1. Skład chemiczny solanek (35ppt) wykonanych z górnej i dennej warstwy soli w wiadrze.

 

Poteoretyzujmy…

Nie mam wszystkich danych co do oryginalnych składników użytych do produkcji tej soli (chodzi głównie o stan uwodnienia i ilosc użytych chlorków) dlatego poniższe rozważania są dość niedokładne, dlatego purystów chemicznych proszę o ominięcie tego rozdziału…

Już na oko widać, że skład soli w Tabeli 1 odbiega od składu wody morskiej. Załóżmy jednak, że Reguła Dittmara została mniej więcej spełniona.

W NSW pierwiastkiem, który występuje w największej ilości (wagowo i procentowo) jest chlor. Laboratorium MarineLab nie oznacza chlorków, więc musimy obliczyć je sami. W naturalnej wodzie morskiej (NSW) stosunek chlorków do sodu (zgodnie z Reguła Dittmara) wynosi około 1.8x. Skoro mamy cały czas stałą ilość soli to wzrost wagi sumarycznej wyszczególnionych w tabeli pierwiastków musi być zbalansowany spadkiem chlorków (mikroelementy tutaj pomijam).

W naszej sytuacji, w miarę używania soli powinniśmy zauważyć zmianę (wzrost o 4.71%) chlorków z 10072*1.8 = 18130mg/L na 10547*1.8= 18984mg/L. Różnica to 854mg.

Przypomnijmy sobie tabelę, którą używałem w artykule o refraktometrach – Link>>> https://reefhub.pl/refraktometr-kontra-splawik-wady-zalety/.

Refraktometr i pomiar zasolenia

Tabela1: Udział procentowy jonów w pomiarze zasolenia 35‰ wody morskiej refraktometrem (dRI % – procent udziału jonu w zmianie indeksu refrakcji RI – Refractive Index) oraz „spławikiem” (dSG % – procent udziału jonów w gęstości względnej), oraz zawartość jonów w mg/kg w naturalnej wodzie morskiej (NSW – Natural Seawater).

Z powyższej tabeli, że za 90% indeksu refrakcji odpowiadają chlorki. Skoro więc wraz z ubywaniem soli wiadrze wzrasta nam procentowa (i wagowa) zawartość chlorków mamy problem z prawidłowym zasoleniem. Ci z Was, którzy odważają sól do solanki zrobią zbyt wysokie zasolenie, a Ci z Was, którzy dosypują sól do solanki pod wynik refraktometru zrobią zbyt ubogą solankę (zasolenie będzie ok, ale KH, Ca, Mg etc będzie mniej)

Nieźle nie? No dobra, odpuśćmy te rozważania. Być może problem rzeczywiście istnieje, ale mam zbyt mało danych podać konkretne wyniki. W końcu ilość chlorków oparłem o założenia, które wcale nie musza być prawdziwe.

Podsumowanie – jak przeciwdziałać?

Tak jak pisałem na początku w artykule jest sporo gdybania. Na pewno wyniki testu soli wskazują na istnienie problemu, ale każdy sam musi sobie odpowiedzieć, czy 3-4% wahania składu to dużo? Artykuł miał za zadanie zasygnalizować potencjalny problem, który moim zdaniem może w pewnych okolicznościach powodować rozjeżdżanie się parametrów. Zapewne też, ze względu na różne procesy technologiczne sole różnych producentów będą miały inne tendencje do rozwarstwiania.

Przede wszystkim trzeba być świadomym, że sól, którą właśnie kupiliśmy nie jest idealnie jednorodna.  Wydaje mi się, że sole, które są ciasno zamknięte w worku, maja mniejsze tendencje do rozwarstwiania ze względu na to, że są ściśnięte, przez co kryształki maja mniejsze szanse na przemieszczanie.

Na pewno w najgorszej sytuacji są osoby, które kupują duże wiadro, ale robią małe podmianki, ponieważ wydaje się, że najwyższe warstwy soli mają największe tendencje do rozwarstwiania.

Prawdopodobnie dobrym sposobem jest rozdzielenie soli na dwa wiadra i przygotowywanie solanki na przemian z każdego. Regularne turlanie po podłodze to dobry sposób na wymieszanie soli.

Jeśli komuś by się chciało to może zrobić takie doświadczenie przy rozpoczęciu nowego wiadra: 

Każda podmianka wymagałaby zważenia ilości soli użytej do wykonania soli o zasoleniu 35ppt, przy czym pomiar zasolenia odbywałby się za pomoca refraktometru oraz spławika. Jesli ktos wykona takie pomiary dla podmian z poczętku i końca wiadra – chętnie zamieszcze wyniki.

Żródło:

https://publishing.cdlib.org/ucpressebooks/view?docId=kt167nb66r&chunk.id=d3_1_ch06&toc.id=ch06&brand=eschol

http://misclab.umeoce.maine.edu/education/VisibilityLab/reports/SIO_76-1.pdf

Płyn kontrolny KH.

Płyn kontrolny KH

Wstęp 

Niedawno na forum rozgorzała dyskusja pod tytułem: „które testy kropelkowe są lepsze?” Pomijając już fakt, że w TYM artykule opisałem swój „test testów”, takie dyskusje z reguły ograniczają się do słownych utarczek pomiędzy zwolennikami tych czy innych producentów. Zwłaszcza, że metoda pomiaru jest oparta o ten sam proces chemiczny, co w praktyce sprowadza takie dyskusje do porównywania koloru opakowań czy klarowności instrukcji.

Dawno temu kłócono się o wyższość Atari nad Commodore, potem iPhone nad Androidem, a od pewnego czasu takie dyskusje, bardziej lub mniej burzliwe, dotykają tematów w akwarystyce morskiej. Socjolodzy już dawno zbadali, że za takimi polemikami stoi chęć udowodnienia sobie, że ma się coś lepszego od innych.

Wracając do samych testów… Wiele razy podkreślałem, że osobiście dla mnie, osoby stosującej reaktor Ca, jednym z najważniejszych parametrów do kontroli w akwarium jest KH. W moim przypadku, to jedyny test, który wykonuję regularnie – co kilka dni. Mając solidną filtrację DSB, nie martwię się o azotany i fosforany, a reaktor dba o odpowiedni i zbilansowany poziom pierwiastków takich jak wapń, magnez czy stront.

Płyn kontrolny KH i alkaliczność

Do pomiaru alkaliczności w wodzie akwariowej polecam fotometr Hanna HI755

Osobiście do pomiaru KH stosuję fotometr Hanna HI755, który działa wręcz perfekcyjnie. Gorąco go polecam wszystkim akwarystom morskim, choć wiąże się to z wydatkiem paru stówek. Nie jest to jednak rzecz niezbędna, ponieważ jak pisałem w artykule o testach, na rynku istnieją przyzwoitej, jakości testy kropelkowe. Według mojej opinii najlepszymi okazały się testy KH firmy Salifert i Colombo, jednak od tamtego czasu, na rynku pojawiły się testy firmy Aquaforest. Nigdy ich nie stosowałem, ale z tego co wiem, opierają się o tę samą metodą kolorymetryczną co wspomniane wyżej testy i w związku z tym zakładam, że są porównywalne jakościowo. 

Co by jednak nie mówić o jakości testów, to są tylko odczynniki, które wcześniej czy później mogą ulec zepsuciu. Może to nastąpić na skutek zawilgocenia, zanieczyszczenia czy pod wpływem światła. Ciekawe jest jednak to, że data ważności na pudełku ma się nijak do poprawności wyniku. Znam testy, które pokazywały bzdury zaraz po kupnie, gdzie do upływu terminu ważności było półtora roku, a mam też jeden test na KH, który wciąż pokazuje prawidłowy wynik, a który stracił ważność w listopadzie 2011 roku.

Zestawiając tę swego rodzaju losowość w zepsuciu testu z tym, że jest to bardzo ważny parametr wody można dojść do prostego wniosku, że nie mając pewności, co do poprawności wyniku łatwo możemy wpędzić akwarium w kłopoty. Wystarczy korygować dawkę ballingowego KH na podstawie wyniku pomiaru zepsutym testem.

Jedynym sposobem sprawdzenia czy test KH jest dobry czy nie, jest wykonanie pomiaru na płynie kontrolnym o znanym poziomie alkaliczności. Taki płyn kontrolny był kiedyś w testach KH firmy Salifert. Niestety w praktyce, pomiar kontrolny rzadko dawał prawidłowy wynik. Nie wiem czemu tak było, ale podejrzewam, że sam płyn kontrolny mógł być nietrwały. Być może nie mam racji, ale faktem jest, że firma Salifert od kilku lat nie dodaje płynu kontrolnego do swojego testu na alkaliczność (KH).

Poniżej przedstawię sposób wykonania takiego płynu samodzielnie. Wcześniej jednak namawiam do przeczytania artykułu tłumaczącego znaczenie parametru jakim jest alkaliczność (KH). Artykuł znajdziecie TUTAJ. W artykule dowiecie się czemu KH jest takie ważne, jaki ma wpływ na korale oraz na chemię w wodzie słonej.

Cykl węglanowy w wodzie (źródło: NOAA)

Alkaliczność (KH, twardość węglanowa) to taka ilość jonów węglanowych (CO32-) i wodorowęglanowych (HCO3–), która zneutralizuje kwas w roztworze (czyli jony H+). Im więcej węglanów i wodorowęglanów tym wyższe KH. Wynika z tego jasno, że aby wykonać płyn kontrolny, musimy rozpuścić w czystej wodzie pewną ilość tych związków.

Preparat możemy wykonać z węglanu wapnia CaCO3 lub wodorowęglanu sodu NaHCO3. Ze względu na to, że w wodorowęglan jest prawie w każdym domu, dlatego poniższy przepis oprę na tym związku.

Co nam będzie potrzebne?

Wodorowęglan sodu NaHCO3 – potrzebujemy go bardzo mało – 1 gram. Jeśli nie stosujemy ballinga to możemy zastosować preparat spożywczy – sodę oczyszczoną (baking soda), który można kupić za kilka złotych w każdym sklepie spożyczym.

Woda RODi – pół litra w zupełności wystarczy.

Waga laboratoryjna o dokładności 0.01 grama – Tu może być problem, bo profesjonalne wagi laboratoryjne są drogie. Ja jednak z powodzeniem stosuję wagę jubilerską. Taką wagę można kupić na allegro za kilkanaście (!!!) złotych. Warto wybrać taką, która ma możliwość kalibracji.

Strzykawka insulinowa – 1ml – do kupienia w aptece z kilka złotych. Można też użyć strzykawkę 1ml z dowolnego testu kropelkowego o ile jest nieużywana.

Poniżej przedstawiam wyliczenia chemiczne. Jeśli kogoś to nie interesuje, może przeskoczyć od razu do następnego rozdziału.

Płyn kontrolny – Obliczenia

Wiemy z chemii, że roztwór wodny o alkaliczności 1dKH zawiera 17, 848mg CaCO3 w 1L roztworu wodnego. Ze względu na to, że każdy metodę testową kalibrujemy w okolicy użytecznego pomiaru, który dla wody w akwarium morskim wynosi około 8dKH to potrzebowalibyśmy 8x 17,848mg CaCO3 = 142,78mg węglanu wapnia, żeby uzyskać taka alkaliczność.  Skoro jednak nie korzystamy z węglanu wapnia tylko z wodorowęglanu sodu, musimy wyliczyć jego potrzebną ilość.

Masa molowa CaCO3 to 100,09 g/mol

Masa molowa jonu CO32- – 60g/mol

1dKH = 17,848 mg CaCO3

Skoro wiemy, że w jednym molu CaCO3 znajduje się 60g CO32- to możemy prosto wyliczyć, że za 1dKH odpowiada 10,68mg CO32- (po przeliczeniu na miligramy)

1dKH (CaCO3)= x = 17,848mg*60mg/100,09mg = 10,68mg CO32-

Teraz przeliczymy to na ilość wodorowęglanu sodu.

Masa molowa NaHCO3 – 84,01 g/mol

Skoro wiemy, że w jednym molu NaHCO3 znajduje się 60g węglanu to po przeliczeniu na miligramy, roztwór 84,01mg/L NaHCO3 powinien mieć alkaliczność 5,617dKH.

60mg/10,68mg =5,617dKH

Idąc dalej tym tropem, aby uzyskać roztwór kontrolny o alkaliczności 8 dKH powinniśmy rozpuścić prawie 120mg NaHCO3 w 1litrze roztworu.

8 x 84,01 /5,617 = 119,65mg

Niestety nie jest to prawda, ponieważ do tej pory popełniłem pewne uproszczenie obliczeniach. Wodny roztwór 120mg/L wodorowęglanu sodu da wynik pomiaru alkaliczności dokładnie 4dKH. Skąd ta różnica? Ano stąd, że jak pisałem wcześniej alkaliczność to zdolność jonów węglanowych (CO32-) i wodorowęglanowych (HCO3–) do neutralizacji kwasów poprzez przyłączanie protonu H+. Jasne jest, że dwu-ujemny jon węglanowy przyłączy dwa protony natomiast jedno-ujemny jon wodorowęglanowy tylko jeden proton. Dlatego musimy użyć dokładnie dwa razy więcej wodorowęglanu, czyli 240mg.

Płyn kontrolny – Wykonanie

Z powyższych obliczeń wynika, że aby uzyskać płyn kontrolny 8dKH musimy uzyskać wodny roztwór sody oczyszczonej o stężeniu 240mg/L. Tu jednak spotkamy się z pewnym problemem technicznym, którym jest dokładność wagi oraz domowych miarek objętości. Tak jak pisałem wcześniej, dobrym rozwiązaniem jest mała waga jubilerska, która doskonale się nada do naszych zastosowań. Taka waga kosztuje grosze, ale jeśli absolutnie nie chcemy jej kupować, to zostaje nam lokalna apteka, w której farmaceuta powinien nam wykonać potrzebny roztwór.

Ze względu na to, że operujemy na małych masach, będziemy mogli pominąć różnicę pomiędzy masą roztworu a masą rozpuszczalnika. Ułatwi nam to odważanie małych mas i przygotowanie płynu, ale wprowadzi niewielki błąd do równania. Błąd będzie jednak pomijalny dla naszych potrzeb.

Przyznam, że nie znam trwałości takiego płynu kontrolnego, ponieważ sam wykonałem go dopiero tydzień temu i do tej pory trzyma parametry. Spodziewam się jednak, że nie ma on długiego terminu przydatności, dlatego nie potrzeba go robić w zbyt dużych ilościach.

Najprościej byłoby po prostu rozpuścić 240mg sody oczyszczonej (NaHCO3) w 1000g (1L) wody RODi i jeśli mamy możliwości wykonania dokładnych naważek sody oczyszczonej i wody to sprawa jest załatwiona. Test KH wykonany na takim roztworze powinien wykazać alkaliczność około 8dKH. Jeśli tak jest, to mamy pewność, że nasz test pokazuje prawidłowe wyniki.

Jednak tak jak pisałem, uzyskanie 1L roztworu, z którego użyjemy kilka mililitrów do testu jest przerostem formy nad treścią i zwykłym marnowaniem surowców. Dlatego skorzystamy z metody wielokrotnych rozcieńczeń, aby uzyskać mniejszą ilość płynu kontrolnego. Poza tym, wagi jubilerskie z reguły mają limit maksymalnej masy w okolicach 100, 200 lub 300g

– za pomocą wagi jubilerskiej (lub laboratoryjnej, jeśli ktoś ma dostęp) odważamy 0,5g NaHCO3 oraz 50g wody RODi (możemy użyć dokładnego cylindra miarowego i odmierzyć 50ml). Dodajemy wodorowęglan sodu do wody i mieszamy do uzyskania klarownego roztworu bez osadu na dnie. Będzie to nasz roztwór „A”. Tu popełniamy pierwszą niedokładność, ponieważ dodanie wodorowęglanu do wody, zwiększy jej objętość. Jeśli jednak ktoś chce się bawić w ultra dokładność, powinien rozpuścić 0,5g NaHCO3 w 40ml wody, a następnie dopełnić uzyskany roztwór wodą RODi do objętości 50ml.

– w innym naczyniu odważamy dokładnie 49g wody RODi. Taka masa wody ma objętość dokładnie 49ml. Oczywiście, jeśli mamy dokładny cylinder miarowy to możemy odmierzyć tę ilość cylindrem. To będzie nasz roztwór „B”. Tu popełniamy drugą niedokładność, ponieważ powinniśmy odważyć dokładnie 48,8g wody.

– za pomocą insulinówki odmierzamy 1,2ml roztworu „A” i dodajemy do roztworu ‘B” dobrze mieszając. W ten sposób uzyskamy roztwór 12mg NaHCO3 w 50ml, co odpowiada stężeniu 240mg/L

– Pomiar KH w tym roztworze powinien pokazać wynik w okolicach 8dKH.

Uwagi końcowe

– Woda RODi dość łatwo wchłania dwutlenek węgla, który ja szybko zakwasza, co może wpływać na uzyskane KH. Nie sprawdzałem w jakim stopniu to się dzieje, ale na wszelki wypadek polecam używanie świeżej wody RODi i dość sprawne wykonanie roztworu kontrolnego

– Metoda jest nieco chałupnicza i pełna zaokrągleń, ale założeniem było wykonanie płynu bez zbędnego nakładu finansowego.

– Wodorowęglan sodu jest substancja higroskopijną (chłonie wilgoć z powietrza). Zalecam otworzenie nowej saszetki z sodą oczyszczoną zamiast korzystania ze starej – otwartej kilka miesięcy temu.

– Wykonany przeze mnie płyn kontrolny osiągnął wynik 143ppm (pomiar Hanką na KH), co po przeliczeniu na stopnie niemieckie daje 143*0,056=8,01 dkH.

– Głównym zastosowaniem uzyskanego roztworu jest weryfikacja posiadanego testu KH. Sam płyn nie wpływa na dokładność pomiaru, ale jeśli Wasza metoda pomiaru jest niedokładna, wynik będzie odbiegał od oczekiwanego 8dKH.

https://reefhub.pl/kh-czy-alkalicznosc-o-co-w-tym-chodzi/

https://en.wikipedia.org/wiki/Carbonate_hardness

http://www.ptable.com/?lang=pl

http://www.lenntech.com/calculators/molecular/molecular-weight-calculator.htm

 

 

 

 

Tydzień szósty – Temat: kolorowo

To już ostatni tydzień konkursu. Dostaliśmy w nim cztery prace . Ciekawe, że wszyscy biorący udział wyslali ryby. Głosy oddawać można do 08/07/2017 23:59:59.  Zapraszamy do zabawy i do komentowania. 

 

Zdjęcie nr 1

 

Zdjęcie nr 2

 

Zdjęcie nr 3

 

Zdjęcie nr 4

 

Sponsorem konkursu jest firma Reef Shop z Gdyni

Wyniki będą pokazane po zakończeniu głosowania.

[yop_poll id=”12″]

 

Tydzień piąty – Temat: dowolny

W piątym tygodniu konkursu przysłaliscie cztery prace. Głosy oddawać można do 01/07/2017 23:59:59.  Zapraszamy do zabawy i do komentowania. 

 

Foto nr 1

 

Foto nr 2

 

Foto nr 3

 

Foto nr 4

ponsorem konkursu jest firma Reef Shop z Gdyni

Wyniki będą pokazane po zakończeniu głosowania.

[yop_poll id=”11″]

Dolewka automatyczna Levelautomatic EYE – nie spuści OKA z wody.

Dolewka Levelautomatic EYE – nie spuści OKA z wody.

Dolewka Levelautomatic EYE – Wstęp

Tydzień temu zastałem w drzwiach awizo z poczty. Jako, że parę dni wcześniej rozmawiałem z firmą Aqua-Trend na temat testów nowej dolewki Levelautomatic EYE, spodziewałem się, że przesyłka jest właśnie od nich. Już następnego ranka odebrałem niewielką paczkę, w której znalazłem najnowszy produkt tej firmy – dolewkę Levelautomatic EYE – Smart Optical ATO System.

Jak sama nazwa wskazuje, dolewka to urządzenie, które uzupełnia nam wyparowaną wodę z akwarium, a w brew pozorom jest to czynnik, który ma kolosalne znaczenie z punktu widzenia stałości parametrów. Jest tak dlatego, że paruje nam sama woda, zostawiając za sobą całą rozpuszczoną zawartość co, z kolei powoduje wzrost stężenia składników solanki.

Powiecie, że można codziennie dolewać ręcznie – fakt, ale po pierwsze wymaga to skrupulatności, a po drugie powoduje dobowe skoki zasolenia. Zobaczmy skrajny przykład: w upalny dzień z 30L akwarium chłodzonym wiatrakami może ubyć nam 2L (6,6%) wody dziennie, którą dolewamy wieczorem „na raz”. Takie wahania dobowe zasolenia przekładają się na:

26mg/L Ca na dobę przy docelowym 400mg/L

84mg/L Mg na dobę przy docelowym 1280mg/L

Pół stopnia KH na dobę przy docelowym 7,5dkH

Powiecie, że niewiele. Może i niewiele, ale w morszczyźnie chodzi o stabilność, a poza tym jak wyjedziecie na weekend to różnice mogą być dwu i trzykrotne.

Co by nie mówić o intensywności parowania, to nie da się ukryć, że w mniejszym lub większym stopniu może negatywnie wpływać na parametry wody w akwarium, a zastosowanie dolewki automatycznej w zasadzie załatwia nam ten problem raz na zawsze.

Moją pierwszą dolewką był Shark od firmy Aqua-Trend

Firma Aqua-Trend to polski producent sprzętu akwarystycznego, a niniejsza dolewka jest trzecią dolewką tej firmy z jaka mam do czynienia. Pierwszą była przedstawiona w 2011 roku dolewka AT Shark. Używałem jej przez jakieś 4 lata. Pamiętam, że była sporych rozmiarów, i że silnik był dość głośny. Dolewka była prostym urządzeniem włącz-wyłącz sterowanym pływakiem. Mimo prostoty, służyła mi bezawaryjnie przez 4 lata, aż do momentu, kiedy zachwyciłem się kolejną dolewką firmy Aqua-Trend – Milestone Levelautomatic. Ta dolewka była rzeczywiście kamieniem milowym i śmiało mogę polecić ją każdemu, jako doskonale zaprojektowany i bezawaryjny sprzęt. Na portalu znajduje się recenzja tej dolewki, którą możecie przeczytać tu: https://reefhub.pl/dolewka-automatyczna-milestone-levelautomatic-firmy-aqua-trend/

Od tygodnia, używam testowo najnowszą dolewkę firmy Aqua-Trend – Levelautomatic EYE. Poniżej możecie przeczytać recenzję tego sprzętu. Tradycyjnie dodam, że poniższy tekst jest moja prywatną opinią, która nie musi być identyczna z opinią innych użytkowników tego urządzenia.

Dolewka Levelautomatic EYE – Zawartość pudełka

W niewielkim kartonowym pudełku znalazłem polską instrukcję, zasilacz 12V, pompkę DC 12V, kilka metrów wężyka silikonowego i uchwyt do niego oraz niewielką jednostkę kontrolną. Wszystko ładnie zapakowane w osobne woreczki lub pudełka.

Najnowsza dolewka AT yglądem przypomina wizjer refraktometru lunetkowego

 

Pompka na oko wygląda na identyczną z tą, którą zastosowano w poprzedniej dolewce, jednak szczegółowa analiza etykietek mówi nam, że nowa pompka ma wydajność 280l/h (w poprzednim modelu 200L/h) a unos wody to 2m (w poprzednim modelu jest to 1,5m).

Najwięcej zainteresowania wzbudziła jednostka kontrolna. Wyglądem przypomina wizjer refraktometru lunetkowego lub samochodową ładowarkę USB. Zbudowana jest z dwóch elementów połączonych magnetycznie. Mniejsza część ma postać pierścienia z trapezową soczewką. Większa część ma postać ściętego stożka z dwoma gniazdami 12V na boku i z 3 diodami na podstawie.

Dolewka Levelautomatic EYE – montaż i uruchomienie

Obie części montujemy po obu stronach szyby sumpa tak, aby część mniejsza znajdowała się w sumpie, a większa na zewnątrz – rozwiązanie podobne do tego zastosowanego w pompach Vortech. Połączenie magnetyczne ściska obie części na tyle mocno, że urządzenie nie obsuwa się, a jednocześnie może być łatwo przesuwane przez akwarystę.

Silny magnes trzyma obie części dolewki na żądanej wysokości

Jak pewnie się domyślacie cały trik polega na tym, że wysokość umieszczenia dolewki odpowiada pożądanemu poziomowi wody w sumpie. Już chyba prościej się nie da. Chcemy wyższy poziom wody w sumpie – przesuwamy urządzenie kilka cm do góry; niższy – kilka centymetrów w dół.

Według producenta urządzenie będzie się trzymało stabilnie na szybie o maksymalnej grubości 12,5mm. Sprawdziłem na szybie 12mm i urządzenie trzyma się solidnie. Wyobrażam sobie jednak, że większość sumpów będzie miało dużo cieńsze szyby.

Schemat montażu OKA.

Na boku znajdują się dwa identyczne gniazda 12V. Według instrukcji w lewe gniazdo wtykamy wtyczkę od zasilacza, a w prawe wtyczkę od pompki DC. Niestety obie wtyczki pasują w oba gniazda, a na samym urządzeniu brak jest opisu gniazd. Mam nadzieję, że producent zabezpieczył elektronikę przed sytuacją, w której pomyłkowo włączymy zasilanie do drugiego gniazda. Ja nie byłem tak odważny, aby to sprawdzić J

Po włożeniu pompki do zbiornika z wodą RODi dolewka Levelautomatic EYE jest gotowa do włączenia

Po podłączeniu zasilania dolewka pika kilka razy sprawdzając poziom wody. Jeśli wykryje zbyt niski (jest zamontowana ponad wodą) uruchamia pompkę. Jeśli wykryje prawidłowy poziom wody – nie będzie robić nic aż do czasu, gdy wykryje ubytek wody.

Na boku znajdują się dwa identyczne gniazda 12V.

 

I to w sumie mógłby być koniec, gdyby nie fakt, że dolewka oferuje nam trochę więcej niż samo dolewanie wody.

Dolewka Levelautomatic EYE – kontrola pracy

Na opakowaniu urządzenia napisane jest „Smart Optical ATO System”. Brzmi poważnie – prawie tak jak patenty technologii NASA J. W każdym razie słowo „Smart” zobowiązuje i rzeczywiście urządzenie w sprytny sposób czuwa nad swoją pracą.

Po pierwsze, dolewka rozpozna sytuacje, w której czujnik jest zarośnięty algami i mrugnie odpowiednio diodą niebieska i zacznie pikać

Po drugie, dolewka wykryje sytuację, w której w sumpie jest za dużo wody – np. na skutek awarii pompy obiegowej, co zostanie odpowiednio zasygnalizowane.

Po trzecie, dolewka wykryje brak wody w zbiorniku na wodę RODi i tym razem zamruga czerwoną dioda i zacznie pikać.

Wężyk od pompy DC montujemy tak, aby jego końcówka była niezanużona, ZAWSZE powyżej poziomu wody w zbiorniku z wodą dolewkową.

Po naprawieniu ewentualnego problemu (np. brak wody w zbiorniku) pikającą dolewkę musimy zresetować. Niestety producent nie napisał jak to zrobić, więc przy braku jakiegokolwiek przycisku na dolewce, musimy to zrobić odłączając ją na moment z prądu. Konieczność resetowania nie zachodzi zbyt często, ale jeśli chcemy ułatwić sobie resetowanie, warto zastosować gniazdo zasilające z włącznikiem. Wtedy resetowanie dolewki będzie bardzo wygodne.

Dolewka Levelautomatic EYE – moja ocena

Poza nowym wyglądem dolewka Levelautomatic EYE nie zauważyłem znaczących różnic w pracy w porównaniu do dolewki Levelautomatic Milestone. I uczciwie musze powiedzieć, że przy tym samym systemie nie widzę konieczności zmiany z Milestone na EYE. Jednak dla nowych systemów, OKO doskonale się nadaje. Obsłuży każdy zbiornik, ale widzę szczególne zastosowanie w kompaktowych nanorafach, gdzie brak jest miejsca w sumpie lub nawet brak jest samego sumpa.

Co mi się podoba?

– kompaktowość – chyba nie da się zrobić dolewki bardziej kompaktowej

– wygodne ustawianie pożądanego poziomu wody – dużo łatwiejsze niż w przypadku używania pływaka.

– kontrola pracy – procesor logiczny analizuje parametry pracy oznajmiając na przykład brak wody dolewkowej.

– wszechstronność – dolewka może pracować w dowolnym zbiorniku, a także ma opcjonalną możliwość podawania wody bezpośrednio z filtra RODi

– bardzo cicha praca – pompka stojąca na przyssawkach w zbiorniku na wodę jest praktycznie niesłyszalna

– histereza (zwłoka zadziałania) – dolewka nie reaguje na zmiany poziomu wody spowodowane falowaniem powierzchni wody w sumpie.

Co mi się nie podoba?

– brak przycisku „RESET” na dolewce – wymagane jest krótkotrwałe odłączenie zasilania w celu resetu alarmu

– tonąca soczewka – w przypadku potrącenia zewnętrznej części kontrolera dolewki, soczewka nie jest trzymana przez magnes i tonie. W sumie znajduje się wiele przedmiotów – filtry, pompy, skała i jeśli soczewka wpadnie w niedostępne miejsce, konieczne może być wyciąganie skały. Rozwiązaniem może być oczywiście odpowiednie umiejscowienie dolewki tak, aby nie było łatwo jej przypadkowo strącić. Z drugiej strony może w przyszłych wersjach producent wykona element wewnętrzny tak, aby w przypadku odłączenia unosił się na powierzchni.

Ogólnie dolewka Levelautomatic EYE pracowała u mnie niecały tydzień. Nie miałem z nią żadnych kłopotów, a swoją pracę wykonywała dokładnie tak jak się tego spodziewałem. Polecam ją wszystkim tym, którzy rozważają kupno nowej dolewki. Gwarantuje, że będziecie zadowoleni z „OKA”

Dolewkę przeznaczam jako nagrodę w konkursie, którego szczegóły poznacie już niebawem.

Widok soczewki od strony wewnętrznej sumpa

 

Działająca dolewka Levelautomatic EYE podczas testów

 

 

 

Tydzień czwarty – Temat: Kolor czerwony

Tydzień czwarty – Temat: Kolor czerwony

W kolejnym tygodniu konkursu przysłaliscie tylko cztery prace. To oznacza, że jakaś osoba oddała punkt za darmo. Czyżby konkurs się już Wam znudził?

Głosy oddawać można do 24/06/2017 23:59:59.  Zapraszamy do zabawy i do komentowania.

Foto nr 1

 

Foto nr 2

 

Foto nr 3

 

Foto nr 4

 

 

Sponsorem konkursu jest firma Reef Shop z Gdyni

Wyniki będą pokazane po zakończeniu głosowania.

[yop_poll id=”10″]

Translate »